"Dziewczyna z igłą" nominowana do Oscara 2025. "Jest tu dużo do odkrycia" [RECENZJA]

3 min. czytania
Aktualizacja 24.01.2025
24.01.2025 12:31
Obserwuj nas w Google
---- ----

"Dziewczyna z igłą" z nominacją do Oscara 2025! Ten film na długo pozostanie w waszej pamięci. Czarno-białe zdjęcia, statyczny obraz, świetne kostiumy, scenografia i gra aktorska... Obraz widzieli nasi FILMOzgrani, czyli Anna Serdiukow oraz Tomasz Śliwiński. Poznaj ich opinie na temat tego filmu i dlaczego warto go zobaczyć.

Kadr z filmu "Dziewczyna z igłą"
fot. materiały prasowe/ Kadr z filmu "Dziewczyna z igłą"
--1-- ----
  • "Dziewczyna z igłą" to film szwedzkiego reżysera Magnusa von Horna oraz zdjęciami Michała Dymka, polskiego operatora, został nominowany do Oscara 2025 w kategorii "Film nieanglojęzyczny"
  • To historia o młodej opuszczonej przez wszystkich dziewczynie, która zaszła w ciąże, i szuka rozwiązania swojego problemu. Trafia pod skrzydła kobiety, która pomaga takim osobom, jak ona
  • Ten film został przepięknie zrealizowany, w stylu retro. W "Dziewczynie z igłą" zachwycają nie tylko aktorzy, ale również zdjęcia, kostiumy i scenografia.
  • "Dziewczyna z igłą" to film uznany przez krytyków i widzów na całym świecie. Dlaczego warto go zobaczyć? Wyjaśniają FILMOzgrani, czyli Anna Serdiukow oraz Tomasz Śliwiński

Anna Serdiukow: W kinach możemy zobaczyć film "Dziewczyna z igłą", wyreżyserowany przez Magnusa von Horna, z niesamowitymi zdjęciami Michała Dymka. Czarno-białymi, wykontrastowanymi, przenoszącymi nas do Kopenhagi, do czasów tuż po I wojnie światowej. Ten film został już wielokrotnie nagrodzony, doceniony, uznany i jest wart obejrzenia.

Oglądaj

Tomasz Śliwiński: Ten klimat dźwiękowy filmu "Dziewczyna z igłą" jest wyjątkowy. To jest kolejny przykład filmu, który święci wielkie triumfy, a z pozoru wydaje się być adresowany do ograniczonej grupy widzów. No bo, po pierwsze, jest to film czarno-biały, po drugie, jego format to trzy na dwa. To film w stylu retro. Co więc sprawia, że tak bardzo się podoba, tak przyciąga widzów? Ktoś napisał, że ten obraz jest wręcz "spartański".

Anna Serdiukow: Ja bym go chyba tak nie określiła, choć ten obraz jest rzeczywiście bardzo sugestywny i zgadzam się z Tobą co do tej wizualnej, zdjęciowej, surowej strony. Dlaczego ten film tak się podoba? Tych kluczowych elementów jest kilka. Przede wszystkim "Dziewczyna z igłą" jest inspirowana jedną z najgłośniejszych tragedii XX-wiecznej Danii. To wypierany fragment historii tego kraju. Mówi o przemocowym systemie, o przemocowych praktykach, o czymś, o czym Dania przez lata nie chciała pamiętać. Te zdjęcia chyba najlepiej przenoszą nas w świat mroku, w świat pozbawiony nadziei. Mówimy o okresie tuż po I wojnie światowej, kiedy społeczeństwo duńskie było dość mocno rozbite. Mówimy o czasie naznaczonym biedą, głodem, chorobami, ogromną samotnością i też taką atawistyczną walką ludzi o przetrwanie. W tym wszystkim mamy bardzo młodą, samotną, zagubioną dziewczynę – Karoline, która zachodzi w ciążę i traci pracę. Warto tu dodać, że bezrobocie to jest kolejny element tej układanki, z którym walczy społeczeństwo, walczą kobiety. Wracając do Karoline, to zostaje ona kompletnie sama, opuszczona przez ojca dziecka oraz przez system. Nie ma rodziny, która byłaby jakimkolwiek wsparciem dla niej.

Gdy dziecko pojawia się na świecie, Karoline nie za bardzo wie, co robić, jest absolutnie zagubiona. W tym momencie poznaje Dagmar, czyli dość tajemniczą, ale charyzmatyczną właścicielkę nielegalnej agencji adopcyjnej, która pomaga matkom znajdować nowe domy dla swoich dzieci. Te panie połączy pewna kooperatywa, bo Dagmar przejmuje dziecko Karoline, ale daje jej też pracę, jako mamka. Karoline opiekuje się dziećmi, które pozostają u Dagmar, zanim znajdą swój docelowy dom.

To jest dopiero początek tej historii, dlatego że Magnus von Horn tak prowadzi narrację, że my wiemy tyle, ile sama Karoline. Każdy kolejny kawałek tej historii, to jest jakaś prawda o tym świecie, o jego bohaterach, o ich systemie wartości. Więc jest tu bardzo dużo do odkrycia.

Tomasz Śliwiński: Czy pamiętasz zdjęcia z początku ery kina, kiedy kamery nie poruszały się tak dynamicznie, jak w dzisiejszym kinie? One stały na tym trójnogu, na statywie i jak bezlitosne oko patrzyły wprost na postać, na pejzaż. W tym filmie jest wiele takich ujęć, które (jeśli ktoś interesuje się też technikaliami kina) sprawiają, że widz czuje się tak, jakby oglądał obraz czysty, piękny, nakręcony w taki staromodny sposób.

Anna Serdiukow: Tak, to prawda. Ten obraz przenosi nas w przeszłość. Przywodzi na myśl takie analogowe kino i sposób realizacji kina. My teraz skoncentrowaliśmy się na zdjęciach, ale chciałabym też zwrócić uwagę na Jagne Dobesz, scenografkę tego filmu. Muszę powiedzieć, że to dzięki niej i przygotowanej przez nią scenografii, możemy się całkowicie przenieść w tamto miejsce, w tamten czas.

Tomasz Śliwiński: Zapraszamy do kin i zapewniamy, że czeka was wielkie przeżycie.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET