Bogusław Linda: "Te dwie role wykończyły mnie fizycznie i emocjonalnie"

3 min. czytania
Aktualizacja 09.04.2025
09.04.2025 11:08
Obserwuj nas w Google
---- ----

Genialny aktor, dobry reżyser i świetny nauczyciel – Bogusław Linda. Zagrał w wielu świetnych filmach u bardzo znanych reżyserów, ale... dwie role szczególnie zapadły mu w pamięć, bo wyczerpały go fizycznie i emocjonalnie. "Długo po nich dochodziłem do siebie" – wyznał w jednym z wywiadów. 

Bogusław Linda
fot. Michal Wozniak/East News/ na zdj. Bogusław Linda
--1-- ----
  • Bogusław Linda przyznaje, że dwie role filmowe szczególnie go wyczerpały fizycznie i emocjonalnie
  • Metoda Stanisławskiego jest obca Bogusławowi Lindzie, jego zdaniem kluczem do aktorstwa jest: intuicja i ciekawość ludzi

Bogusław Linda to postać wybitna w polskiej kinematografii. Nazywa się go aktorem kina moralnego niepokoju, bo grane przez niego postacie są niejednorodne, zmuszają do myślenia. W czasach PRL grał w wielu genialnych produkcjach filmowych, ale niestety najczęściej lądowały one na półkach w magazynach filmowych, blokowane przez cenzurę (tzw. półkowniki). Największą popularność i rozpoznawalność zyskał w latach 90., gdy zagrał w "Psach", "Krollu", czy "Mieście prywatnym". Można powiedzieć, że wykreował na ekranie nowy typ bohatera: dojrzałego, nonszalanckiego, twardego, magnetycznego mężczyznę, który pod tą zbroją jest wrażliwy i w pewien sposób cierpiący. Wypowiadane przez jego postacie kwestie, wciąż uważa się za kultowe (np. "Nie chce mi się z Tobą gadać"). Obecnie rzadko można go zobaczyć na wielkim ekranie, także dlatego, że w ostatnim czasie rozwija się jako reżyser oraz nauczyciel (m.in. w Warszawskiej Szkole Filmowej).

"Te dwie role wyczerpały mnie fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie"

W podkaście "Rekonstrukcja Cyfrowa TVP", prowadzonym przez krytyka filmowego Łukasza Adamskiego, na pytanie: "Czy były jakieś role, które wykończyły Pana emocjonalnie?", Bogusław Linda szczerze przyznał, że były takie role.

– Tak. Były dwie takie role. Nazywam je "początkiem mojej kariery" i "końcem mojej kariery". Pierwszy z nich to "Kobieta samotna" (w reżyserii Agnieszki Holland – dopisek redakcji). Ten film fizycznie i emocjonalnie mnie wykończył. Byłem wypruty po tym filmie – opowiadał Bogusława Linda i dodał: – Musieliśmy siedzieć w Budach pod Wrocławiem. Żeby grać, czyli być w tych sytuacjach, trzeba było to przeżyć, bo inaczej nie da się tego zrobić.

Aktor wcielił się w tym filmie w postać Jacka Grochali, niepełnosprawnego, zrozpaczonego i odtrąconego przez kobietę człowieka (ogromna miłość z tragicznym finałem). Dostał za tę rolę w 1988 r. na 13. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni nagrodę za najlepszą aktorską rolę.

Drugim filmem, który go wiele kosztował (pod względem fizycznym i emocjonalnym), były "Powidoki" w reżyserii Andrzeja Wajdy, gdzie wcielił się w rolę malarza Władysława Strzemińskiego.

– Drugą postacią, która kosztowała mnie wiele, był Strzemiński. Ta łódź, do której musiałem wejść i przeżyć te trzy miesiące. Te kule, które prawie trwale uszkodziły mi lewą rękę (bo miałem bezwład przez trzy miesiące) – opowiadał Łukaszowi Adamskiemu i dodał: – Nie mogłem się podnieść po tych dwóch rolach, filmach. Bardzo długo dochodziłem do siebie. Fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie.

Redakcja poleca

Z czego czerpie Bogusław Linda, przygotowując się do roli?

Metoda Stanisławskiego, angażująca i umysł, i ciało aktora, jest obca Bogusławowi Lindzie.

– Nie działam w ten sposób, że najpierw analizuję siebie i podstawiam to pod rolę. Działam raczej intuicyjnie, zastanawiam się, co tego typu facet mógł odczuwać – tłumaczył w podkaście "Rekonstrukcja Cyfrowa TVP", opublikowanym na YouTubie i dodał: – Oczywiście dużo podróżuję, dużo przeżyłem, więc odnajduję takie częściowe fragmenty, ale bardziej ze spotkań z innymi ludźmi, niż z siebie. Jestem ciekawy ludzi i ciekawy życia. Zawsze byłem i to jest taka rzecz, która mi pomaga w zawodzie. Trzeba być szczerym, zastanowić się, jak ja bym się zachował, gdybym był tym gościem.

Aktorowi bliżej jest do Roberta de Niro, który uważa, że nie trzeba znać gangsterów, czy przebywać na posterunkach policji, by zagrać dobrze ganstera. Po prostu trzeba umieć patrzeć na życie. Zdaniem Bogusława Lindy wiele też zależy od scenariusza, nie od aktora.

– Jeżeli są scenariusze, w których nie ma możliwości zobaczenia wnętrza postaci, to co można zagrać oprócz pokazania słów? To zawsze będą tylko słowa. A jeśli jest dobry scenariusz... to wtedy widać, czy ktoś jest dobrym aktorem, czy nie – tłumaczył Bogusław Linda i dodał: – Od kina oczekuję bajki, że przeniesienie mnie w inny wymiar, że pozwoli mi płakać, śmiać się, że będę mógł przeżywać pewne rzeczy, które chciałbym przeżyć, lub których nigdy nie chciałbym przeżyć, ale robię to bezpiecznie, siedząc na sali kinowej lub w domu przed dużym telewizorem.

Aktor przyznał, że zdarza mu się płakać, śmiać na filmach i jest to dla niego wyznacznik, czy film jest dobry, czy nie.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ Podcast "Rekonstrukcja Cyfrowa TVP" - Bogusław Linda - odcinek 6 na YouTubie