Tęcza o 23, słońce po północy. "Nie mogę uwierzyć, że to miejsce naprawdę istnieje"
Dzień, który się nie kończy, zachód i wschód słońca jednocześnie, tęcza przecinająca niebo w środku nocy. Tak bywa na norweskich Lofotach. Między północą a drugą w nocy to moja ulubiona pora w arktycznym raju, który nie bez powodu od pierwszego wejrzenia wpisał się na listę moich „happy places”. Oto dlaczego.
- Zimą przyciągają światłami zorzy polarnej, latem światłem niegasnącego słońca. Od końca maja do połowy lipca Lofoty na Morzu Norweskim, już za kołem podbiegunowym, zachwycają niekończącym się dniem polarnym
- Ciągnące się przez ponad 150 kilometrów wyspy to raj dla miłośników outdooru i pieszych wędrówek
- Jeśli już planujesz podróże na 2026 rok, podpowiadam i proponuję moje 3 ulubione, niekonieczne najpopularniejsze szlaki na północy Norwegii, a do tego lofocką bucketlistę dla głodnych tych bardziej unikalnych doświadczeń
– Jeśli chcesz udowodnić, że jesteś wikingiem, musisz wykąpać się w morzu o północy – rzuca Jakob, jeden z poznanych na trasie Norwegów. Udowodniłam, o ile ten jeden raz wystarczy. Bo plaże na Lofotach, choć jedne z najpiękniejszych w Europie i owszem, wyglądają tropikalnie, potrafią zmrozić. W końcu jesteśmy za kołem podbiegunowym.
Kiedy podróżuję, stawiam na doświadczenia, a w świecie szukam jakiejś magii. Znalazłam ją między innymi tutaj - podczas nocnych, letnich wędrówek po norweskich Lofotach. Pod jednym ze zdjęć ktoś komentował, że wyglądają jakby wygenerowane w AI. Ja też tak je widzę. Dlatego po roku od pierwszej wizyty wróciłam za koło podbiegunowe i znowu pozwoliłam, żeby północne słońce odbierało mi mowę.
Lofoty na dzień polarny
Od końca maja do połowy lipca na półkuli północnej obszary znajdujące się na północ od koła podbiegunowego (66°33'39"N) są ustawione w stronę słońca. W efekcie słońce zatacza nad horyzontem długi łuk, ale nigdy go nie przekracza. Im bliżej bieguna północnego, tym dłużej trwa dzień polarny. Na tej samej zasadzie zimą następuje zjawisko przeciwne – noc polarna, gdy słońce w ogóle nie wschodzi.
Dlatego na Lofotach czas odczuwa się inaczej. Podczas dni polarnych, gdy słońce nie chowa się za linię horyzontu, można kompletnie stracić poczucie rytmu dobowego. Skoro dzień się nie kończy, można iść dalej, wejść wyżej, odkryć więcej. Wolność absolutna. Tu nic nas nie ogranicza. – Latem śpię mniej, ale żyję mocniej – śmieje się Jakob.
To wizja szczególnie kusząca dla backpackerów i fanów outdooru. Tu nie musisz biec na szlak, żeby zdążyć wrócić przed zmrokiem, ani szukać miejsca pod namiot przed zachodem słońca – zwłaszcza, że w Norwegii obowiązuje Allemannsretten - prawo do korzystania z natury, dzięki któremu możemy zasypiać i budzić się z najbardziej spektakularnymi widokami (z pewnymi wyjątkami i zachowując dystans przynajmniej 150 metrów od zabudowań). To trochę prawo, a trochę styl życia. Norweskie Ministerstwo Środowiska określa je jako spuściznę kulturową, a sami Norwegowie są z Allemannsretten szalenie dumni, choć też nie ukrywają, że po tym jak biwaki i noclegi pod chmurką upodobali sobie coraz liczniej przybywający do Norwegii turyści – niestety często bez poszanowania lokalnych zasad i natury - Allemannsretten bywa uciążliwe i budzi w norweskim społeczeństwie coraz większą frustrację, bo jego współczesne stosowanie przestało być zgodne z duchem tego prawa.
A turystów w ostatnich 20 latach przybywa intensywnie. Znaczący turystyczny skok odnotowano na Lofotach między innymi po premierze inspirowanej Lofotami „Krainy Lodu” w 2013 roku. Liczby robią wrażenie. W 2023 roku przez archipelag przewinęło się około miliona turystów, a to 40 razy więcej niż cała tutejsza populacja.W samej malowniczej rybackiej wiosce Nusfjord mieszkają 22 osoby, roczna liczba turystów? 90 tysięcy. Każdego dnia do wioski zjeżdża jakieś 50 autokarów.
– Turystyka zmienia to miejsce i to trochę boli –mówi Jakob. Po kilku latach od zakończenia studiów wrócił na Lofoty, chociaż nie taki był plan. – W Oslo pytali mnie: "po co tam wracasz?", "odludzie", "nie daje tylu możliwości". A dla mnie to nie odludzie, tylko czysta wolność. I naprawdę jestem dumny, że ludzie z całego świata przylatują tu, żeby zobaczyć Lofoty, tylko chciałabym, żeby pamiętali, że to nie tylko ładne tło do zdjęć. To jest nasz dom. A dom trzeba szanować – podkreśla.
Midnight Sun - tam, gdzie słońce nie zachodzi
– Natura jest niesamowita. Nie mogę uwierzyć, że to miejsce naprawdę istnieje - mówi Emma, która razem z dwójką dzieci przyjechała na Lofoty camperem z Niemiec. Zabrała mnie z drogi, gdy w środku nocy próbowałam dostać się na początek szlaku. – Przecież to światło w nocy wygląda jak w innym wymiarze – dodaje. Emma na co dzień jest fotografem, a jak mówi, na Lofotach każde ujęcie jest jak z pocztówki. – Nawet deszcz i mgła dodają uroku – opisuje. Gdy pytam o Lofoty spotkanych na trasie podróżników, wszyscy podkreślają to samo: natura, dzikość, nieopisane poczucie wolności i możliwość zresetowania się i odcięcia się od codzienności. Czyli chyba warto.
Już samo dotarcie na Lofoty to niemałe wyzwanie. Jeśli ktoś potrafi planować, i to z wyprzedzeniem (a to nie ja), to pewnie zorganizowałby to lepiej – ja w drodze powrotnej do Polski zaliczyłam prom i trzy samoloty. Ale warto było się tak gimnastykować i pewnie zrobię to znowu.
Archipelag lofockich wysp ciągnie się przez ponad 150 kilometrów. Tych głównych wysp jest siedem (Austvågøya, Gimsøya, Vestvågøy, Flakstadøya, Moskenesøya, Værøya i Røstlandet – część z nich łączą imponująco zaprojektowane mosty i tunele). Lofoty to fiordy, majestatyczne góry, ukryte w głębi urokliwe rybackie wioski, tradycyjne czerwone rorbuer (domki ulokowane przeważnie na palach nad brzegiem wody) i rajskie plaże. Na stałe mieszka tu ok. 25 tys. osób. To mniej więcej tyle ile w Wałczu czy Bielsku Podlaskim. Przy takiej gęstości zaludnienia, mimo rosnącej popularności wysp, na Lofotach można czasem poczuć się jakbyśmy byli tam zupełnie sami.
Żeby zobaczyć, jak słońce nie zachodzi, wcale nie trzeba docierać aż na Lofoty (z Polski łatwiej dotrzeć chociażby do wysuniętego jeszcze bardziej na północ norweskiego Tromsø czy na uwielbianą przez Polaków Islandię), ale gdy raz postawi się stopę na Lofotach, trudno tak po prostu o nich zapomnieć. Bo oglądanie tzw. Midnight Sun z widokiem na bajeczne fiordy, ośnieżone szczyty i wyrastające z Morza Norweskiego maleńkie wysepki malowane światłem na pastelowo o 1 w nocy prawdopodobnie dla większości odwiedzających jest jednym z piękniejszych podróżniczych doświadczeń.
Światło jest zresztą jednym z najbardziej spektakularnych elementów na Lofotach. Latem to ono jest tu na pierwszym planie. Gdy nie gaśnie, Lofoty przemienia w skandalicznie zieloną, pachnącą kwiatami krainę. Bywa co najmniej chłodno, bywa mokro, bywa wietrznie, ale jeśli osoba tak ciepłolubna jak ja wraca na daleką północ, żeby w środku lata w zimowej czapce i rękawiczkach zachwycać się niekończącym się dniem i przestawić się na tryb całkowicie nocny, to musi być to miejsce absolutnie wyjątkowe.
3 szlaki na Lofotach, które odbierają mowę
Nie z każdego miejsca da się zobaczyć północne słońce. Żeby go doświadczyć, trzeba szukać miejsc z otwartą perspektywą na północny horyzont. Na plaży otoczonej górami albo w dolinie, słońce o północy może być zasłonięte przez szczyty. W poszukiwaniu najlepszych widoków na słoneczny, nocny spektakl na Lofotach, warto udać się w kierunku lubianej wcale nie bez powodu wśród miłośników outdooru plaży Kvalvika. Równie bajeczne są Skagsanden, Uttakleiv, Eggum czy Unstad. Jeśli słońce chcesz oglądać o wiele wyżej niż z poziomu morza, możliwe, że trafisz na prawdopodobnie zatłoczony w pogodny dzień Reinebringen (448 m n.p.m., na który prowadzą niemal w całości schody sherpa), może na Hoven (368 m n.p.m.), Mannen (400 m n.p.m.) albo Ryten (543 m n.p.m.). A ja zaproponuję ci trzy inne miejsca, które o północy na północy skradły moje serce.
Delpsaksla - Matmora
To mój numer jeden. Szlak o długości 9,3 km jest uznawany za trudny, ale bardziej kondycyjnie niż technicznie, choć ma kilka wymagających użycia rąk odcinków. Przewyższenie - 836 m. Szlak można zacząć w dwóch różnych miejscach. Proponuję wystartować po południu lub wieczorem w Delp i zatrzymać się na dłuższą chwilę nad Delpsaksla (374 m n.p.m., tu turyści zwykle kończą wędrówkę), a potem kierować się przyjemną i długą linią grzbietu w stronę prawdopodobnie ośnieżonego szczytu Matmora (789 m n.p.m.). Zejście strome i męczące, ale warto szaleć tak. Panoramiczny widok ze szczytu wynagradza trudy wędrówki. Szlak nie jest dobrze oznaczony, warto wyposażyć się w mapę offline.
Kvalvika – Ryten - Fuglhuken
Fragment tej trasy jest popularny, bo wiedzie przez pocztówkową plażę Kvalvika. Zaczynamy w Torsfjord niedalego miasteczka Fredvang. Do samego szczytu Ryten (543 m n.p.m.) mamy 8,7 km. Po drodze zatrzymamy się na malowniczej i odciętej od cywilizacji Kvalvice, gdzie obok prawdopodobnie dziesiątek innych piechurów, można rozbić namiot i późnym wieczorem skierować się na Ryten. Obecnie na najbardziej stromym odcinku trasy budowane są schody w stylu sherpa, część została już oddana do użytku. Turyści to właśnie na Ryten zwykle kończą wędrówkę, ale można iść jeszcze dalej – w stronę Fuglhuken (557 m n.p.m.), bo z Ryten to już przyjemny spacer, a oferuje jeszcze lepsze widoki.
Vindstad - Bunes - Helvetestinden
To zdecydowanie nie jest trasa dla każdego. Szlak prowadzący na Helvetestinden jest niestabilny, stromy, wymagający. Na górze duża ekspozycja. Już na starcie wita nas znak ostrzegający, że wejście jest na własną odpowiedzialność. Ale Helvetestinden to satysfakcjonująca przygoda. Żeby móc w ogóle się tu wspinać, trzeba z miasteczka Reine złapać łódkę, która zabierze nas w głąb fiordu, do wioski Vindstad – nie da się tu dotrzeć inaczej. Dalej wędrówka w kierunku plaży Bunes, która tak jak Kvalvika jest usłana namiotami, i dopiero wtedy w górę - na 606 m n.p.m. z widokiem na Morze Norweskie i nasz namiot przy białej Bunes. Całość od wioski na szczyt to 8,7 km przy 571 m przewyższenia.
Przemierzyć choć jeden szlak nocą (a może i każdej spędzonej na Lofotach nocy?) to doświadczenie, które zasługuje na to, żeby znaleźć się na każdej podróżniczej bucketliście. Tu czas przestaje mieć znaczenie, nie trzeba zerkać na zegarek i ścigać się ze słońcem. Zresztą to jest „północne słońce” - inne niż to, które znamy.
„God tur!” - udanej podróży.
Lofoty – wskazówki i informacje praktyczne
- Na Lofoty, nie wybierając własnego transportu, można dotrzeć na wiele sposobów, chociaż każdy jest czasochłonny i wymaga nieco planowania. Najwygodniej dotrzeć z przesiadką w Bodø (dalej 3-godzinny prom do Moskenes na Lofotach) lub Tromsø (potem samolotem – do Leknes (Lofoty), Svolvær (Lofoty) albo pobliskiego Evenes). Można też wybrać opcję przez Oslo – a ze stolicy Norwegii samolot albo pociąg do Bodø – ale to 17-godzinna podróż z przesiadką w Trondheim
- Przez Lofoty ciągnie się właściwie jedna droga (E10) – liczy 230 kilometrów i rozciąga się od Raftsundet do Å (pomiędzy wyspami Austvågøya i Hinnøya), prowadząc przez góry, plaże i fiordy. Trasa jest uznawana za jedną z najpiękniejszych na świecie
- Wzdłuż głównej drogi można przemieszczać się lokalnymi autobusami, tych jednak nie kursuje wiele, trasę trzeba więc dobrze planować
- Na Lofotach znajduje się kilka campingów: Sandvika albo Skårungen w Kabelvåg, Lofoten Beach Camp w miejscowości Flakstad, Hov camping (Gimsøy), Rystad, Moskenes, Lyngvær i Sandsletta Camping (Laukvik)
- Dzień polarny na Lofotach trwa od końca maja do połowy lipca – przez ok. 6–7 tygodni
- Warto zabrać ze sobą opaskę na oczy do snu
- W ciągu jednego dnia trzeba być gotowym na każdą porę roku
- Średnia temperatura latem to około 12–15 st. Celsjusza, ale jeśli świeci słońce, temperatura odczuwalna będzie bardzo wysoka, w górach znacznie zimniej i wciąż zalega śnieg
- Jeżeli wybierasz noclegi pod dachem i wynajem samochodu, rezerwuj z dużym wyprzedzeniem
- Na Lofotach można wybrać się na wielorybie safari, ale sezon na obserwacje przypada od końca października do połowy stycznia. Do końca marca można dostrzec humbaki, od maja do września jest szansa na wypatrzenie orek
- Maskonury na Lofotach nie są tak liczne jak w innych miejsach na północy, największe szanse na ich obserwacje mamy na wyspach Værøy i Røst (od końca kwietnia do sierpnia)
- Norwegowie doskonale mówią po angielsku
- Niemal wszędzie zapłacisz kartą. Norwegia jest w dużej mierze bezgotówkowa. Tak, ceny są wysokie
- Przydatne aplikacje: AllTrails, Park4Night, Windy, Reis (do planowania trasy i zakupu biletów w transporcie miejskim)
Bucketlist – co robić na Lofotach w Norwegii?
- Wędrować po górach w środku nocy i oglądać Midnight Sun z jednego ze szczytów
- Wykąpać się w lodowatym morzu o północy
- W słoneczną noc spędzić noc pod gołym niebem
- Wybrać się na kajaki w świetle północnego słońca wzdłuż fiordu / arktyczny surfing w Unstad
- Spróbować co najmniej jednej lokalnej cynamonki w jednej z lokalnych bakeri
- Spróbować suszonego dorsza (sztokfisz) i zupy rybnej
- W zimną noc skorzystać ze spektakularnie położonej nad arktyczną wodą sauny
- Wypożyczyć rower i przemierzyć nim część trasy E10
- Dotrzeć do tradycyjnej rybackiej wioski Å na samym końcu drogi i spróbować kanapki z rybą w Sild & Simon
- Nie zostawić po sobie śladu – podróżuj zgodnie z zasadą leave no trace
- Zresetować się
Źródło: CHILLIZET