Tuwim widział w niej nadzieję polskiej literatury. Sąsiedzi wydali ją na rzeź
Była jedną z najzdolniejszych kobiet polskiego międzywojnia. Dlaczego historia Zuzanny Ginczanki do dziś budzi tak wielkie emocje?
- Jak wyglądało dzieciństwo Zuzanny Ginczanki po rozstaniu rodziców.
- Dlaczego Julian Tuwim odegrał ważną rolę w karierze Ginczanki.
- Jakie wyzwania napotkała Ginczanka w zdominowanym przez mężczyzn świecie literackim.
- Co charakteryzowało twórczość poetycką Ginczanki.
Zuzanna Ginczanka, a właściwie Zuzanna Polina Gincburg, urodziła się 22 marca 1917 roku w Kijowie. Pochodziła z zasymilowanej rodziny żydowskiej. Jej ojciec był z wykształcenia adwokatem, matka zaś zajmowała się domem. Jej rodzice rozstali się, gdy ta była jeszcze maleńkim dzieckiem. Jej wychowaniem zajmowali się dziadkowie, w szczególności babcia, Chaja Sandberg, która w Równem na Wołyniu prowadziła skład apteczny. Tam też Ginczanka spędziła dzieciństwo.
Zuzanna Ginczanka była nadzieją polskiej literatury
O jej talencie literackim zdano sobie sprawę dość szybko. Pierwsze wiersze pisała już jako dziesięciolatka i zamieszczała je na łamach szkolnej gazetki. Kontaktów z rodzicami nie utrzymywała - ci porzucili ją, gdy była jeszcze dzieckiem i sami też nie zabiegali o relacje z córką. Oboje wyjechali za granicę, a matka w zasadzie z obawy, że dorastająca Zuzanna "odbije" jej młodszego partnera. Edukację pobierała na Wołyniu w najbardziej prestiżowych szkołach. O to dbała babcia poetki, która też pielęgnowała jej literacką pasję.
W 1935 roku trafiła do Warszawy, w zasadzie wprost też do "Skamandra". Tam do grupy poetyckiej zaprosił ją Julian Tuwim, którego później podejrzewano zresztą o romans z młodziutką poetką. I rzeczywiście łączyła ich bliska relacja, ale kokieterii bynajmniej tam nie było. Tuwim był dla Ginczanki niczym mentor, protektor, a zarazem wierny wielbiciel jej twórczości. Był jej jak ojciec, którego w życiu poetki tak bardzo brakowało. Dzięki niemu otworzyła się przed nią warszawska bohema, w której wzrastała jako artystka. Jej poezją oczarowany był nawet sam Witold Gombrowicz, z którym miała przyjemność się przyjaźnić.
Literacko rozwijała się w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Była tak naprawdę jedną z niewielu poetek, którym udało się jako tako rozwinąć karierę w Polsce. Często zresztą mierzyła się z obrzydliwymi, szowinistycznymi komentarzami, jakie potrafił kierować do niej nawet Gombrowicz. Swój pierwszy i niestety ostatni tomik poezji wydała niecały rok po przyjeździe do Warszawy, choć w kręgach literackich znana była dużo wcześniej. Regularnie pisywała do "Szpilek", gdzie była jedyną kobiecą autorką. Udzielała się w życiu społecznym Warszawy, pisała satyry i tworzyła słuchowiska radiowe.
Była postacią niejednoznaczną. Z jednej strony uwielbianą i wręcz nadmiernie adorowaną przez mężczyzn, z drugiej skrzywdzoną, porzuconą i zagubioną. Jej liryka była zmysłowa, zachwycająca dojrzałością i odwagą. Głosiła pochwałę życia. Fascynowała ją m.in. kobiecość, co też wyraźnie podkreślała w wierszach. Pisała o seksualności, wrażliwości, a nawet powołaniu do macierzyństwa. Ginczanka mistrzowsko ubierała w słowa to, co najtrudniej było wyrazić. Wspominano ją jako osobę piekielnie inteligentną, dojrzałą i błyskotliwą; będącą nadzieją polskiej literatury i poezji.
Jej życie zakończyło się tragicznie, w 1944 roku. Po wybuchu wojny wyjechała z Warszawy i ukrywała się we Lwowie. Po trzech latach uciekła stamtąd do Krakowa, gdzie na rzeź wydali ją sąsiedzi. Donos trafił do gestapo, które wywlekło ją z domu i aresztowało. Poetka trafiła do więzienia Montelupich, a po przesłuchaniu przewieziono ją do celi przy ulicy Czarnieckiego. Po miesiącu przewieziono ją do obozu Kraków Płaszów, gdzie zginęła rozstrzelana przez esesmana.
Źródło: CHILLIZET