Na antenie:

"Uczę się przyjmowania komplementów". Błażej Król o urodzinach, nowym singlu i albumie z Kasią Nosowską

6 min. czytania
13.02.2024 10:32
Zareaguj Reakcja

„Chcę, aby dzień moich urodzin był zawsze okraszony jakąś premierą okołomuzyczną. Skoro ja dostaję w tym dniu prezenty, daję też coś od siebie dla słuchaczy, dla was wszystkich” – wyznał w rozmowie z Magdaleną Bauer Błażej Król. Artysta opowiedział o świeżo wydanym singlu „Nie chcę słuchać, że kiedyś lepiej było” i o najbliższych planach, w tym m.in. nowej płycie z Kasią Nosowską.

Błażej Król o urodzinach, nowym singlu i albumie z Kasią Nosowską
fot. Artur Szczepanski/Reporter/East News

Magdalena Bauer: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Błażej Król: Bardzo dziękuję.

Bardzo się cieszę, że znalazłeś chwilę, aby nas odwiedzić.

Z przyjemnością tu wracam.

Pewnie ciągle otrzymujesz urodzinowe życzenia. Od nas również. To chyba miło, prawda?

Miło. Uczę się przyjmowania komplementów, bo zawsze się przed nimi broniłem, schlałem głowę, uciekałem wzrokiem. Teraz uczę się spotkać się wzrokiem z tobą i podziękować. Więc dziękuję.

To jest bardzo cenna umiejętność.

Uczę się tego, ale ciężko to idzie, jak zwykle u mnie, z nauką. Im starszy, tym ciężej mi się uczyć, ale to chyba jest logiczne.

A co ci zawsze szło gładko?

Chyba takie podśmiechujki, żartowanie. Coś w klimacie i ze zbioru raczej satyry i komedii, niżeli patosu i jakichś innych takich trudnych rzeczy.

Myślę, że w twojej muzyce nie ma patosu.

Chociaż dochodzę do takiej granicy takiego nadęcia i takiej melancholii. Są we mnie dwa wilki. Jeden jest taki melancholijny, trochę zagubiony od środka, a ten drugi łaknący głasków. Ja wolę obśmiewać niż opłakiwać, trochę tak mam.

Myślę, że to jest taki słuszny kierunek. Nierzadko nas ratuje taka postawa. I pewnie nieraz słyszałeś, że od osób, które lubią taką mroczną odsłonę twojej muzyki, może z przeszłości, że lubiły tego wilka, który tam się gdzieś ujawniał. Ja należę do takich osób. Ale wszystko to, co dzieje się teraz, to też bardzo, bardzo lubię. I z przyjemnością wsłuchuję się w najnowszy utwór, o którym chcemy porozmawiać i którego odbyła się premiera. Właśnie w urodziny tak sobie to zaplanowałeś? Czy tak wyszło?

W zeszłym roku 9 lutego wydałem też album. I planowałem tak właśnie obchodzić urodziny. Piosenki czy albumy to jest takie moje świętowanie. Chcę, aby dzień moich urodzin był zawsze, jeżeli mi się uda, okraszony jakąś premierą okołomuzyczną. Skoro ja dostaję prezent, daję też coś od siebie dla słuchaczy, dla was wszystkich.

Na te prezenty bardzo czekamy. Myślę, że twoi fani, którzy wyczekują wszystkich nowych kawałków, cieszą się szczególnie. Tym bardziej, że czekaliśmy na jakieś zaskoczenie. I myślę, że udało ci się nas zaskoczyć, jak wsłuchuję się w twoją współpracę z Adamem Bałdychem. To zupełnie coś nowego. Ale chciałabym najpierw podpytać o tę warstwę tekstową, o to, co tym razem chcesz nam opowiedzieć.

Jest kilka warstw w tym utworze i każdy niech sobie znajdzie. Już nie chcę dawać tak dużego pola interpretacji słuchaczowi. Chcę stanąć przed słuchaczem z jakąś fabułą, bardziej dosłowną historią.

Zauważam jakieś takie może nie takie zatoczenie koła, ale trochę wracam do tych melancholijnych, trochę mroczniejszych klimatów. No i ten rok jeszcze, mam nadzieję, pokaże mnie takiego, który już gdzieś tam byłem, gdzieś się pokazałem, ale nie do końca mi się w pewnych miejscach spodobało. Wracam na te swoje bagienka i do swoich słuchaczy. Mam nadzieję, że oni wciąż tam są.

Redakcja poleca

Na pewno, z całą pewnością. Tak sobie myślę, że z tych dwóch słów mrok i melancholia, to ja wybiorę to drugie, jeśli miałabym je dopasować w jakiś sposób do twojej muzyki. Jestem ciekawa, czy to jest wstęp do nowego albumu? Kiedy możemy się go spodziewać, czy już masz nazwę i czy możesz nam coś więcej o tym opowiedzieć?

Album jest nagrany, pasuje mi tutaj określenie „melancholia”. Jest bardziej taki mój. Zatrzymuję się na gitarze akustycznej, na której powstają te pierwsze szkice. Zazwyczaj łapałem wtedy komputer i to produkowałem, teraz zatrzymuję się w tym momencie z gitarą, ale raczej nie chcę się tak chować. Chcę bardziej pokazać ten mój songwriting, tekst.

Nie powiem, kiedy płyta, no bo w tym roku mam też dziesięciolecia solowej kariery, ale mogę zdradzić inne rzeczy. W tym roku na pewno wystąpię z Gorzowską Orkiestrą Dętą na kilku koncertach, czyli zupełnie druga strona. Postanowiłem w roku ukończenia czterdziestu lat fantazjować i bawić się. Jesteśmy też po nagraniu prawie całej płyty z Kasią Nosowską i to też czeka. Za dużo tego powstaje, dlatego też nie chcę tym razem powiedzieć, że już teraz będzie płyta. Może się tak się okazać, że wydam wszystko naraz i będzie się wszystko kanibalizowało. Ale może się też okazać, że naturalnie będziemy wypuszczać rzeczy, które na daną chwilę są najważniejsze, najmocniejsze i sprawiają mi największą przyjemność.

Sam jestem tego wszystkiego bardzo ciekawy, bo już tylko 10 miesięcy zostało, a ja mam bardzo dużo do zaprezentowania. Mam nadzieję, że zdrowie będzie mi dopisywać i to wszystko pokażę.

Ja wiem, że jesteś takim bardzo płodnym artystą, jeśli możemy użyć tego słowa, że ten materiał wciąż powstaje, wciąż piszesz piosenki. Tak się zastanawiam, czy to jest taki przymus? To znaczy taka wewnętrzna potrzeba, żeby ciągle coś zapisywać i że ciągle coś tam ci się rodzi w głowie.

Są dwie strony tego medalu, a może nawet więcej. Z jednej strony jest we mnie taki pracoholizm, że nie jestem zadowolony z tego, co zrobiłem. Albo może szybko się nudzę, stale gonię. Pomimo że nie ścigam się z żadnym artystą i nie zależy mi, żeby być gdzieś obok kogoś. Ta dyscyplina, którą tworzę, jest taka moja, wewnętrzna. To nie nie jest przymus, to jest we mnie.

Jak biorę gitarę, to zazwyczaj nie ćwiczę jakichś palcówek i innych technicznych ćwiczeń, żeby być lepszym gitarzystą czy lepszym wokalistą, tylko cały czas pojawiają się słowa, zdania i piosenki. Włączam nagrywanie na komórce i cały czas nagrywam. Póki to jakoś „wyskakuje ze mnie”, będę to zbierał.

Wyskakuje i myślę, że wszyscy na to czekamy, bo odnajdujemy się w twoich tekstach i w twojej muzyce. To, co robisz, koresponduje, z emocjami, refleksjami, odczuciami wielu, wielu osób. Muszę cię teraz zapytać o współpracę z Adamem Bałtychem, który też jest z Gorzowa. Znaliście się wcześniej. Od kogo wyszedł pomysł, żeby zrobić coś razem?

Nasze drogi przecinały się, chociaż się różniliśmy. Adam wykształcenie akademickie, klasyczne, jazzowe bardzo. Ja bardziej punkowo, bałaganiarsko i satyrycznie wtedy.

Zazdrościłem mu jego techniki, sławy. W zeszłym roku podczas Męskiego Grania występował z Leszkiem Możdżerem, nagrali świetną nową płytę. Wtedy z Adamem chwilę porozmawialiśmy i nagle okazuje się, że z moich ust padło, że może coś nagramy, może coś wymyślisz, wszystko dokomponujesz.

Nagle okazało się, że zawsze mieliśmy podobne zdanie o sobie, że zawsze się ceniliśmy. Wcześnie nie do końca na siebie trafialiśmy, a teraz przyszedł dobry czas. Adam jest przed czterdziestką, ja skończyłem właśnie 40 lat. Bardzo się cieszę z tego spotkania. Poza płytą mam nadzieję, że to w przyszłości zaowocuje kolejną współpracą i przyjaźnią.

Teraz cieszymy się tym kawałkiem, który już jest i cieszymy się tym, co będzie. Tego, co było, nie żałujemy i nie mówimy, że było lepiej, tak?

Jeżeli jest w miarę dobrze, a też pokora jest wysoko na liście wartości, którymi się kierujemy, to nie ma co archiwizować naszej przeszłości i bawić się w historyków. Trzeba korzystać z tych emocji, które teraz się generują i łapać ten czas, bo wiadomo, jak to jest. Jest dziwnie, a może być jeszcze dziwniej.

Mogłaby to być puenta, gdyby nie to, że chciałabym jeszcze cię zapytać o dwie rzeczy. Najpierw o jeden z projektów, które też dzieją się w tym roku - Beksiński Live. Jestem bardzo ciekawa, czym dla ciebie jest udział w tym projekcie i jak tam się czujesz?

Ja trochę byłem przerażony przy pierwszym spotkaniu i przy pierwszej takiej informacji, że jestem zaproszony do takiego projektu. Jakoś to mi się nie łączyło do końca z moimi ostatnimi poczynaniami okołomuzycznymi. Natomiast Wishlake i cała ekipa tak to jakoś wpasowali, tak to ubrali, tak to opisali, tak zbudowali narrację, że nagle te moje, wydawałoby się nie do końca pasujące melodie, idealnie zagrały w zestawieniu z obrazami pana Beksińskiego.

Ja występuję w takim bloku, gdzie padają takie ważne słowa Beksińskiego, że czasami artyści swoim życiem bardziej pokazują ten mrok, a ich artystyczne poczynania są weselsze, niż to, co mają w środku. To taki rodzaj maski czy też tarczy. Ja też tak to czuję, że ten Beksiński, pomimo że jego obrazy były surrealistyczno-mroczne, czasami koszmarne, to jego życie czasami mogło być jeszcze mocniejsze.

Rozumiem, że to takie doświadczenie, co do którego miałeś jakieś wątpliwości, ale okazało się bardzo ciekawe. Tak naprawdę to jest nie o Beksińskim, ale właściwie o nas.

Tak, patrząc przez same obrazy, to jednak powinna to być orkiestra, wszystko powinno być takie pompatyczne, takie surrealistyczne, jakieś takie nierealne. A jednak wrzucenie to w piosenki, nabiera nowego wymiaru, znajduje nowego odbiorcę, młodszego. Moim zdaniem nie wszystko trzeba tak dosłownie odbierać, jak jest przedstawione, napisane, namalowane.

Bardzo ci dziękuję za tę rozmowę. I do zobaczenia przy okazji następnej płyty.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ Podcast „W pogoni za kulturą”