Fernanda Melchor z nagrodą Kapuścińskiego za reportaż. „To miejsce to moja obsesja”
Meksykańska pisarka Fernanda Melchor została laureatką 15. Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, przyznawanej co roku za najlepszy reportaż. Kapituła wyróżniła książkę „To nie jest Miami”, która jest zbiorem wstrząsających literackich minireportaży o meksykańskim mieście Veracruz. Co najbardziej urzekło członków jury?
Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego za książkę „To nie jest Miami” (wyd. ArtRage) wręczono Fernandzie Melchor podczas sobotniej gali w warszawskim Teatrze Studio. Wyróżnienie odebrał również tłumacz Tomasz Pindel. Zbiór minireportaży meksykańskiej pisarki opowiada o mieście Veracruz, urokliwym nadmorskim kurorcie, będącym zarazem jednym z najniebezpieczniejszych miast Meksyku, gdzie trwają wojny narkotykowych gangów, szerzy się przemoc i korupcja, a w atmosferze ciągłego zagrożenia usiłują żyć zwykli obywatele. Książka była debiutem pisarskim autorki w 2013 roku.
Nagroda im. Kapuścińskiego dla Fernandy Melchor
Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego jest przyznawana od 2010 r. przez Radę m. st. Warszawy dla najlepszych książek reporterskich, podejmujących ważne problemy współczesności i pogłębiających wiedzę o innych kulturach. W finale tegorocznej 15. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego znalazło się 5 książek:
- „Ojczyzna moralnie czysta. Początki HIV w Polsce" Bartosza Żurawieckiego (wyd. Czarne)
- „Kroniki ze Stambułu” Erstin Karabulut (wyd. Timof, przeł. Ada Wapniarska)
- „Irlandia wstaje z kolan” Marty Abramowicz (Wydawnictwo Krytyki Politycznej)
- „Atlas dziur i szczelin" Michała Książka (wyd. Znak Literanova)
- „To nie jest Miami” Fernandy Melchor (wyd. ArtRage, przekł. Tomasz Pindel).
Autorka najlepszej książki reporterskiej, Fernanda Melchor, otrzymała 100 tysięcy złotych, tłumacz Tomasz Pindel – 20 tysięcy złotych. Nagrody pieniężne otrzymały także pozostałe osoby nominowane do nagrody. A jak kapituła uzasadniła wyróżnienie dla „To nie jest Miami” Fernandy Melchor? W laudacji odczytanej przez przewodniczącą jury, Katarzynę Surmiak-Domańską, napisano:
„Wspólnym mianownikiem łączącym bohaterów jest tu doświadczenie przemiany. Proces dojrzewania do zrozumienia czegoś. Proces opadania klapek z oczu. Proces rodzenia się lęku, czasem buntu, choć częściej rezygnacji. Niejako na przekór obiektywizmowi teoretycznie wpisanemu w definicję reportażu, Fernandę Melchor pociąga to, co subiektywne. Nie interesuje jej samo demaskowanie przemocy, interesuje ją, jaką postawę można wobec niej przyjąć”.
Jak podkreślono w laudacji, Melchor w swojej prozie „kontempluje szczegóły. Niespiesznie wyostrza obraz, tworząc silne wrażenie obecności bohaterów i naszej obecności obok nich. Taka proza wymaga dwóch nieprzeciętnych piór, pisarki i tłumacza. Tomasz Pindel znakomicie zsynchronizował się z rytmem i tonem, nadanym przez autorkę. Jego przekład subtelnie oddaje to falowanie pomiędzy onirycznością, a konkretem opisu. Drobiazgowo dopracowane zdania zawsze pozostawiają przestrzeń na domysł, wyobraźnię, refleksje czytelników”. „Fakty nie mówią same za siebie, powiedział ktoś. To reporterka, reporter musi użyć ich tak, by przemówiły. Reportaż, podobnie jak powieść albo wiersz, jest zawsze o czymś. W odróżnieniu od rzeczywistości, która, jak ujmuje to Melchor, nie ma żadnej woli, brak jej świadomej celowości”.
Odbierając nagrodę, pisarka powiedziała, że zachwycała ją „rzecz, którą w swoich książkach pisał Ryszard Kapuściński: pisarz musi zniknąć, żeby zrobić miejsce na historię. My też za chwilę znikniemy, ale mam nadzieję, że nasze historie będą trwały i będą dostępne wszystkim, tak jak historie Ryszarda Kapuścińskiego pozostają w naszych sercach”.
„To nie jest Miami”, czyli empatyczna opowieść o brutalności
Fernanda Melchor, jedna z najważniejszych powieściopisarek meksykańskich, zabiera czytelników w podróż po rodzinnym Veracruz i okolicach. W składających się na tom „ To nie jest Miami” 12 minireportażach, jak czytamy w opisie wydawcy, „Melchor przygląda się temu, co kieruje mordercami i społecznymi wyrzutkami, pragnieniom i okolicznościom, które pchają ich na drogę występku. Choć bohaterów jej tekstów łatwo byłoby nazwać potworami, meksykańska pisarka zmusza nas do próby zrozumienia ich, a nawet empatii. Pełne brutalności, przejmujące historie Fernandy Melchor pozwalają wniknąć w społeczeństwo na krawędzi chaosu, do którego gazetowe relacje z pierwszych stron nie mają dostępu".
Meksykańska pisarka, zapytana przez PAP, co takiego jest w Veracruz, że nazywa je „swoją obsesją”, wyjaśniała, że:
„To bardzo interesujące miejsce – sceneria wielu ważnych historycznych wydarzeń z dziejów Meksyku. Było czterokrotnie najeżdżane przez obce państwa: Hiszpanię, Stany Zjednoczone i Francję. Wcześniej także Hiszpanię i angielskich piratów. To także bogata mieszanka kulturowa, od czasów kolonialnych była to brama, prowadząca do Meksyku. Wszystko, co dobre i co złe trafiało do Meksyku właśnie tędy.
Ja z moim bratem jesteśmy pierwszym pokoleniem veracruzańczyków w mojej rodzinie. Ojciec pochodzi z dolnej części meksykańskiej części Półwyspu Kalifornijskiego. Rodzina matki wywodzi się z miasta Meksyk, mają niemiecko-żydowskie pochodzenie. Być może kiedy opowiadam o Veracruz, jest to próba zrozumienia go. Bo chociaż tam się urodziłam, moja rodzina nie mówi i nie zachowuje się jak veracruzańczycy. Może przesadzam, ale jest trochę tak, jakbym była cudzoziemką”.
Źródło: CHILLIZET / PAP/Piotr Jagielski / Miasto st. Warszawa