Co się dzieje po śmierci? "Niektórym przed oczami stawało całe ich życie"

6 min. czytania
10.04.2026 11:27
Zareaguj Reakcja
---- ----

Co dzieje się, kiedy umieramy? Czy świadomość gaśnie wraz z mózgiem, czy też istnieje coś jeszcze – tajemniczy wymiar, który od wieków nazywamy duszą? Książka „Śmierci nie ma” autorstwa Stéphane Allix to nie tylko pasjonujące śledztwo i intymne wyznanie. To zapis niezwykłej wędrówki w poszukiwaniu odpowiedzi, które mogą zmienić nasze spojrzenie na życie – i na to, co czeka nas po nim. Oto fragment publikacji. 

Człowiek wznosi ręce
fot. Shutterstock
--1-- ----

Fragment pochodzi z książki "Śmierci nie ma. Co nauka i duchowość mówią nam o życiu po życiu" autorstwa Stéphane Allix, Wydawnictwo Czarna Owca.

Jak zacząłem prowadzić badania nad śmiercią

Po śmierci twojego wujka pogrążyłem się – tak jak wszyscy – w żałobie. „Życie po śmierci” było dla mnie tematem zastrzeżonym dla religii albo filozofii, to znaczy wynikającym wyłącznie z wiary i niepozwalającym na podejście racjonalne i naukowe. A potem usłyszałem o doświadczeniach z pogranicza śmierci. Wiesz, o ludziach, którzy na przykład po wypadku, po reanimacji wykonanej przez ratowników, opowiadają, że patrzyli na to, zupełnie jakby się znajdowali nad swoim ciałem, obserwując – jak im się zdawało – własną śmierć. Czy gdyby Thomas przeżył, również by nam coś takiego opowiedział?

Zacząłem zbierać o tym informacje i bardzo szybko odkryłem coś bardzo dla mnie ważnego, a mianowicie, że tematem tym interesowało się bardzo wielu naukowców. Wstrząsnęło to mną, bo wielu z naukowców, którzy pisali o tych przeżyciach, nie uważało ich w gruncie rzeczy za coś wynikającego wyłącznie z wiary czy halucynacji. W naszym świecie, kiedy ktoś opowiada o przeżyciu wychodzącym poza normę, które się nazywa niewłaściwie „ponadnaturalnym”, z góry zakłada się, że ta osoba nadinterpretowuje swoje doświadczenia lub się myli, że jest emocjonalnie rozchwiana, kłamie, śniła lub miała halucynacje, czy nawet że jest dotknięta jakimiś zaburzeniami psychicznymi. Dlatego w osłupienie wprawiło mnie odkrycie, że tylu ludzi nauki uważa te „wyjaśnienia” za niekoniecznie trafne. Dla wielu osób takie relacje nie są wiarygodne, bo podważają teoretyczne podstawy ich wiedzy, ale w przypadku innych ten problem sprawia, że chcą dokładniej zbadać tę sprawę.

W każdym razie wynika z tego, że doświadczenia z pogranicza śmierci (zwane z angielskiego NDE – near death experiences) stanowią rzeczywistość psychologiczną i socjologiczną. W badaniach prowadzonych nad nimi wyszły na jaw liczne niespodzianki. Są to anomalie w naukowym znaczeniu tego słowa – zjawiska rzeczywiście zaobserwowane, które jednak są dalekie od znanych modeli i dla których nie znaleziono żadnego konwencjonalnego wyjaśnienia.

O doświadczeniach z pogranicza śmierci zaczęto mówić w połowie lat siedemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, kiedy młody lekarz i doktor filozofii, niejaki Raymond Moody, dziś sława w tej dziedzinie, wydał przeznaczony dla szerokiej publiczności zbiór wielu dziwnych relacji, które sam zebrał – opowieści osób, które otarły się o śmierć. Ludzie ci donosili, że pamiętali chwile, w których byli nieprzytomni czy pogrążeni w śpiączce.

Uderzające były podobieństwa między ich relacjami: wrażenie opuszczenia swojego ciała, spoglądanie na świat z wysokości, często z podaniem dokładnych szczegółów, których osoby nieprzytomne po prostu nie mogły znać, wizje bliskich zmarłych lub istot natury duchowej, żywe światło, głębokie poczucie szczęścia, bycia otoczonym miłością. Niektórym przed oczami stawało całe ich życie, doznawali trudnej do opisania ekstazy, dostrzegali inną rzeczywistość. Czy to wszystko działo się naprawdę?

Publikacja książki Moody’ego „Życie po życiu” ośmieliła ludzi do opowiadania o swoich przeżyciach i pokazała ku zdumieniu wszystkich, jak ogromna jest skala tego zjawiska, do tej pory niewidocznego. Wkrótce po wydaniu książki do Moody’ego zaczęły nadchodzić listy z całego kraju od czytelników opisujących podobne przeżycia. Nie spodziewał się takiego potopu korespondencji i zwrócił się o pomoc do swojego przełożonego, szefa psychiatrycznego centrum kryzysowego przy Uniwersytecie Wirginii, doktora Bruce’a Greysona, nie wiedząc, że na samym Greysonie kilka lat wcześniej wielkie wrażenie wywarła taka opowieść jednej z jego pacjentek. Greysonem wstrząsnęło odkrycie, że niezwykła relacja tej młodej kobiety nie była czymś wyjątkowym, a wręcz przeciwnie.

Pojedyncze świadectwo nie daje podstaw do przeprowadzenia badań naukowych, ale sytuację całkowicie zmieniły liczne nowe relacje, które zaczęły napływać do uniwersytetu.

Dziś, po blisko czterdziestu pięciu latach badań prowadzonych przez wiele zespołów, w tym przez zespół Greysona, zebrane dane dotyczące doświadczeń z pogranicza śmierci stanowią bezcenny korpus wiedzy. Ich wyjaśnienie wciąż jednak pozostaje dla nauki zagadką. Te duchowe przeżycia bowiem, oprócz tego, że zmieniają istnienie tych, którzy ich doświadczyli, kwestionują również naszą wizję życia i nasze postrzeganie rzeczywistości. Najbardziej niepokojące jest to, że – na płaszczyźnie naukowej – doświadczenia te podważają wszystkie nasze modele, bo wiele z tych zjawisk z pogranicza śmierci powstaje podczas stopniowej degradacji funkcji układu nerwowego, a ich intensywność wydaje się nawet zwiększać wprost proporcjonalnie do obniżania się aktywności mózgu. Ile kobiet, mężczyzn i dzieci na setki tysięcy osób (według badań 12–18% osób, które przeżyły zawał, doświadcza NDE) znajdujące się w sytuacji, w której ich życie jest w niebezpieczeństwie, a funkcjonowanie ich mózgu znacząco się zmienia – lub wręcz ustaje! – informuje później, że byli przytomni podczas tego zdarzenia, a w dodatku opisuje stany świadomości o niezwykłej plastyczności i intensywności? Świadkowie ci rzeczywiście mówią o wyjątkowo wyrazistych przeżyciach. Wszystko stawało się jaśniejsze, precyzyjne. Ludzie ci byli przytomni i superświadomi podczas tego przeżycia i wszyscy opowiadają o tym, że widzieli rzeczywistość bardziej realną niż ta, którą znają.

Zupełnie jakby po wyjęciu z laptopa baterii i zniszczeniu jego układów scalonych komputer zaczął działać lepiej. Nie ma to żadnego sensu. Jak mózg może umożliwiać doświadczenie poszerzenia świadomości w chwili, gdy na przykład po zatrzymaniu akcji serca jego funkcjonowanie jest co najmniej bardzo mocno upośledzone? Powinno być przecież dokładnie na odwrót.

Pytanie wynikające z tych doświadczeń ma zawrotne implikacje: czy świadomość jest zależna od mózgu? Innymi słowy, czy nadal żyjemy, kiedy nasz mózg już nie działa? Czy doświadczenia z pogranicza śmierci opisują to, co dzieje się w chwili śmierci?

Na konferencji w Liège w Belgii, w której uczestniczyłem, spotkałem dwóch badaczy, z których każdy argumentował za zupełnie innymi odpowiedziami na to pytanie. Byli to belgijski neurolog Steven Laureys i holenderski kardiolog Pim Van Lommel.

Jestem w tym samym wieku co Steven Laureys, dyrektor ds. badań FNRS (Belgijski Fundusz Badań Naukowych) i kierownik jednostki badawczej GIGA Consciousness. Ten sympatyczny, energiczny naukowiec jest także założycielem instytucji Coma Science Group (CSG) z laboratorium w Liège, którą kierował do 2020 roku. Steven należy do czołowych europejskich badaczy w dziedzinie neuronauki. Coma Science Group rozwinęła wiedzę ekspercką na światowym poziomie na temat śpiączki i „stanów niereaktywnego czuwania”, które wcześniej były niezbyt delikatnie określane jako „stan wegetatywny”. Wraz ze swoim zespołem Steven zajmował się także badaniem różnych stanów świadomości, przez co zainteresował się zwłaszcza doświadczeniami z pogranicza śmierci z punktu widzenia neuronauki.

Nie ukrywa swojego stanowiska; według niego wszystko dzieje się w mózgu: „Hipoteza, którą testujemy z zespołem, jest taka, że wszystkie te doświadczenia z pogranicza śmierci mają podłoże organiczne. Że niektóre obszary mózgu ulegają podczas takiej śpiączki kaskadowym zmianom w neuroprzekaźnikach i że są to po prostu zmiany w funkcjonowaniu mózgu”. Podtekst tego stwierdzenia: doświadczenia z pogranicza śmierci nie dowodzą, że świadomość może przetrwać śmierć.

Z drugiej strony równie znani badacze, tacy jak dr Pim Van Lommel, twierdzą coś przeciwnego – ich zdaniem doświadczenia z pogranicza śmierci pokazują, że świadomość nie powstaje w naszym mózgu, a w związku z tym utrzymuje się po śmierci, ponieważ te doświadczenia występują, gdy wydaje się, że mózg przestał działać.

Dr Van Lommel, lekarz i kardiolog szpitalny, jest autorem najważniejszego dotychczas przeprowadzonego badania klinicznego dotyczącego doświadczeń z pogranicza śmierci, którego wyniki opublikowano w prestiżowym czasopiśmie medycznym „The Lancet”. Jest on, obok Bruce’a Greysona ze Stanów Zjednoczonych i kilku innych osób, jednym z najwybitniejszych specjalistów w tej dziedzinie.

Jego badania zbulwersowały międzynarodową społeczność medyczną, ponieważ wykazały, że najwyraźniej można zachować świadomość, gdy ustają wszystkie funkcje mózgu. Badanie pod nazwą „Doświadczenia śmierci klinicznej u osób, które przeżyły zatrzymanie pracy serca” było nowatorskie ze względu na skalę – w około dziesięciu szpitalach przeprowadzono wywiady z 344 osobami, które przeżyły zatrzymanie krążenia – i bezprecedensowe, jeśli chodzi o czas trwania: wywiady przeprowadzano z pacjentami pięć, a następnie osiem lat po zdarzeniu. Sześćdziesiąt dwie osoby, czyli 18% uczestników badania, zgłosiły doświadczenia z pogranicza śmierci.

Fot.

Źródło: ChilliZET/Materiały prasowe Wydawnictwo Czarna Owca

Redakcja poleca