Leszek Klimas: nie kochajmy dzieci "cukierkową miłością"

10 min. czytania
Aktualizacja 13.04.2024
13.04.2024 22:26
Zareaguj Reakcja
---- ----

Czytajmy etykiety, zwracajmy uwagę na skład, nie kupujmy zbyt wielu produktów do domu, przede wszystkim tych zawierających cukier. Oczywiście jeśli raz w tygodniu z rodziną pójdziemy na jakiś deser, to nic się nie stanie, ale nie przekarmiajmy naszych dzieci. Przekarmianie nie jest wyznacznikiem miłości. Zacznijmy trochę inaczej na to patrzeć – apeluje Leszek Klimas, autor książki "Efekt Klimasa. Jak pomóc dziecku z nadwagą", który od lat pomaga dzieciom z nadwagą.

Ilona i Leszek Klimasowie
fot. Instagram/ Efekt Klimasa
--1-- ----

Magda Bauer: Czasami wydaje nam się, że dziecko nie ma problemu z nadprogramowymi kilogramami, tymczasem okazuje się, że wiele dzieci się tego wstydzi. Jest to dla nich spore obciążenie psychiczne. Wykorzystując tytuł Waszej książki, zapytam więc, jak pomóc dziecku z nadwagą?

Leszek Klimas: Pomoc musi iść z góry, od rodziców, którzy muszą stanąć na wysokości zadania. Niestety większość z nich nie wie, jak pomóc. Otacza nas wiele produktów wysokoprzetworzonych, które kupujemy nieświadomie, niszcząc zdrowie naszych dzieci. Nasza książka, o której wspomniałaś, jest skierowana głównie do rodziców dzieci z nadwagą i otyłością.

Czyta się ją świetnie. Zawiera ona wiele cennych informacji i zgadzam się, że rodzic dzisiaj może czuć się zdezorientowany, zagubiony. Jest mnóstwo produktów dedykowanych dzieciom, ale w rzeczywistości wcale nie są dobre dla dzieci.

Ilona Klimas: Dokładnie. Zewsząd jesteśmy atakowani reklamami produktów, produktami, których opakowania wręcz krzyczą do nas: "jestem przeznaczony dla dziecka". W naszej książce chcemy uczulić rodziców, pomóc im podejmować bardziej świadome decyzje podczas zakupów. Od tego przecież się wszystko zaczyna.

Leszek Klimas: Rodzice bardzo często są nieświadomi, że krzywdzą swoje dziecko. W książce znajdą informacje, na co powinni zwracać uwagę, wybierając produkty dla dziecka, co może mu szkodzić. Wszystkie informacje są napisane prostym językiem, więc przekaz powinien trafić do każdego. Zachęcam, by rodzic usiadł z dzieckiem i tę książkę wraz z nim przeczytał, najlepiej głośno i wyraźnie. Niech to będzie wspólna nauka.

I tak przechodzimy do dzieci, czyli głównych bohaterów Waszej książki. Są w niej opisane historie Waszych podopiecznych, czasem bardzo poruszające, ale też i pozytywne. Tym dzieciom udało się, z Waszą pomocą, zrzucić dodatkowe kilogramy, poprawić swoje wyniki, jeśli chodzi o zdrowie i kondycję. Bo warto podkreślić, że nadwaga może mieć negatywny wpływ na zdrowie.

Leszek Klimas: Nie wiem, czy zauważyłaś, że my ani w książce, ale w ogóle w swojej pracy nie używamy słów "odchudzanie", "dieta". Mówimy "powrót do prawidłowej wagi lub masy ciała". My uczymy, jak się zdrowo odżywiać. Dziecko powinno od początku znać zasady zdrowego odżywiania. My kiedyś mieliśmy łatwiej, nie mieliśmy tylu pokus, byliśmy cały dzień na dworzu, graliśmy w piłkę. Nie jedliśmy dużo, ale dobrze funkcjonowaliśmy, byliśmy zdrowi. Nikt z mojego otoczenia nie miał anemii. A dzisiaj przychodzi dziecko, jedno, drugie. Ma nadwagę albo otyłość, anemię. Zdarza się, że ono jest duże, ale na poziomie komórkowym nie jest dobrze odżywione. To oznacza, że dziecku brakuje wartości odżywczych, mimo że jest przekarmione. Dajemy mu pseudoprodukty, które nie mają cennych dla zdrowia składników i psują mu zdrowie.

Chciałabym się na chwilę zatrzymać przy zakupach, a właściwie przy liście, którą zamieściliście w książce, na której wypisaliście szkodliwe dla zdrowia składniki. Niestety często znajdują się one w produktach dla dzieci, często w kolorowych, kuszących opakowaniach. Ta lista nie jest długa, choć tych składników jest znacznie więcej. Na czym się skupiliście? Czy na tych najczęstszych, czy tych najbardziej szkodliwych?

Leszek Klimas: Chcieliśmy przede wszystkim, by ludzie zaczęli zwracać uwagę na etykiety, na to, co nie powinno się znaleźć w składzie produktu. Spróbuję to wyjaśnić na przykładzie. Robimy w domu chipsy. Z czego je robimy? Z ziemniaka i oleju. Mamy dwa składniki. Natomiast te kupowane w sklepie mają w swoim składzie 27 składników! Czy my mamy w domu jakie emulgatory, benzoesany sodu? Czy my używamy tego w kuchni? Dla mnie to jest tablica Mendelejewa. Te produkty powinny zniknąć kiedyś z półek sklepowych, bo my ich nie potrzebujemy, ale niestety wiele osób jest uzależnionych od tych produktów. Kiedyś zrobiliśmy rolkę o słodyczach i wysokoprzetworzonych produktach. Miała milion sto tysięcy wyświetleń, ale wylała się na nas fala hejtu. To pokazuje, jaka jest skala problemu. Jak cukier podkręca emocje u ludzi. "Klimas zabrania jeść cukru". Słuchajcie, ja nie zabraniam nikomu jeść cukru. Tylko musimy wiedzieć, że ten cukier jest nie tylko w cukierniczce na naszym stole, ale jest ukryty też w innych produktach, które kupujemy, np. w kolorowych napojach, które dzieci tak chętnie kupują.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przygotowała wytyczne, z których wynika, że dziecko może spożyć maksymalnie 15-20 g cukru dziennie. To są cztery płaskie łyżeczki cukru. Weźmy więc taką wodę smakową lub keczup. One też zawierają cukier.

Redakcja poleca

Tak w swojej książce dajecie dwa przykłady keczupów, jeden z nich jest w porządku, drugi niestety nie...

Leszek Klimas: Tak, bo my chcemy pokazać, że można kupić produkty z lepszym składem niż te, które są promowane, reklamowane, a tak naprawdę mają nie najlepszy skład. Staramy się pokazywać, objaśniać, by ludzie mieli lepszy obrys wizualny.

Ilona Klimas: Czytajmy etykiety, sprawdzajmy m.in. zawartość cukru. Porównujmy produkty. Okazuje się, że przedział cenowy jest ten sam, smak jest ten sam, a skład się różni. Chodzi o to, abyśmy dokonywali świadomych wyborów.

Leszek Klimas: Często ludzie mówią: "No, ale przecież zdrowe jedzenie jest drogie". Odpowiadam: "Wcale nie jest drogie". Wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez zdrowe jedzenie. Dla mnie są to jajka, płatki owsiane, jogurt naturalny, nabiał, chude mięsa, orzechy, warzywa, owoce. To są proste produkty, to są zdrowe produkty.

Podałeś w swojej książce definicję prawdziwego, zdrowego jedzenia...

Leszek Klimas: Tak, to jest to, co jest gotowe do spożycia od razu, czyli to, co jest z ziemi, z drzewa, z krzaka. To jest dobre, zdrowe jedzenie. Najprostsze i wcale nie takie drogie.

A ruch? Dla was jest czymś oczywistym, ale dla wielu osób nie. Zwolnienia z WF-u to bardzo częsty proceder, bo dzieciom często nie chce się ćwiczyć. Są przyzwyczajone do leżenia na łóżku z telefonem w ręku. Jak przekonać dziecko, by zaczęło aktywnie spędzać czas?

Ilona Klimas: Im wcześniej, tym lepiej. Aktywność fizyczna, to nie tylko godzina określonych ćwiczeń, ale też taka naturalna codzienna porcja ruchu, której zwykle nie zauważamy. Na przykład chodzenie do szkoły na nogach, czy pójście do sklepu na nogach. Niech to będą takie proste, codzienne aktywności, które są dobrym początkiem i nie zniechęcają do tych konkretniejszych.

Leszek Klimas: W książce wypowiada się dr hab. Michał Brzeziński, który mówił, że aktywność też trzeba sobie po prostu zaplanować. Tak, jak planujemy godziny posiłków, czy godziny korepetycji, czy jakichś innych dodatkowych zajęć. Aktywność też zaplanujmy, bo gdy zostawimy ją na koniec, to okaże się, że jesteśmy już tak zmęczeni, że nie mamy siły na ćwiczenia. I nie chodzi tu o aktywności, typu tysiąc pompek, czy sto przysiadów, bo dziecko z nadwagą, czy otyłością ich nie zrobi, to jest dla niego niebezpieczne. Postawiłbym raczej na godzinny spacer z mamą lub z tatą. To jest taka nasz tajna broń. Dziecko na takim spacerze się wybodźcuje, lepiej się poczuje, a przy okazji zbuduje relacje z rodzicem. Bo dzieci chcą spędzać czas z rodzicami, ale rodzice zwykle tego czasu dla nich nie mają. Zachęcamy do takich spacerów, a po tygodniu dzwoni mama i jest zachwycona: "Boże, dziecko mi to i to powiedziało, a przedtem tego nie mówiło. Zaczynamy się poznawać na nowo". To jest magia tego spaceru.

Ilona Klimas: Bo ta przestrzeń i czas są tylko dla nas. Ostatnio też mieliśmy bardzo intensywny czas w pracy i po powrocie do domu powiedziałam: "Idziemy do lasu". Natura jest najpiękniejsza, ten śpiew ptaków...

Leszek Klimas: Uważam, że nie ma lepszego odpoczynku niż wyjście do lasu z dzieckiem i posłuchanie natury. Bez żadnego telefonu, bez niczego. Czasami wystarczy nawet 15 minut w milczeniu, by się odstresować. Natura to jest najlepszy odstresowacz na świecie, i dla małego, i dla dużego.

Ale jak nie mamy lasu gdzieś w okolicy, to może to być również park, prawda?

Leszek Klimas: Może być park, możemy nawet w kółko chodzić. Byleby chodzić przez godzinę. Ta godzina jest ważna, bo organizm tak naprawdę spala tkankę tłuszczową dopiero po 27. minucie aktywności fizycznej. Godzinny spacer nie wygeneruje też u dziecka jakiegoś mega zmęczenia lub też mega apetytu. Nie jest to też aktywność kontuzyjna, a więc jest bardzo bezpieczna. Dzisiaj my tak naprawdę bardzo mało chodzimy. Jest takie porównanie procentowe: aktywność dziecka dzisiejszego kontra dziecka dawnego i okazuje się, że współczesne dziecko uprawia zaledwie 17 proc. aktywności dawnego dziecka.

To jest bardzo mało.

Leszek Klimas: Podam może przykład. Przyszedł do nas do poradni tata z synem. Tata się odchudził, bo biegał. Nie lubię słowa "odchudził", ale niech zostanie. Pomyślał, że weźmie syna, który miał otyłość, i będzie z nim biegał. Co się okazało? Po stu metrach ten biedny chłopak prawie wyzionął ducha, zwymiotował. Więc tata przyszedł do mnie do poradni i prosi: "Panie Leszku, proszę zmotywować mojego syna, bo on nie chce biegać". Opowiedziałem mu: "Przecież pan dał mu taką kłodę pod nogi, że on już do końca życia może mieć traumę przez to bieganie". Ten rodzic nie wiedział, popełnił błąd, przyszedł do nas się, aby ratować sytuację. Ale udało się.

A jak tych młodych ludzi motywujecie? Bo to podejście jest bardzo ważne.

Leszek Klimas: My w te wszystkie dzieci bardzo mocno wierzymy. W książce opisałem swoją historię, tak w pigułce. Byłem dzieckiem mizernym, szczupłym, które zawsze coś chciało osiągnąć w życiu, ale miałem zawsze rzucane kłody pod nogi. Byłem wyśmiewany. Postanowiłem sobie, że kiedyś będę mistrzem świata, że zdobędę ten tytuł. Ale we mnie kompletnie nikt nie wierzył, kompletnie. Nawet mój trener, który mawiał do mnie: "z ciebie nic nie będzie". Ale ja, wbrew temu, co ktoś mi mówił, robiłem "małą rzeczką" swoje. Dzisiaj jestem mistrzem świata (Leszek Klimas został w 2019 r. w Słowenii Mistrzem Świata Sylwetki Atletycznej – przypomina redakcja). Biorąc pod uwagę moje doświadczenie, wiem, jak zmotywować to dziecko. Naprawdę. Ja w nie bardzo mocno wierzę, dmucham mu w skrzydła. Chcę, by to dziecko poczuło się zaopiekowane. Wiara w swoje dziecko jest najważniejsza. Rodzice, wy macie wielką moc!

To są bardzo ważne słowa...

Leszek Klimas: Rodzice czasami nie wierzą w swoje dzieci...

Irena Klimas: Myślę, że oni w ogóle nie są świadomi, jaką mają moc, i jak bardzo mogą pomóc dziecku, inspirując je, dmuchając mu w skrzydła.

Redakcja poleca

Ja chciałabym jeszcze wrócić do tego spaceru po lesie. Czy brać ze sobą jakieś jedzenie, na przykład kanapkę z jajkiem?

Leszek Klimas: Jeśli to godzinny spacer, czy nawet dwugodzinny, to nie. Wystarczy woda. Po prostu spacerujmy... z tatą, z mamą, z babcią, z dziadkiem, z kimkolwiek. Ale chciałbym o jedną rzecz zaapelować, głównie do babć. Drogie babcie, nie wynagradzajcie swoich wnucząt słodyczami, bo robicie im krzywdę. Naprawdę. To może mieć fatalne konsekwencje zdrowotne w przyszłości. Weźcie swoje wnuczęta, idźcie na spacer. Zamiast słodyczy kupcie jakąś grę, książkę, pograjcie z nimi lub poczytajcie. Wasza miłość nie musi być cukierkowa.

 A ja się zastanawiam, czy nie przydałby się też apel do producentów słodyczy oraz właścicieli sklepów, by ilość tych słodkich trucizn na półkach ograniczyć. Czy da się coś z tym zrobić? Bo wydaje mi się, że dzieci często sięgają po nie, bo inni też jedzą takie rzeczy.

Leszek Klimas: Zacytuję słowa człowieka, który jest znaczący i dla mnie, i w Polsce. On powiedział, że współczuje ludziom, którzy jedzą jogurty naturalne z żywymi kulturami bakterii, których data ważności jest wyższa niż 10 dni. Bo jeżeli jogurt ma tak długą ważność, to tak naprawdę nie ma tam tego, co w jogurcie powinno być. Tam jest po prostu tablica Mendelejewa. Drodzy rodzice, czytajcie etykietki. My naprawdę chcielibyśmy zmienić to wszystko, ale nie mamy wpływu na ten ogromny przemysł. Producenci ścigają się dzisiaj w tym, aby produkt był lepiej sprzedawany, by lepiej smakował, by dziecko się od niego uzależniło. Nikt z nich nie patrzy na nasze zdrowie, tylko na nasz portfel.

Czyli zachowania konsumenckie to nasz oręż, prawda?

Leszek Klimas: Oczywiście, bo tak naprawdę można stworzyć produkty, które będą bezpieczne i zdrowe, tylko że to trzeba byłoby zmieniać od góry. My możemy tylko o tym mówić, ale są od tego wyższe instytucje i wyższe władze, które powinny się tym zająć. Żeby nie było tak, że za 15 lat nie będzie miał kto pracować, bo wszyscy będą schorowani. Tu nie chodzi tylko chodzi o te żywienie, ale również o wady postawy, o których w naszej książce pisze dr Popieluch. Dzisiaj w Warszawie praktycznie nie ma dziecka z nadwagą, czy otyłego, które miałoby prosty kręgosłup. Mamy koślawość kolan, płaskostopie, lordozę, wróciła choroba Scheuermanna, której kiedyś nie było. To dziecko w wieku 30 lat nie będzie mogło dobrze oddechu złapać. Musimy też pod tym kątem zwracać uwagę na nasze dzieci, na ich wady postawy. Oglądajmy nasze dzieci, a najlepiej idźmy z nimi do specjalisty. Bo dla nas nasze dzieci są zawsze ładne, nie dostrzegamy negatywów, a specjaliści je z pewnością dostrzegą. To ich zadanie, sprawdzenie, czy dziecko nie ma wad podstawy, nadciśnienia etc.

W swojej książce opisujesz też dorosłą osobę, która pracuje nad swoją wagą. I okazuje się, że traci zbędne kilogramy i jego tarczyca nagle łapie normę.

Leszek Klimas: Tak, opisuję cały ten proces, który śledziła też jego klinika. Wszystkie wyniki badań zmieniały się fantastycznie. Doktor jest dzisiaj szczęśliwy, zadowolony, szczupły i przede wszystkim zdrowy. Zdrowie jest dla nas najważniejsze. To jest nasz priorytet, powrót do swojej prawidłowej masy ciała. Utrata tkanki tłuszczowej to efekt uboczny naszej pracy. Bo tu nie chodzi o kalorie. Człowiek nie jest maszynką do przerabiania kilokalorii, człowiek potrzebuje składników odżywczych, takich jak witaminy, minerały, białka, węglowodany, tłuszcze. Jeżeli to ma dostarczone, to nie potrzebuje niczego więcej i nie będzie szukał, nie będzie otwierał lodówki wieczorem, bo będzie wszystko miał. A często jest tak, że ludzie nie dojadają rano i wieczorem mamy tak zwany all inclusive, lodówka w tę i we w tę lata. Dziecko, które się rozwija, potrzebuje wartości odżywczych, a tak naprawdę dzisiaj nie dostało jeszcze niczego takiego, co by je odżywiło.

W jakim wieku zgłaszają się do Was dzieci?

Leszek Klimas: W różnym wieku, 8-11 lat, ale bywają też 4-5 latki. Opowiem wam historię. Kiedyś przychodzę do poradni i siedzi tam naprawdę szczupła rodzina. Pytam moich dietetyczek, o co chodzi. Okazało się, że przyszli, by zapobiec w przyszłości katastrofie. Naprawdę zachęcam wszystkich rodziców, aby się edukowali już dzisiaj, póki nie mamy problemu z nadwagą czy chorobą otyłościową u dziecka, bo otyłość jest chorobą. Czytajmy etykiety, zwracajmy uwagę na skład, nie kupujmy zbyt wielu produktów do domu, przede wszystkim tych zawierających cukier. Oczywiście jeśli raz w tygodniu z rodziną pójdziemy na jakiś deser, to nic się nie stanie, ale nie przekarmiajmy naszych dzieci. Przekarmianie nie jest wyznacznikiem miłości. Zacznijmy trochę inaczej na to patrzeć.

Ilona Klimas: Słodycze w domu nie są niezbędne. One nie muszą być na co dzień.

Bardzo polecam książkę "Efekt Klimasa. Jak pomóc dziecku z nadwagą", a Wam bardzo dziękuję za rozmowę.

Źródło: CHILLIZET