Kolaborant czy filantrop? Rozmowa z Patrycją Dołowy o biografii Adama Czerniakowa
Adam Czerniaków, szef Judenratu w warszawskim getcie, wciąż jest surowo osądzany. Patrycja Dołowy podjęła próbę napisania jego sprawiedliwej biografii. O pracy nad książką „Pęknięte lustro. Próba portretu Adama Czerniakowa” i jej bohaterze opowiedziała autorka Patrycja Dołowy, pisarka, działaczka społeczna, artystka wizualna, która była gościnią audycji „Edycja limitowana” w Chillizet.
„Pęknięte lustro. Próba portretu Adama Czerniakowa” – taki tytuł nosi biograficzna opowieść, która ukazała się nakładem wydawnictwa Filtry. Książka jest poświęcona postaci tragicznej, szefowi Judenratu w okupowanej przez hitlerowców Warszawie Adamowi Czerniakowowi, którego wybory życiowe były surowo osądzane za jego życia i być może jeszcze ostrzej po jego samobójczej śmierci 23 lipca 1942, w drugim dniu Wielkiej Akcji Likwidacyjnej w getcie. Skąd się wzięły te negatywne oceny? Jak się miały do rzeczywistości? I czy lektura dzienników Adama Czerniakowa rzuca jakieś nowe światło na jego życiorys?
Hanna Rydlewska: Piszesz we wstępie, że dotąd nie zajmowałaś się portretami mężczyzn, specjalizowałaś się raczej w opowieściach o mniejszościach czy herstoriach. Jak narzędzia, które zdobyłaś pracując nad kobiecymi historiami, przydały ci się, kiedy postanowiłaś prześwietlić postać Adama Czerniakowa?
Patrycja Dołowy: Właściwie wydaje mi się, że one były kluczowe. Co ciekawe, ja rzeczywiście zawsze pracowałam nad historiami kobiet czy osób z mniejszości, stosując narzędzia grzebania w archiwach, zszywania ze skrawków. Dzięki temu udawało mi się wygrzebywać rzeczy, które były niemal nieznane i próbować budować trochę od nowa różne obrazy. Tak szczerze powiedziawszy, wcale na początku nie wierzyłam, że ta moja metodologia może być przydatna do konstruowania portretu Adama Czerniakowa, ale zostałam zaproszona przez wydawnictwo Filtry. Dorota Nowak wierzyła w to, że właśnie w ten sposób można sobie poradzić z historią Adama Czerniakowa. Jak zabrałam się za nią, to szybko zrozumiałam, skąd ta jej wiara. To dlatego że portret Czerniakowa, jaki funkcjonuje w świadomości większości z nas – w mojej też, żeby była jasność, też go miałam w głowie – jest bardzo gładko skonstruowany.
On jest właściwie uważany za postać, o której wyborach życiowych jakoś się tam dyskutuje, ale zasadniczo jest postrzegany jako kolaborant, osoba słaba, która współpracowała z Niemcami i nie umiała sobie z tym poradzić, no i jeszcze popełniła samobójstwo.
W dodatku uczynił ze swojej śmierci sprawę prywatną – o tym mówił Marek Edelman, oceniając Czerniakowa już po wojnie. Czerniaków nie wezwał Żydów do walki, czego część osób ze środowisk żydowskich oczekiwała.
Patrycja Dołowy: To prawda. Gdy zaczęłam zabierać się za to rozbijanie tej gładkiej powierzchni i patrzenie na to, co tam jest pod spodem, to okazało się, że jest bardzo wiele różnych głosów i świadectw na temat Czerniakowa. Te dokumenty i jego dzienniki właściwie nie wskazywały na to, co budowało jego powszechny portret. Wśród tych różnych głosów były też opinie ludzi z podziemia, bojowników z ŻOB-u [Żydowska Organizacja Bojowa – przyp. red.]. Nie wszyscy oni mieli takie zdanie jak Marek Edelman czy Antek Cukierman, że ten akt samobójczy był sprawą prywatną. Wręcz przeciwnie, niektórzy dopatrywali się w tym, co zupełnie nie przebiło się do powszechnej świadomości, właśnie heroicznego aktu, aktu pokazania, że oto jest moment tragiczny w getcie, że już teraz trzeba czegoś dokonać. I tutaj przytoczyłabym niesamowite świadectwo Heleny Merenholc, która współpracowała z Centosem, zajmowała się dziećmi od 1939 roku i później także w getcie i która nie pomyślała, żeby opuścić swoich ludzi, chociaż miała różne propozycje ucieczki, ukrycia się, posiadania aryjskich papierów. I ta osoba bardzo wyraźnie mówi, że kiedy dowiedziała się o samobójstwie Adama Czerniakowa, to był ten moment, kiedy ona już wiedziała, że ratowanie życia to jest coś więcej niż ratowanie własnego życia, że to jest bardzo ważne, żeby wyjść z getta i żeby zastosować opór życia też w stosunku do siebie.
Tożsamość twojego bohatera to taka polsko-żydowska plątanina. Sama mówisz o nim, że to był człowiek pogranicza, czyli ktoś, kto żył na przecięciu niekoniecznie kompatybilnych ze sobą światów. On próbował łączyć to, co chyba było nie do pogodzenia.
Patrycja Dołowy: On próbował łączyć to, co było nie do pogodzenia z dzisiejszego punktu widzenia. Ale wtedy to jednak nie było tak, że on był jedyny. Była cała wielka grupa żydowskich działaczy, osób ze społeczeństwa żydowskiego w Polsce, którzy wierzyli, że te różne światy, ten miks się da pogodzić. Bo ta różnorodność była wielka. Bo świat przed I wojną światową czy później w dwudziestoleciu międzywojennym II Rzeczypospolitej był niesłychanie różnorodny. Nie tylko żydowski, polski, ale też różnych innych mniejszości, różnych klas, rodzących się ruchów społecznych, politycznych. W tym właśnie świecie Adam Czerniaków łączył różne kawałki. On szedł drogą oświaty, był pozytywistą, ale też, co ważne, był mniejszościowym, żydowskim pozytywistą, czyli wierzył we włączanie mniejszości, różnych głosów, w pracę oddolną, przez co na przykład nie był przeciwnikiem używania języka jidysz, co mu się bardzo często później zarzucało.
Wręcz niektórzy twierdzili, że on nie znał jidisz.
Patrycja Dołowy: Co jest nieprawdą. Po analizie dokumentów, także prasy żydowskiej, gdzie jest mnóstwo jego tekstów w jidysz, absolutnie temu zaprzeczam.
Może niektórym jidysz nie pasował do jego prosanacyjnej postawy, do tego, że był piłsudczykiem, że portret marszałka wisiał u niego w biurze w gabinecie. No i że był polskim patriotą. To jest trudne do zrozumienia nie tylko dla współczesnych badaczy, ale nawet dla tych tużpowojennych.
Patrycja Dołowy: Tak, bo my bardzo lubimy mieć świat podzielony na czarno-biało i kompletnie zapominamy o tamtej niesłychanie różnorodnej rzeczywistości, w której można było być żydowskim i polskim patriotą. To była jedna z wtedy bardzo popularnych myśli i bardzo ważnych idei, żeby budować to życie żydowskie w diasporze i zupełnie to nie przeszkadzało temu, żeby być polskim patriotą. Takim właśnie i polskim, i żydowskim patriotą był Adam Czerniaków. I rzeczywiście, portret Piłsudskiego wisiał w jego gabinecie. Chociaż relacja z Piłsudskim też nie była wcale taka prosta. Adam Czerniaków w 1930 roku startował w wyborach do Senatu i został wybrany, ale senatorem nie został, ponieważ Józef Piłsudski rozwiązał wtedy parlament. I rzeczywiście mówi się o nim, że był sanacyjny, ale on nie był zapisany do żadnej partii, nie był w partii Piłsudskiego, później był tylko w bloku żydowskim. On był takim przedwojennym inteligentem, a w związku z tym idee, jakim hołdował, były kojarzone ze środkową lewicą, jaką reprezentował Józef Piłsudski.
Jak Adam Czerniaków został szefem Judenratu?
Patrycja Dołowy: To była właściwie naturalna droga. Nie tyle żeby zostać szefem Judenratu, ile żeby zostać szefem gminy żydowskiej – mianował go prezydent Starzyński. A dwa tygodnie później, kiedy już hitlerowcy utworzyli Judenraty, został mianowany szefem Judenratu. Oczywiście mógł odrzucić tę propozycję, ale tego nie zrobił, bo miał w sobie dużą odpowiedzialność. On jeszcze zanim został mianowany przez prezydenta Starzyńskiego, był działaczem gminy żydowskiej, ale prezes gminy żydowskiej opuścił Warszawę, kiedy wybuchła wojna, co Czerniaków oceniał bardzo negatywnie. Uważał, że ważne jest, żeby zostać ze swoimi ludźmi, być za nich odpowiedzialnym.
On tak patetycznie o tym mówił, trochę jak Mesjasz, że swój naród musi przeprowadzić przez piekło wojny, jak Mojżesz przez morze.
Patrycja Dołowy: Tak, dokładnie. Więc to była bardzo naturalna droga i postawa bardzo spójna z jego ideą brania odpowiedzialności za swoich ludzi. I z takiego działacza gminy żydowskiej, a wcześniej polityka i oświatowca, został w tych trudnych czasach prezesem Judenratu.
Wydaje mi się, że ciekawe jest porównanie Czerniakowa z Chaimem Rumkowskim, czyli szefem starszeństwa Żydów w łódzkim getcie. Roman Zimand, którego cytujesz, napisał: „Rumkowski był niejako zwierciadłem, w którym przewodniczący warszawskiej gminy mógł się przejrzeć”. Ale trochę chyba krzywym, bo jednak Rumkowski to był zupełnie inny człowiek.
Patrycja Dołowy: Tak, ja nawet ten rozdział nazwałam „Krzywe zwierciadło”. I zrobiłam to świadomie już sam Czerniaków trochę postrzegał Rumkowskiego jako swoje przeciwieństwo. On się chciał odciąć od pragmatyzmu, od zupełnie innego patrzenia na rzeczywistość getta. Chaim Rumkowski, tylko przypomnę, zarządzał łódzkim gettem. Robił to o tyle skutecznie, że rzeczywiście w łódzkim getcie stosunkowo więcej, nie chcę powiedzieć dużo, bo to by była nieprawda, ale więcej ludzi przeżyło. No i wywózka nastąpiła dopiero w 1944 roku, natomiast to było okupione straszliwymi decyzjami, takimi jak oddanie dzieci, zesłanie ich na śmierć.
A tego Czerniaków właśnie odmówił.
Patrycja Dołowy: Czerniaków tego odmówił. Czerniaków chciał traktować rzeczywistość, w której się znalazł, mimo że była ona jednak odwrócona, jako taką, gdzie obowiązuje moralność czasu normalnego. Te moralne zasady były dla Czerniakowa niesłychanie ważne i ich się trzymał. Trzymał się też tego, żeby słuchać innych – bardzo wierzył w demokrację, co zresztą też mu nie przysparzało popularności, bo wiele decyzji sprowadzało na niego gniew mieszkańców getta, na przykład podatek od chleba. To tak naprawdę nie była jego decyzja, on był jej przeciwny, ale ponieważ cała rada ją przegłosowała, to on ją poparł i ustanowiono ten podatek. Trzymał swoich zasad i, jak uważali jego współcześni, ale też niektórzy historycy, na tym też polegała w pewnym sensie jego słabość: że on w tych trudnych, odwróconych czasach choć mógł postąpić niezgodnie ze swoją moralnością, to trzymał się zasad, co jest dość jednak paradoksalne. Ale też dzięki temu jakoś się trzymał normalności. To w pewnym sensie heroizm przetrwania.
Elementem twojej książki są zapiski samego Czerniakowa, jego dziennik. Historia tego dziennika to jest oddzielny temat, który też mówi o recepcji jego postaci po wojnie.
Patrycja Dołowy: Myślę, że to jest element tragizmu zapomnienia o Czerniakowie, że nie tylko za życia był w jakiś sposób odrzucany w getcie, atakowany ze wszystkich stron. Tkwił pomiędzy hitlerowcami a ludźmi, którzy mieli do niego pretensje. Droga, jaka przebył jego dziennik, pokazuje, że on nawet na tym poziomie był spychany w zapomnienie. Dziennik ocalał z wojny i ten ocalały dziennik do Żydowskiego Instytutu Historycznego zaniosła jego żona Felicja, a Żydowski Instytut Historyczny odrzucił go w 1947 roku.
Dlaczego?
Patrycja Dołowy: Można by było się zastanawiać dlaczego. Ten dziennik nie pasował do tego, w jaki sposób budowano historię, bo Czerniaków w tej historii był kolaborantem i miał zostać zapomniany. Tak mi się wydaje, że to był główny powód. Paradoksalnie dziennik Czerniakowa przebył później długą drogę. Żona oddała go kuzynowi, został wywieziony do Francji, potem z Francji trafił do Kanady i w Kanadzie od osoby z dalszej rodziny odkupił go Instytut Yad Vashem. Dla Instytutu Yad Vashem z kolei już w tamtym momencie, na fali procesu Eichmanna, dziennik ten stał się nagle bardzo istotny, stał się skarbem, którym też wcześniej nie był, ponieważ przed procesem Eichmanna część historii związana z Holokaustem, z osobami, które były w getcie, nie była eksplorowana w rodzącym się państwie Izrael. Ale wtedy, gdy odkryto i odkupiono dziennik, w roku 1964 już tak. Co ciekawe, osobą odpowiedzialną wtedy za ten dziennik był na przykład sam profesor Kermisz, który był wicedyrektorem Żydowskiego Instytutu Historycznego wtedy, gdy kilkanaście lat wcześniej dziennik w Polsce został odrzucony. Jego współpracownikiem był też były dyrektor ŻIH-u Nachman Blumental, który wyemigrował do Izraela.
A jaki obraz człowieka wyłania się z tego dziennika?
Patrycja Dołowy: Czerniaków był przede wszystkim człowiekiem prawym, trzymającym się swoich zasad, ale człowiekiem też bardzo, bardzo samotnym. Takim, który jest świadomy tej samotności, jest świadomy, że działając w sposób, w który działa, nie znajdzie zrozumienia i ukojenia. Jednak robi to, w co wierzy, to, dzięki czemu, jak mu się wydaje, uda się uratować jak najwięcej osób. Bardzo, bardzo dużo empatii czułam do mojego bohatera i pisząc tę książkę, miałam poczucie, że trochę mu zaglądam przez ramię i patrzę w lustro, w którym on się przegląda. Bardzo mi zależało na tym, żeby czytelnicy też poczuli tę empatię. W tym dzienniku czuje się to jego odrzucenie na wszystkich poziomach i jest w nim niesłychanie wiele z tego człowieka, chociaż sam dziennik pisany jest bardzo skrótowo, naprawdę lakonicznymi zdaniami, to przebija z niego też pewne poczucie humoru w tej tragicznej sytuacji i dużo empatii dla swoich ludzi.
A jeśli biograf przegląda się w życiorysie osoby, o której pisze, to co ty z siebie zobaczyłaś w swoim bohaterze?
Patrycja Dołowy: Ja w ogóle miałam taką ciekawą historię pisania tej książki, bo zaczęłam ją pisać w jednej epoce swojego życia, a skończyłam w zupełnie innej, jeszcze mając kilka po drodze. Zaczęłam tę książkę pisać jeszcze pod koniec koniec pandemii, kiedy w archiwach siedziało w maseczkach i trzeba było się zapisać, bo tylko pięć osób tam mogło być, więc to była długa kolejka. A potem, kiedy już zaczęłam jeździć po archiwach, wybuchła wojna w Ukrainie, więc to też zmieniło moją wrażliwość, świadomość tego, co tu się działo. To była kolejna epoka. A potem jeszcze zostałam dyrektorką centrum społeczności żydowskiej Jewish Center Warszawa. I to z kolei pozwoliło mi też zrozumieć Czerniakowa od strony bycia w społeczności, słuchania różnych głosów. Także poczucia odpowiedzialności. Myślę, że ta świadomość niesłychanie dużo mi dał. Często w zapiskach Czerniakowa widziałam, oczywiście w zupełnie innej rzeczywistości i na inną skalę, takie dylematy, które sama też odczuwam, a zwłaszcza takie, które pojawiły się po ataku Hamasu na Izrael 7 października ubiegłego roku.
To była sytuacja, która przewróciła nasz świat do góry nogami. Spowodowała nie tylko ogromne napięcia w samej społeczności, ale przede wszystkim poczucie ogromnego osamotnienia, że jako osoby żydowskie zostaliśmy znowu wrzuceni do pewnego zbioru, ocenieni i potraktowani jako nieswoi. Pozostawieni bardzo w swojej samotności. Miałam poczucie, że to jest coś, z czego nie zdawałam sobie wcześniej sprawy: jak bardzo dojmująca jest ta żydowska samotność. Dużo myślałam o tym, co musiał czuć Czerniaków, który był tak bardzo zanurzony w świecie i żydowskim, i polskim, i patriotycznym, i politycznym, i społecznym. Był aktywnym pozytywistą i nagle znalazł się w getcie, gdzie jego wszyscy znajomi, ale nieżydowscy progresywni pozytywiści nagle zostali gdzieś indziej. Nagle to już nie była ich historia. Myślę, że wielu z nas, osób ze społeczności żydowskiej, tak właśnie się poczuło. Gdzieś tam, gdzie nagle ci nasi sojusznicy, nasi przyjaciele, nagle to, nagle przestaliśmy być ich. I to było bardzo, bardzo trudne.
Wątek rodzinny nie jest w książce bardzo przez ciebie eksponowany. Oczywiście jest Felicja Czerniaków, czyli żona. Jaka była Felicja?
Patrycja Dołowy: Oni byli niesamowitą parą społeczników, pozytywistów, młodych oświatowców – na tym polu mieli ze sobą dużo wspólnego. Poznali się w szkole. Nauki ścisłe też ich łączyły, chociaż też obydwoje byli bardzo zainteresowani historią i filozofią. Felicja nawet uczyła filozofii w szkole, ale oprócz tego uczyła też chemii, co jest bardzo ciekawe. Ona była taką światową osobą. Pochodziła z dużo bardziej progresywnej, zasymilowanej rodziny żydowskiej niż Adam Czerniaków. Byli mieszczańską parą inteligentów. Lubili chodzić do teatru, dyskutować o książkach, dobrze się ubrać i tak też zostali zapamiętani przez różne osoby. Synowa zapamiętała, że Czerniaków był zawsze dla żony szarmancki. Mówili na Felicję Niunia, chociaż Niunia nie do końca pasuje do bardzo mocnej osoby, jaką była. Przed wojną oczywiście dobrze ubrana, elegancka, ale to ona bardzo szybko dostosowała się do życia w getcie i przez pewien czas utrzymywała tam rodzinę swoją siłą przetrwania. To ona stała w długich kolejkach po zaopatrzenie, nie narzekała, kiedy im przydzielono mieszkania. Bardzo, bardzo wiele wniosła w ich życie. Była bardzo wspierającą żoną dla Czerniakowa jako prezesa gminy żydowskiej, ale też sama bardzo angażowała się w działania w getcie, m.in. w pomoc dzieciom.
Kiedy przytaczasz negatywne opinie na temat Czerniakowa, pojawiają się cytaty z Marka Edelmana, ale także z Emanuela Ringelbluma, czyli twórcy Oneg Szabat [podziemna organizacja w getcie warszawskim – przyp. red] i Archiwum Getta Warszawskiego. Skąd negatywna opinia Ringelbluma na temat Czerniakowa?
Patrycja Dołowy: To, co myślimy dziś o getcie, cała historia getta warszawskiego w dużej mierze została stworzona na podstawie opowieści Marka Edelmana i Archiwum Ringelbluma. I rzeczywiście to są osoby, które wyrażają się negatywnie o Czerniakowie, choć Edelman w dużo mniejszym stopniu. Ale tak, Ringelblum był w pewnym sensie politycznym oponentem Czerniakowa. Byli po dwóch zupełnie innych stronach barykady, jeżeli chodzi zwłaszcza o opiekę społeczną w getcie. Mieli zupełnie przeciwne zdania. Ringelblum wiązał opiekę społeczną z oddolnymi działaniami, takimi silnie lewicowymi, natomiast Czerniaków jako przedwojenny mieszczanin uważał, że bogaci powinni wspierać biednych. To były dwa zupełnie przeciwstawne punkty widzenia. A ponieważ to, co jest dla nas dostępne, to jest spuścizna Emanuela Ringelbluma, to wyobrażenie o Czerniakowie budujemy na podstawie tego, co Ringelblum o nim zapisał. Bo rzeczywiście go oceniał.
Całej rozmowy z Patrycją Dołowy możesz wysłuchać w podcaście „Edycja limitowana”.
Źródło: CHILLIZET / audycja „Edycja limitowana” / spisała i zredagowała: Aleksandra Sobieraj