Ta artystka zasłynęła ingerowaniem w prywatność. Te prace do dziś budzą pytania
Sophie Calle jest jedną z najbardziej prowokacyjnych postaci w sztuce współczesnej. Jej twórczość sprowadza się do eksperymentów z pogranicza fotografii, literatury, dziennikarstwa i performance’u. Artystka często wchodzi w rolę detektywa lub osoby śledzonej, a jej upodobanie do podglądactwa budzi pytania o moralność i zasadność przekraczania granic.
- Jakie obszary życia interesują Sophie Calle.
- Który projekt wzbudził najwięcej kontrowersji.
- Jak działała artystka, zbierając materiał do projektu„Suite Vénitienne”.
Dla sztuki przełamywała granice prywatności. Zasłynęła tym śledztwem
Sophie Calle jest francuską artystką konceptualną, która zasłynęła z detektywistycznych skłonności. Interesuje ją intymna strefa życia człowieka – w związku z tym jej prace często eksplorują ten obszar na różne sposoby. Jednym z najbardziej znanych projektów Calle pozostaje „Suite Vénitienne” („Suita wenecka”) z 1979 r. Punktem wyjścia było pozornie mało znaczące zdarzenie: artystka obserwowała ludzi na ulicy. Podczas przyjęcia w Paryżu poznała mężczyznę, który jako przechodzień przykuł wcześniej jej uwagę. Rozmówca opowiedział jej o swoich planach wyjazdu do Wenecji. Calle postanowiła podążyć jego śladem. Przez kilkanaście dni śledziła Henriego B. (taki alias otrzymał obiekt obserwacji), ukradkiem robiła zdjęcia i tworzyła notatki, spisując trasy spacerowe i działania na wzór raportu detektywistycznego. Artystka rozmawiała też z ludźmi, którzy mieli w Wenecji kontakt z Henrim B.; udało jej się nawet przekonać jedną z mieszkanek miasta, by ta pozwoliła jej fotografować mężczyznę ze swojego okna. „Suite Vénitienne” bada trudną do wytłumaczenia fascynację obcym człowiekiem, dokumentuje jego podróż, ale nigdy nie ujawnia prawdziwej tożsamości. Henri B. pozostaje osobą z tłumu.
Zdarzało się, że Sophie Calle odwracała role i sama była obserwowana. W ramach „La Filature” („Śledzenie”) z 1981 r. artystka poprosiła swoją matkę o zatrudnienie prywatnego detektywa. Mężczyzna nie wiedział, że obiekt obserwacji miał świadomość okoliczności, w których się znalazł. Przez cały dzień podążał za Calle po Paryżu, robił zdjęcia i sporządzał szczegółowy raport. Autorka „La Filature” zestawiła jego pracę z własnymi notatkami z tego dnia, prezentując dwie wersje tej samej rzeczywistości. Notatki i fotografie detektywa, z pozoru obiektywne, okazały się dokumentacją wycinka z życia kontrolowanego przez osobę obserwowaną.
Zajrzała w życie obcego człowieka. Mężczyzna się o tym dowiedział
Żaden projekt w wykonaniu Sophie Calle nie wzbudził tak wielkiego skandalu, jak legendarny „The Address Book” („Książka adresowa”) z 1983 r. Głośna sprawa po raz kolejny zaczęła się niewinnie: Sophie Calle znalazła na jednej z paryskich ulic notes z nazwiskami, adresami i numerami telefonów. Postanowiła wykorzystać go do przedsięwzięcia artystycznego. Zaczęła kontaktować się z osobami ze stron książki adresowej i zadawać im pytania o właściciela, określanego jako Pierre D. W ten sposób tworzyła portret człowieka, którego nigdy nie poznała. Cała zawartość notesu została skopiowana, a własność Pierre’a zwrócono mu anonimowo. Niedługo później na łamach gazety „Libération” pojawiła się seria wywiadów ze znajomymi właściciela książki adresowej.
Jakiś czas później do gazety napisał wściekły twórca filmów dokumentalnych Pierre Baudry. To właśnie jego Calle określiła mianem Pierre’a D. Mężczyzna, stroniący zazwyczaj od rozgłosu, uznał działania artystki za poważne naruszenie prywatności i groził procesem sądowym. Wycofał się dopiero wtedy, kiedy artystka zaproponowała osobliwą rekompensatę poprzez publikację w „Libération” swojego nagiego zdjęcia.
Podglądanie i bycie podglądanym. Osobliwa sztuka Sophie Calle
Sophie Calle pracuje do dziś. Interesuje ją sztuka konceptualna – artystka skupia się raczej na procesie i przebiegu sytuacji, a niekoniecznie na celu. Zagląda do życia innych ludzi, ale i wpuszcza obcych do własnej intymnej przestrzeni. Jej projekty balansują między dwoma biegunami: ludzką ciekawością, przybierającą czasem formę podglądactwa, a potrzebą bycia dostrzeżonym. Granica między nimi jest zaskakująco cienka.
Źródło: CHILLIZET/artforum.com/theguardian.com/theransomnote.com