"Chodzi o to, żeby się zatrzymać". Polka o skandynawskiej filozofii szczęścia i życiu w Danii
Dania od lat plasuje się na podium rankingu najszczęśliwszych krajów świata. Jak naprawdę żyje się w tym europejskim państwie? O tym opowiedziała nam Iga Faurholt Jensen. Polka, która od ponad dekady mieszka w Danii, zdradziła też nam swoją definicję hygge oraz podzieliła się swoimi ulubionymi zakątkami kraju Andersena i klocków Lego.
Jolanta Waligóra: Dania obejmuje Półwysep Jutlandzki i ponad 1400 wysp, z czego ponad 400 posiada własną nazwę, a około 80 jest zamieszkałych. Największą duńską wyspą jest Zelandia, na której znajduje się stolica kraju, czyli Kopenhaga, a także miasto Nesfet, które od ponad 13 lat jest twoim domem (rozmowa była przeprowadzona pod koniec 2022 roku - przyp. red.). Skąd decyzja o zamieszkaniu w Danii?
Iga Faurholt Jensen: To była nieplanowana decyzja, ja absolutnie nie brałam Danii pod uwagę jako mój kolejny kierunek emigracji. A mówię kolejny, bo zanim przeprowadziłam się do Danii, mieszkałam w Kanadzie i Anglii. Po powrocie z Wysp miałam nadzieję, że ułożę sobie życie w Polsce. Ale tak się nie stało. Wiem, że Polska na przestrzeni tych 13 lat naprawdę się zmieniła, ale wtedy spotkało mnie rozczarowanie. Było mi bardzo ciężko znaleźć pracę w zawodzie. Miałam wrażenie, że oczekiwania w stosunku do kandydata były ogromne, a wynagrodzenie kiepskie, a za granicą miałam naprawdę fajną pracę i fajne zarobki. Było mi bardzo trudno odnaleźć się zarówno w tej mentalności, jak i warunkach, jakie oferuje polski rynek pracy. Pamiętam, że byłam zmuszona ponownie zamieszkać z rodzicami, bo nie było mnie stać, młodego, wykształconego człowieka na to, by żyć samemu. Żeby mieć pracę, musiałam zaczepić się gdziekolwiek. Przez krótki czas byłam zatrudniona w jednym z hoteli w Gnieźnie, w którym nocowało bardzo dużo Duńczyków. Jako recepcjonistka miałam z nimi stały kontakt, opowiadali mi, jak mieszka się w Danii. [...] Pamiętam, że aplikowałam wtedy na stanowisko opiekuna osoby starszej i wyjechałam właśnie na taki niejako staż.
Duński uważany jest za jeden z trudniejszych języków na świecie. Jak myślisz, z czego to wynika?
Iga Faurholt Jensen: Trudność języka duńskiego nie wynika z jego gramatyki. Jest to język germański i gramatycznie jest bardzo podobny do niemieckiego i angielskiego. Tu chodzi o wymowę, która jest naprawdę trudna. Wiele osób, słysząc ten język po raz pierwszy, ma wrażenie, że Duńczyk trzyma w buzi ziemniaka albo że zaraz zwymiotuje. Tu bardzo dużo dźwięków pochodzi z gardła, a niektóre w ogóle nie istnieją w języku polskim. Oczywiście tego języka da się nauczyć, ale to wymaga niesamowitego samozaparcia.
Dania jest jednym z najszczęśliwszych krajów na świecie. W tegorocznym rankingu World Happiness Report po raz kolejny zajęła 2. miejsce - wyprzedziła ją tylko Finlandia. Dla porównania Polska w najnowszym zestawieniu uplasowała się na 35. pozycji. Czy ty czujesz, że żyjesz obecnie w drugim najszczęśliwszym kraju świata? A mówię obecnie, bo Dania wielokrotnie zajmowała też pierwsze miejsce.
Iga Faurholt Jensen: Tu się naprawdę dobrze żyje, Jola. Ja zawsze powtarzam, że dopóki żyjesz w kraju, który cię szanuje i szanuje twoje wartości - nieważne, czy to jest Polska, czy to będą Niemcy - będzie ci dobrze. Dania takim krajem jest. Nie chcę tutaj wywoływać żadnej burzy, bo to nie o to chodzi, ale w Polsce kwestie typu tolerancja, stanowisko Kościoła są bardzo piętnowane. Tutaj jest ogrom miłości i miejsca na te sprawy. Nikt nikomu nie zagląda do łóżka, nikt nikomu nie mówi, jak ma żyć. Kościół nie mówi, że jesteś gorszym człowiekiem, bo kochasz inaczej. To są dla mnie podstawowe wartości i te wartości są tutaj szanowane. Wiem, że jeżeli moje dziecko by się urodziło takie, a nie inne, to nikt mu nie sprawi za to przykrości. Nie będzie odsunięte na dalszy plan czy na bok, bo jest inne, bo kocha inaczej, bo wygląda inaczej.
Chciałabym też porozmawiać z tobą o hygge. To duńska filozofia szczęścia, sztuka dobrego życia. Jakbyś wytłumaczyła naszym czytelnikom, co to jest? No i co najważniejsze, jak żyć według tej filozofii?
Iga Faurholt Jensen: Pamiętam, jak na początku swojej emigracji zapytałam o to partnera. Duńczycy są kiepscy w tłumaczeniu definicji, a podejrzewam, że wynika to z tego, że dla nich jest to tak naturalne. Oni sami niemalże stanowią i kreują to hygge na co dzień. To jest wyssane tutaj z mlekiem matki. Ja dopiero po wielu latach stworzyłam swoją definicję tego słowa. To były lata spędzone z Duńczykami, z ich mentalnością. To nie jest tak, że przeczytasz definicję w książce i już wiesz, na czym hygge polega. Pamiętam, jak ta filozofia zaczęła ogarniać cały świat, ludzie kupowali świeczki, ciepłe kocyki, a to nie o to chodzi. To są tylko dodatki. Hygge to stan umysłu, katharsis dla umysłu. To jest wszystko, co pozytywne. Założenie, że każdy moment życia powinno się celebrować w szczególny sposób, bo to życie jest krótkie i nie możemy pozwolić, żeby nam przeciekło przez palce.
Załóżmy, że dla takiego statystycznego Polaka wielkim osiągnięciem w życiu jest postawienie willi czy kupienie drogiego samochodu. A Duńczycy cieszą się tym, że dzisiaj wstało słońce, że jest ciepło, że zrobiłem sobie kubek ciepłej kawy, że w piekarni pachnie świeżymi wypiekami, że spotkałem się z kolegą, którego dawno nie widziałem, że tworzymy jakieś fajne relacje - generalnie wszystkie takie rzeczy, których w tym pędzie życia nie zauważamy. Chodzi o to, żeby się zatrzymać i Duńczycy są w tym naprawdę dobrzy. Oni lubią spotykać się też w gronie przyjaciół czy rodziny. Mają wtedy nastawienie, że trzeba się hyggować, czyli stworzyć super atmosferę i ma być po prostu dobrze. Jeśli chodzi natomiast o rozmowy, to nie mówi się przede wszystkim o polityce, o tym, ile zarabiamy, o szefie i o tym, co wydarzyło się w pracy. To są niebezpieczne tematy. Poza tym Jola, kto podczas hyggowania chce rozmawiać o swoim szefie albo o tym, co zrobił wczoraj Kaczyński. Jesteśmy po to, żeby stworzyć fajną atmosferę, a nie odgrzebywać jakieś skandale, czy narzekać na to, czy na tamto.
A ty jako długo musiałaś się tego uczyć? Czy teraz rzeczywiście żyjesz według tej filozofii?
Iga Faurholt Jensen: Teraz tak. Pamiętam, że jak kiedyś wracałam do domu, to robiliśmy sobie z mężem na przykład fajne wieczory z filmem i dobrym jedzeniem. W pewnym momencie zaczynałam temat pracy, a on mówił: "Iga, proszę cię, nie rozmawiajmy o pracy". Ten work-life balance jest tutaj naprawdę bardzo celebrowany. Długo musiałam się tego uczyć. To nie jest takie proste, żeby znaleźć małe rzeczy, którymi można cieszyć się na co dzień. Trzeba przestawić całe swoje myślenie. Ale warto. Warto, bo to naprawdę uspokoiło moje nerwy pod wieloma względami.
W książce "Codziennie jest piątek. Szczęście po nordycku", którą współtworzyłaś, przeczytałam o tzw. Janteloven, czyli nieoficjalnym zbiorze praw i obowiązków obywatela Danii. Składa się na nie 10 przykazań, m.in.: nie sądź że jesteś kimś wyjątkowym, nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas, nie sądź, że jesteś w czymś dobry. Jak tłumaczyłaś, chodzi o to, żeby wszyscy byli równi, niezależnie od tego, co kto posiada, czy czego nie posiada. Czy możesz rozwinąć ten temat?
Iga Faurholt Jensen: Janteloven jest kultowe, to kształtuje skandynawską mentalność. Widać je chociażby jak patrzymy na strukturę duńskiego społeczeństwa - ona jest spłaszczona. Dlaczego? Bo dążymy wszyscy do tego, żeby być równi. Wychwalanie się nie jest tu mile widzialne. Oczywiście dostrzegamy w sobie wartości, ale nie wywyższamy ich na piedestał. Osoby, które próbują być mądrzejsze czy lepsze od innych, zostają sukcesywnie ściągane w dół. Strukturę wyrównujemy również od dołu. Jeśli mamy jakieś słabe jednostki w społeczeństwie, naszym obowiązkiem jest im pomóc.
Czy każdy Duńczyk ma Janteloven z tyłu głowy, czy są grupy, które o tym nie słyszały?
Iga Faurholt Jensen: Ma z tyłu głowy. Aczkolwiek zauważyłam, że w ostatnich latach - głównie jeśli chodzi o młode pokolenie - Janteloven trochę wymyka się spod kontroli. Coraz więcej osób chciałoby publicznie zaistnieć, pokazać, że jest się fajnym, że jest się mądrym, że się potrafi to i tamto. Nie wiem, jak to będzie wyglądało w przyszłości, ale widać czasami takie wyrywanie się z tego wypłaszczonego społeczeństwa. Robienie kariery w Danii jest możliwe, ale celebryci i inne bogate osoby nigdy nie lądują na pierwszych stronach gazet, nie szczycą się, nie chwalą - to jest wszystko stonowane. Prawdopodobnie, idąc do sklepu, nie poznałabyś, że dany człowiek ma kupę pieniędzy, bo wygląda tak samo jak ty. Ci, którzy chcieli prawdziwego rozgłosu, uciekli do Stanów Zjednoczonych, między innymi Ole Henriksen.
Bardzo dobrym przykładem jest porównanie społeczeństwa duńskiego właśnie z amerykańskim. W USA, jeśli się nie pokażesz, to tak naprawdę będziesz nikim, nikt cię nie zauważy. Tam jest wyścig szczurów. Nawet jeśli potknie ci się noga, nikt ci nie pomoże. Jesteś panem swojego losu. Tutaj natomiast mamy wspólną odpowiedzialność za to, jak jednostki się czują i rozwijają. Bardzo ciekawa jest też kwestia stowarzyszeń w Skandynawii. To jest coś niesamowitego. Mamy tu stowarzyszenia chyba na wszystko. To jest bardzo fajne miejsce do trenowania demokracji.
Tak, właśnie czytałam, że mieszkańcy Danii są bardzo aktywni społecznie. Chyba około 70% Duńczyków przynależy do jakieś organizacji, stowarzyszenia lub klubu.
Iga Faurholt Jensen: Są bardzo, bardzo aktywni. Można powiedzieć, że bez tego nie żyjesz. To właśnie między innymi dlatego Duńczycy potrafią tak wspaniale się zjednoczyć, wesprzeć, pomóc sobie nawzajem. Oni rozwiązują wspólnie problemy, siadają wspólnie do stołu, dyskutują.
Słyszałam też, że Duńczycy kochają rowery i jeżdżą nimi dosłownie wszędzie - do pracy, na zakupy czy spotkania ze znajomymi. Jak myślisz, skąd to zamiłowanie Duńczyków do rowerów?
Iga Faurholt Jensen: Pisałam o tym dość obszerny artykuł na blogu. Jest to niesamowita inspiracja, jeśli ktoś szuka ciekawych tras rowerowych w Danii. Grzebałam wtedy w historii tych rowerów i natknęłam się między innymi na wątek kryzysu naftowego. Był to taki punkt zwrotny, kiedy z wiadomych przyczyn trzeba było wybrać inny środek transportu. I tym środkiem transportu stał się właśnie wtedy rower - i tak już zostało. Dziś Dania ma ponad 10 tysięcy kilometrów ścieżek rowerowych - te trasy są wszędzie. Ponadto krajobraz kraju jest bardzo przyjazny rowerzystom, ponieważ jest względnie płasko. […] Dania ma ogromne ambicje do tego, by stać się takim rowerowym rajem.
Jakie miejsca w kraju Andersena zrobiły na tobie największe wrażenie? Co według ciebie warto zobaczyć, zrobić, gdzie pójść?
Iga Faurholt Jensen: Bardzo chwalę sobie region, w którym ja mieszkam, czyli Południowa Zelandia. Jest tu przepięknie. Mamy bardzo unikatową naturę, która naprawdę zapiera dech w piersiach - turkusowe jeziorka w największym otwartym kamieniołomie wapienia w Skandynawii Faxe Kalkbrud, przepiękne klify Stevns czy klify Møns Klint. Nie tak dawno powstał tu też Camp Adventure - to wieża widokowa, która umożliwia nam spacer wśród drzew. Z całego serca polecam również zwiedzanie zachodniego wybrzeża Jutlandii. Są tam piękne, ogromne wydmy, szerokie plaże - no mnóstwo takich perełek. Tak jak na początku powiedziałaś, Dania ma ponad 400 wysp, z czego 80 jest zamieszkałych, na prawie 40 można dostać się promem, a na pozostałe na przykład kajakiem, łódką czy motorówką. Te wyspy są naprawdę świetne, piękne i każda jest unikatowa, każda ma coś do zaoferowania.
A co powiesz o Kopenhadze? Warto wybrać się tam na city break?
Iga Faurholt Jensen: Pewnie, że tak. Kopenhaga też zmienia się w bardzo dynamiczny sposób. Została wytypowana jako najlepsze miasto do życia na świecie (rozmowa była przeprowadzona pod koniec 2022 roku - przyp. red.) - to bardzo szczytny tytuł i jesteśmy z niego ogromnie dumni. Stolica Danii również ma zielone cele do zrealizowania. W 2025 roku ma ambicje zostać najbardziej zielonym miastem na świecie. Już teraz podejmowanych jest tym kierunku wiele inicjatyw, między innymi certyfikowanie hoteli czy budowanie stacji ładujących dla statków rejsowych. Praktycznie wszystkie autobusy zostały wymienione na elektryczne. Również autobusy wodne są zasilane na prąd. Jesteśmy też bardzo dumni z tego, że woda w kanałach kopenhaskich jest na tyle czysta, że można się w niej kąpać.
À propos wody. To prawda, że w Danii pijecie ją prosto z kranu?
Iga Faurholt Jensen: Jola, ja tu od 13 lat piję tylko wodę z kranu. Nie potrzebuję żadnego dzbanka z filtrem czy też filtra na samym kranie.
Czego warto spróbować w Danii?
Iga Faurholt Jensen: Na pewno hot dogów. Wiem, że to brzmi banalnie, ale Dania ma długoletnią tradycję, jeśli chodzi właśnie o tę przekąskę. Ponadto smørrebrød, czyli "otwarta kanapka". Robi się ją na ciemnym, dobrej jakości pieczywie, ale najważniejszy jest obkład. Ten obkład jest bardzo wysoki, dlatego tych kanapek nie da się jeść ręką - potrzebujemy do tego noża i widelca. Takim daniem narodowym jest tutaj stegt flæsk, czyli pieczony boczek z sosem pietruszkowym. Poza tym kuchnia duńska przypomina trochę naszą polską, bo też bazuje na ziemniakach. Dania również praktycznie co roku odbiera jakąś gwiazdkę Michelin. Kraj ten stał się takim epicentrum gastronomicznym, gdzie jedzenie robi się na bardzo wysokim poziomie i jest wiele renomowanych restauracji.
Dużo rozmawiałyśmy o zaletach Danii, a czy życie w tym kraju ma jakieś wady?
Iga Faurholt Jensen: Zawsze jest mi ciężko mówić o wadach. Może dlatego, że nie są to wady, które utrudniają mi życie. Przez pierwsze lata najgorsze były dla mnie warunki pogodowe. Teraz to już się zmieniło, bo nauczyłam się sztuki hygge. Zaczęłam odkrywać, że mogę wybrać się na koncert, iść tu czy tam – to robili Duńczycy, więc poszłam w ich ślady. W końcu przestałam zwracać uwagę na pogodę. Zmieniło się moje nastawienie - skoro nie mam wpływu na warunki, po co mam zużywać energię na rozmyślanie czy pada, czy jest zimno itd. Po raz kolejny wspomnę tutaj o moim mężu. On zawsze mówił: "Boże, tyle narzekasz, tyle energii zużywasz, a przecież i tak nic z tym nie możesz zrobić". Za każdym razem ściągał mnie z tym czarnych "chmur myślowych". Teraz mamy jesień-zimę i naprawdę świetnie sobie radzimy. Spotykam się w gronie przyjaciół, chodzę na wydarzenia, odwiedzam muzea, także nie nudzimy się. Ten okres mija nam naprawdę w bardzo przyjemny sposób.
Posłuchaj całej rozmowy.
Źródło: CHILLIZET