Zanim zdobył Nobla, był kolejarzem i medium. Życie Polaka to gotowy scenariusz serialu

4 min. czytania
Aktualizacja 04.12.2025
04.12.2025 10:35
Zareaguj Reakcja
---- ----

100 lat temu odszedł Władysław Reymont – pisarz, którego życiorys mógłby spokojnie posłużyć jako scenariusz do serialu pełnego zwrotów akcji. Zanim zdobył literackiego Nobla, był krawcem, kolejarzem, aktorem, a nawet medium spirytystycznym. 

100 lat od śmierci Reymonta. Jego życie to gotowy scenariusz serialu
fot. Zenon Zyburtowicz/East News
--1-- ----
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jakie były pierwsze zawody Władysława Reymonta przed rozpoczęciem kariery literackiej.
  • Dlaczego Władysław Reymont zdecydował się dołączyć do wędrownej trupy aktorskiej.
  • Co sprawiło, że Reymontowi udało się osiągnąć finansową stabilność po 1900 roku.
  • Które dzieło przyniosło Reymontowi nagrodę Nobla i jak długo nad nim pracował.

Zanim został noblistą, był krawcem i medium. Niezwykła droga Władysława Reymonta

Władysław Reymont, a właściwie Stanisław Władysław Rejment, urodził się 7 maja 1867 roku we wsi Kobiele Wielkie niedaleko Radomska (województwo łódzkie). Rok później wraz z rodziną – ojcem Józefem, organistą i sekretarzem kancelarii parafialnej, matką Antoniną oraz rodzeństwem – przeprowadził się do Tuszyna pod Łodzią. Reymont zdecydowanie nie należał do szkolnych orłów. Rodzina, kompletnie zrezygnowana jego brakiem sukcesów, postanowiła dać mu w ręce porządny fach. Trafił więc do Warszawy, gdzie szwagier prowadził zakład krawiecki. Cztery lata spędzone przy igle nie przyniosły jednak przełomu. Choć egzamin na czeladnika zdał, jego kariera krawca zakończyła się szybciej, niż zaczęła. Później pracował w handlu.

Gdy zaczął szukać swojego miejsca w świecie, odkrył w sobie pasję do literatury i teatru. Dołączył do wędrownej trupy aktorskiej, z którą występował pod pseudonimem Urbański. W praktyce był miernym aktorem i grywał głównie epizody. "Lubię teatr, lubię ten gwar publiczności, ten szelest afiszów, suwanie krzeseł, to ciepło zakulisowe (…) ten rodzaj udręczenia, jakie sprawia trema (…) Człowiek zapomina na kilka godzin o całym życiu, nędzy, upokorzeń i szaroty - i płynie, wchłania w siebie inną atmosferę, zdaje się być innym, choć to tylko nerwy dostają karmę" – napisał Reymont w swoim dzienniku z 1892 roku.

Redakcja poleca

Później przyszły kolejne profesje: robotnik na kolei, a nawet medium spirytystyczne. W 1891 roku Reymont napisał pierwsze opowiadanie "Pracy!". Niedługo później powstały kolejne utwory. Mimo to artysta żył w skrajnej biedzie. "Warunki mieszkaniowe były tak trudne, że korzystał ze światła i ciszy w katedrze Świętego Jana, spędzając w niej długie godziny na pisaniu" – podał Józef Rurawski w książce "Władysław Reymont". Z powodu nędznego ubrania został kiedyś wyproszony z kawiarni. Innym razem woźna jednej z warszawskich redakcji nie chciała go zostawić samego w przedpokoju, obawiając się o bezpieczeństwo umieszczonych tam na wieszakach palt redaktorów.

Władysław Reymont miał już wtedy na koncie kilka powieści: "Pielgrzymka do Jasnej Góry", "Komediantka" czy "Fermenty". To wtedy napisał również "Ziemię obiecaną", która zwróciła uwagę nie tylko kół literackich, ale też carskiej policji. Książka została opublikowana z licznymi skreśleniami cenzury, a sam pisarz wyjechał dla bezpieczeństwa za granicę.

Władysław Reymont zmarł w wieku 57 lat. "Los zadrwił sobie ze mnie"

Kolejny przełom w życiu Reymonta nastąpił po wielkiej katastrofie kolejowej pod Warszawą w 1900 roku, w której pisarz ciężko ucierpiał. Wygrał proces z dyrekcją kolei, a odszkodowanie dało mu po raz pierwszy w życiu finansową stabilność. Z tej wolności narodziło się jego największe dzieło, czyli "Chłopi", nad którymi pracował w sumie siedem lat. W międzyczasie autor wziął ślub z Aurelią z domu Szacsznajder. 

"Nie znało się bardziej towarzyskiego odeń człowieka. Gościnność jego przechodziła w legendę. Słynęły jego obiadki i kolacyjki, na których pani Reymontowa dawała dowody talentu kulinarnego, równego uzdolnieniom pisarskim jej męża. Żył nieustanną potrzebą obcowania z ludźmi. Jeśli tylko nie był zajęty pisaniem lub gdy tylko skończył dzienne swoje pensum, któremu poświęcał czas od wczesnych godzin rannych do trzynastej, najwyżej czternastej - natychmiast wypływał na świat, czy to na umówione już z kimś spotkanie, czy do kawiarni, gdzie niechybnie złowi miłe towarzystwo" – zauważył Adam Grzymała-Siedlecki.

Stefan Wechecki "Wiech" w swoich wspomnieniach "Piąte przez dziesiąte" napisał natomiast: "Otóż z ramienia PCK udałem się kiedyś do sławnego pisarza, żeby odebrać aforyzm, który miał dla naszej instytucji napisać. Po chwili na wewnętrznych schodach prowadzących do gabinetu z pięterka ukazał się laureat Nobla. Wyglądał jak na portrecie, z tą różnicą, że ręką trzymał się za twarz. Nie zdążyłem się odezwać, kiedy Reymont powiedział po prostu: Wie pan, tak mnie cholera, zęby bolą, że nie byłem w stanie nic dla was napisać. Może jutro. Bardzo serdecznie przepraszam. Wtedy się przekonałem, że wielkość chodzi często w parze z prostotą i skromnością".

W 1924 roku Reymont został drugim polskim laureatem literackiego Nobla. Niestety, sława przyszła w momencie, gdy zdrowie pisarza szybko gasło. "Jakże chory jestem, bez sił, cóż mi po sławie i pieniądzach. Los zadrwił sobie ze mnie" – napisał Polak do Louisa Schoella, autora francuskiego przekładu "Chłopów". Ostatnie lata spędził w Kołaczkowie, z dala od miasta, rzadko pokazując się publicznie. Zmarł 5 grudnia 1925 roku w wieku zaledwie 57 lat. Pisał został pochowany na cmentarzu Powązkowskim, zapoczątkowując Aleję Zasłużonych. Urnę z sercem pisarza zamurowano natomiast w filarze kościoła św. Krzyża w Warszawie.

Nie przegap

Źródło: CHILLIZET/PAP(Katarzyna Krzykowska)