Ten hit Budki Suflera jest polską wersją niezwykle popularnej amerykańskiej piosenki
Czy wiesz, że „Sen o dolinie” Budki Suflera to polska wersja utworu "Ain’t No Sunshine" Billa Withersa? Ta adaptacja z 1974 roku zmieniła losy zespołu i stała się jednym z największych hitów polskiej muzyki.
- 2 zdjęć Zobacz galerię
- „Sen o dolinie” to adaptacja amerykańskiego hitu "Ain’t No Sunshine"
- Tekst Adama Sikorskiego stworzył zupełnie nowy klimat utworu
- Dzięki niemu Budka Suflera uniknęła rozpadu i zdobyła ogólnopolską sławę
Znasz utwór Billa Withersa – "Ain't No Sunshine"? Polską wersją tej piosenki jest pierwszy i zarazem jeden z najpopularniejszych utworów Budki Suflera – "Sen o dolinie". Powstał w 1974 roku, gdy muzycy zespołu grali jeszcze covery zagranicznych przebojów, ale mieli już ambicje, by tworzyć własne kompozycje.
Zbyt nieśmiali na debiut – jak zespół szukał pomysłu na start
– Byliśmy strasznymi tchórzami w sprawie własnej twórczości. Mieliśmy już napisane utwory, które później zostały nagrane i sygnowane naszymi nazwiskami. Ale kwestia debiutu wszystkich odstraszała. Nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za to, co nagrać, bo jeśli się nie uda, to ta osoba będzie winna – powiedział Romuald Lipko Jarosławowi Sawicowi, autorowi książki Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. I dodał: – Tę sytuację wykorzystał nasz przyjaciel, dziennikarz muzyczny lubelskiego radia, Jurek Janiszewski. Zaproponował, że wyszuka obiecujący utwór ze światowego repertuaru, który stylistycznie będzie pasował do charakteru zespołu. Nie powinien być jednak zbyt znany – liczyło się tylko to, jak słuchacze przyjmą propozycję grupy. Wybrał nagranie Billa Withersa "Ain’t No Sunshine".
Nie tłumaczenie, a nowy tekst – rola Adama Sikorskiego
Polski tekst napisał Adam Sikorski – poeta, członek grupy literackiej Samsara, wówczas pracownik lubelskiego radia. Zrobił to na prośbę Janiszewskiego, który postawił warunek: tekst nie może być tłumaczeniem, ale musi zgadzać się sylabicznie z oryginałem.
Nagranie w Lublinie i 20 wersji „Snu o dolinie”
Utwór nagrano w studiu Radia Lublin, w dość spartańskich warunkach. Znalazło się tam nie tylko miejsce dla muzyków, ale również dla chóru żeńskiego, ochrzczonego później mianem „Suflerek” (łącznie 24 osoby). W nagraniu użyto nie tylko instrumentów rockowych, ale też smyczkowych. Według plotki powstało aż 20 wersji utworu. Początkowo wybrano tę, w której – przez pomyłkę perkusisty – pod koniec utworu wszystkie instrumenty milkną i słychać tylko głos Krzysztofa Cugowskiego.
Promocja "Snu o dolinie", która przerosła oczekiwania
Promocją nagrania zajął się ponownie Jurek Janiszewski. Wykorzystując swoje znajomości, przekonał kilka stacji radiowych do emisji utworu. Efekt przerósł oczekiwania – w ciągu kilku miesięcy "Sen o dolinie" był jednym z najczęściej odtwarzanych utworów w polskim eterze.
To dodało skrzydeł muzykom Budki Suflera, którzy – jak zdradził Cugowski Jarosławowi Sawicowi – byli bliscy rozwiązania zespołu: – Graliśmy coraz lepiej, ale pieniędzy z tego było żadnych. Ot, jakieś symboliczne grosze za występy w klubach.
Mroczna poezja zamiast miłosnej ballady
Utwór "Sen o dolinie" zmienił wszystko. O ile oryginał Billa Withersa był prostą, pogodną piosenką o miłości, polska wersja – dzięki tekstowi Sikorskiego – stała się przygnębiającym, postromantycznym poematem, w którym remedium na beznadzieję jest ucieczka od rzeczywistości. Być może właśnie za ten klimat Polacy pokochali utwór od pierwszego wersu: "Znowu w życiu mi nie wyszło". Adam Sikorski stał się ulubionym poetą-tekściarzem zespołu.
To nie cover, to zupełnie nowa aranżacja
Choć Budka Suflera inspirowała się Withersem, nie stworzyła coveru, ale polską wersję – z zupełnie inną aranżacją, w tym dysonansowymi glissandami smyków, jak mówił Romuald Lipko.
W skład zespołu w tamtym czasie wchodzili: Krzysztof Cugowski, Romuald Lipko, Andrzej Ziółkowski, Zbigniew Zieliński oraz Leszek Wijakowski.
Tak Budka Suflera staje się fenomenem muzycznej sceny w czasach PRL
– Tak się to zaczęło, choć nikt nie przypuszczał, że od razu osiągnie taką skalę. Lata 1974 i 1975 należały do nas. Byliśmy niezwykle popularni wśród młodzieży. Na koncertach były tłumy, można powiedzieć, że staliśmy się idolami – wspominał Cugowski w rozmowie z Gazetą Wrocławską i dodał: – Nie tylko w Polsce, ale też w NRD. Byliśmy tam chyba najbardziej znanym polskim zespołem, zaraz po Czerwonych Gitarach.
Źródło: Chillizet