4 filmy o miłości, które poleca Grażyna Torbicka. Nie tylko na Walentynki
Szukacie pomysłu na romantyczny wieczór we dwójkę? Grażyna Torbicka poleca cztery filmy romantyczne, które umilą wam weekendowy wieczór. Jakie tytuły znalazły się na jej liście? Przekonajcie się sami.
"Pretty woman"
Film "Pretty Woman" z Julią Roberts i Richardem Gere jest w top 3 moich ulubionych filmów romantycznych. Ona, kobieta świadcząca usługi seksualne, on – biznesmen. Spotykają się na chwilę, a zostają ze sobą na dłużej, czyli mamy happy end. Vivienne się udało, Edward też miał szczęście, bo pod jej wpływem zaczął ufać emocjom, a nie tylko kalkulacjom biznesowym. "Pretty woman" jest naprawdę cudownym obrazem, ze świetną ścieżką dźwiękową. Zachęcam do obejrzenia go, o ile jeszcze ktoś tego nie zrobił.
"Słoneczniki"
Na drugim miejscu jest piękny film o miłości – "Słoneczniki" w reżyserii Vittorio De Sica. Jest to obraz z 1970 roku, z Sofią Loren (Giovanna) i Marcello Mastroiannim (Antonio). Cudowny duet aktorski. Muzykę do tego filmu skomponował Henry Mancini. Niestety jest to film o miłości tragicznej. Giovanna i Antonio pobrali się i przeżyli ze sobą kilka dni. Jednak po wybuchu II wojny światowej Antonio poszedł na front wschodni, gdzie słuch o nim zaginął. Giovanna czeka na niego, wreszcie postanawia go odnaleźć. Znajduje go w Związku Radzieckim. Scena na dworcu to jedna z najpiękniejszych scen, jakie kiedykolwiek zostały nakręcone, ale też charyzma Sophie Lauren odgrywa tu niebagatelną rolę.
"Spragnieni miłości"
Na miejscu pierwszym w tym rankingu jest film "Spragnieni miłości" w reżyserii Wong Kar-Waia. To przepiękny film o miłości. Historia rozgrywa się w Hongkongu, w latach 60. XX w. To film o takiej nieprawdopodobnej potrzebie bliskości, miłości. A fabuła się rozkręca jak tajfun, wsysa nas, wciąga, hipnotyzuje. Tu wszystko jest piękne. Klimat, barwa fotografii, niedopowiedzenia, dające przestrzeń dla wyobraźni. Pokazuje, że pragnienie miłości może być jednym z najpiękniejszych i najbardziej niszczących pragnień w naszym życiu.
"Bridget Jones: szalejąc za facetem"
Warto też zobaczyć film "Bridget Jones: szalejąc za facetem". To jedna z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek we współczesnym kinie i chyba też w takiej współczesnej popowej literaturze. Bridget Jones. Jej historia filmowa zaczęła się w 2001 roku. Tak króciutko przypomnę, że poznaliśmy ją w filmie "Dziennik Bridget Jones". Miała wówczas 32 lata, wiedziała już wszystko o mężczyznach, seksie, aerobiku, jedzeniu, walczyła z nadwagą, wolny czas spędzała w piżamie, z butelką wina, śpiewając "Can't live, if living is without you". Ale to była bohaterka, z którą każdy mógł się utożsamiać. Potem ukazało się kilka innych produkcji z nią w roli głównej i teraz z nowu powraca w filmie "Bridget Jones: szalejąc za facetem". Ma już ponad 50 lat, jest matką dwójki dzieci i wciąż chce żyć pełnią życia (i ma do tego oczywiście pełne prawo). Tę postać stworzyła Renée Zellweger, ale u jej boku występowali wspaniali aktorzy – Colin Firth oraz Hugh Grant. Oni też przyczynili się do sukcesu tej serii. Zachęcam więc do pójścia do kina, bo akurat ten film wszedł na afisz.
Źródło: CHILLIZET/ audycja "Kocham cię kino"