Nie dawaj dziecku telefonu podczas posiłku, to może mieć fatalne konsekwencje

9 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
02.01.2024 19:04
Zareaguj Reakcja
---- ----

To, co jemy i jak jemy, ma ogromne znaczenie, zwłaszcza w dzieciństwie. Wszelka forma kontroli może mieć fatalny wpływ na wybory żywieniowe dziecka. Jak reagować, gdy dziecko odmawia jedzenia? O tym mówi psycholożka Maja Dudkowska.

Dziecko podczas posiłku
fot. Shutterstock
--1-- ----

Dając naszym dzieciom telefony lub tablety podczas posiłku uniemożliwiamy im wyregulowanie uczucia sytości i głodu. Gdy dziecko coś ogląda i cała jego uwaga skupiona jest na ekranie, jego układ nerwowy zapomina dać sygnał: "jestem najedzony" albo "jeszcze bym zjadł". W takiej sytuacji dziecko je tyle, ile rodzic włoży mu do buzi, a nie tyle, ile potrzebuje. Dlaczego wspólne spożywanie posiłków jest tak ważne? Dlaczego różne wspomnienia wiążą się z naszym węchem lub smakiem? O tym opowiada Maja Dudkowska, psycholożka, diagnostka, specjalizująca się w pracy z dziećmi i młodzieżą w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii, w poradniach psychologicznych i psychologiczno-pedagogicznych.

Daria Ładocha: Jesteśmy w restauracji i widzimy rodziców zamawiających jedzenie. Najczęściej są to nuggetsy, bo nic innego nie ma, a później... włączają dziecku jakieś urządzenie elektroniczne, tablet lub telefon. Czy to w porządku?

Maja Dudkowska: To zależy w jakiej sytuacji, czy w oczekiwaniu na posiłek, czy podczas posiłku. Bo to są dla mnie dwie różne sytuacje. Natomiast, ani w jednej, ani w drugiej nie jest to korzystne, ponieważ czekając na posiłek, warto spędzić czas wspólnie, porobić coś razem, porozmawiać, np. powiedzieć, że kucharz potrzebuje czasu na przyrządzenie jedzenia. To jest taka prosta sytuacja społeczna, ale wiele może wnieść i pomóc w zrozumieniu, dlaczego musimy poczekać na jedzenie. Wiemy, że dzieci bywają niecierpliwe, dorośli zresztą też, ale rozmowa może umilić czas oczekiwania. Dając dziecku telefon, tworzymy pozory sytuacji, że czekać nie trzeba, że możemy coś w tym czasie robić. Natomiast w czasie spożywania posiłku podawanie urządzenia elektronicznego jest niekorzystne, bo funkcje koncentracji uwagi mają swoje ograniczenia i rozwijają się wraz z wiekiem. Dziecko, w wieku od 2 do 5 lat, może mieć problem z wykonywaniem dwóch czynności jednocześnie, a tu musi i jeść, i oglądać. Oczywiście są dzieci, które sobie z tym radzą, ale dla większości maluchów będzie to bardzo trudne zadanie. W przetwarzaniu wzrokowym bierze udział część naszego układu nerwowego, a to pochłania ogromną część naszej uwagi i nie ma na nic innego miejsca. Dziecko wpatrzone w ekran otwiera buzię mechanicznie...

Daria Ładocha: ...a rodzic wkłada mu jedzenie w usta. Zdarza się, że sam w tym czasie scrolluje telefon. Trochę to wygląda na przemocowe działanie. Co o tym myślisz?

Maja Dudkowska: Poruszyłaś dwie ważne sprawy. Pierwsza, czyli scrollowanie telefonu przez rodziców. Tutaj mamy do czynienia z uczeniem się na podstawie modelowania. Jeżeli dziecko widzi, że rodzic scrolluje telefon podczas jedzenia, to myśli: "to jest ok, ja też będę to robił". Należy więc zacząć od siebie i pilnować się podczas posiłku. Najlepiej odłożyć wszystkie elektroniczne urządzenia z dala od zasięgu naszego wzroku i rąk, by spokojnie spożyć posiłek.
Natomiast jeśli chodzi o aspekt przemocowy podczas karmienia dziecka... Nie do końca tak to widzę. Mamy tu raczej do czynienia ze szkodliwym kształtowaniem nawyków żywieniowych. My po prostu uniemożliwiamy naszym dzieciom wyregulowanie uczucia sytości i głodu. Gdy dziecko coś ogląda i cała jego uwaga skupiona jest na ekranie, jego układ nerwowy zapomina, dać sygnał: "jestem najedzony" albo "jeszcze bym zjadł". W takiej sytuacji dziecko je tyle, ile rodzic włoży mu do buzi, a nie tyle, ile naprawdę potrzebuje. Tu mamy też do czynienia z sytuacją, w której rodzic "zawsze wie najlepiej", czyli ile dziecko ma zjeść, kiedy ma pójść spać etc. Bardzo często jest przekonany, że kiedy tak wykarmi dziecko podczas tego oglądania, dokładnie taką ilością jedzenia, jaką uważa za słuszną, to posiłek jest zaliczony.

Redakcja poleca

Daria Ładocha: Przypomniała mi się pewna sytuacja. Widziałam dziecko, które dłubało widelcem na talerzu. Miało na nim buraczki, mięso oraz ziemniaki. Rodzic chciałby, aby dziecko zjadło wszystko, ale dziecko jadło tylko jedną rzecz. Rodzic wie, że dziecko za godzinę będzie głodne. Co w takiej sytuacji zrobić?

Maja Dudkowska: Jest taki czas, kiedy nasze dziecko odmawia jedzenia, bądź wybiera swoje ulubione składniki, albo mówi, że ziemniaczki nie mogą dotknąć kotleta etc. Dla nas, osób dorosłych, są jakieś absurdalne zachowania żywieniowe, mogą nas nawet oburzać. Natomiast jest to naturalny etap rozwojowy, który występuje mniej więcej pomiędzy 2. a 5. rokiem życia. W tym okresie pojawiają się właśnie takie zachowania wybiórcze. To zupełnie normalne i uwarunkowane ewolucyjnie (dziecko ma się obawiać nieznanych sobie produktów, aby się nie zatruło). W obecnych czasach jest tak, że to my rodzice podajemy naszym dzieciom jedzenie, ale dawniej tak nie było. Poza tym jest to też czas, kiedy zmienia się osobowość naszego dziecka. Ono bardzo wyraźnie chce stanowić samo o sobie. W kuchni, podczas jedzenia posiłku może to zamanifestować, np. chcąc zjeść tylko ziemniaki. I tu nie chodzi o przygotowane danie, tylko o trening z asertywności i niezależności.

Daria Ładocha: A kuchnia to jest miejsce, gdzie najbardziej można to matce pokazać, bo ona przecież się tam tak bardzo stara, prawda?

Maja Dudkowska: Bo w kuchni się w ogóle bardzo wiele dzieje, tam jest ogromny potencjał do treningu umiejetności społecznych. I nasze dzieci z tego korzystają.

Daria Ładocha: Rozprawmy się z mitem niejadka. Czy on istnieje, czy nie istnieje? Co to w ogóle znaczy? Dlaczego jedne dzieci pałaszują wszystko ze smakiem, a inne nic nie chcą jeść?

Maja Dudkowska: Myślę, że jest to związane z okresem, o który wspomniałam wcześniej, tj. 2.-5. rokiem życia. Rzeczywiście może pojawić się taka tendencja do odmawiania zjedzenia posiłku, do wybierania tylko niektórych produktów. Często jest tak, że przez kilka tygodni dziecko je tylko zupę pomidorową i to jest dla niego wystarczające. Jest to naturalny etap i warto wówczas obserwować, w jakim kierunku będzie się to rozwijało. Podążać za dzieckiem, tj. szanować jego wybory, starać się do nich dostosować, pamiętając jednocześnie, że jest to tylko etap w życiu dziecka i kiedyś minie. W ten sposób nauczymy dziecka elastyczności, tego, że w kuchni mamy wybór. Bo to, że dziecko odmawia jedzenia, to nie znaczy, że te piękne, kolorowe rzeczy mają się na jego talerzu nie pojawiać. Powinny nawet każdego dnia. A dziecko powinno mieć wybór i decydować, czy to zje, czy nie. Badania pokazują, że po 8-10 ekspozycjach nieznanego produktu dziecko nabierze pewności, opatrzy sobie ten produkt (bo one je wielozmysłowo, m.in. patrząc na nasze posiłki, na ich strukturę, wygląd, zapach, a nawet smak). Jeśli będzie mogło go dotknąć, przenieść z talerza na talerz, powąchać, to jest spora szansa, że po jakimś czasie spróbuje go, ale tylko w sytuacji, gdy będzie miało taką dowolność. Jeśli będzie to pod groźbą kary, czy słodkiej nagrody, albo jeszcze innej kontroli zewnętrznej ze strony rodzica, to szansa na spróbowanie jest nieco mniejsza.
Oczywiście może być też tak, że ta odmowa jedzenia może przerodzić się w jakieś zaburzenie odżywiania albo w jakiś niekorzystny dla dziecka zwyczaj żywieniowy. Musimy zachować ostrożność.

Podawanie urządzenia elektronicznego dziecku w czasie spożywania posiłku jest niekorzystne, bo funkcje koncentracji uwagi mają swoje ograniczenia i rozwijają się wraz z wiekiem. Dziecko, w wieku od 2 do 5 lat, może mieć problem z wykonywaniem dwóch czynności jednocześnie. Wpatrzone w ekran będzie otwierało buzię mechanicznie... - Maja Dudkowska

Daria Ładocha: Czyli odmawianie jest istotnym procesem uczenia się?

Maja Dudkowska: Wręcz niezbędnym procesem uczenia się jedzenia. To najczęściej dzieje się około 2. roku życia, gdy te procesy myślowe dziecka stają się bardziej złożone niż wcześniej. Stąd pojawia się lęk przed jedzeniem, lęk przed nieznanym. To wszystko jest ze sobą powiązane.

Daria Ładocha: Czyli jeśli mój partner ma 47 lat i do tej pory nie włożył do ust groszku, to trzeba mu go nakładać na talerz i czekać aż w końcu po niego sięgnie? (śmiech)

Maja Dudkowska: (śmiech) To jest fajna dygresja, która wpisuje się w temat. Bo jeśli dobrze się dzieckiem zaopiekujemy podczas tego okresu, to damy mu kompetencje i tę otwartość na próbowanie nowych smaków z czasem ono nabędzie.

Daria Ładocha: Mam tutaj przygotowaną taką wielką piątkę: strach, zawstydzanie, porównywanie, nagradzanie, karanie. Rozwińmy, proszę, ten wątek.

Maja Dudkowska: Są to metody, które zdaniem niektórych rodziców, mają zmotywować dzieci przy stole do tego, aby zjadać więcej, albo aby zjadać warzywa. Natomiast są to metody krótko działające. Może zadziałają dzisiaj, ale jutro mogą się już nie sprawdzić. Co więcej, mogą przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Taka zewnętrzna motywacja, zewnętrzna kontrola, szczególnie w zakresie takiego działania, jakim jest jedzenie, czyli coś bardzo indywidualnego, może spowodować, że przejście przez ten okres odmowy i lęku przed jedzeniem, może się po prostu wydłużyć lub nawet zostać z nami aż do dorosłości (jak wskazuje przykład z groszkiem).
Dlatego tak ważne jest, aby wspierać i pokazywać, że kuchnia, to jest miejsce, w którym możemy dokonywać wyboru, gdzie możemy mieć ochotę na różne składniki (dzisiaj na buraczki, a jutro już nie). Też warto zaobserwować i przyjrzeć się, jakie są indywidualne potrzeby naszego dziecka, ile ono tak naprawdę potrzebuje zjeść. W momencie kiedy narzucimy swoje dorosłe standardy obarczone jeszcze straszeniem (jak nie zjesz, to wyłączę telewizor), to nie zobaczymy, jaki jest naturalny cykl jedzeniowy naszego dziecka, który tak naprawdę jest kluczowy.

Daria Ładocha: Są dorośli, którzy byli zmuszani do jedzenia jako dzieci i teraz mają problem z próbowaniem nowych potraw. Ja natomiast wyjadałam wszystko wszędzie (nie bez powodu zostałam kucharzem). Czy stosując wielką piątkę w dzieciństwie, pozostawiamy ślad w dorosłości?

Maja Dudkowska: Oczywiście, że pozostawiamy. Spożywanie posiłków to nie tylko zaspokajanie potrzeb fizjologicznych, ale również okazja do treningu umiejętności społecznych. Ale też wielka moc emocjonalna. Jeśli zaczynamy zawstydzać, to wchodzimy w obszar bardzo silnych emocji, których efektem może być napięcie. Jest też coś takiego, jak pamięć emocjonalna. Jeśli nasze dziecko będzie kojarzyło posiłek z napięciem, to utrwali się to i będzie z nim szło aż do dorosłości.

Redakcja poleca

Daria Ładocha: Czyli warunkowanie… Mówiłyśmy o tym, że jak wyhodujemy sobie Tadka Niejadka, to on w dorosłym życiu również niechętnie będzie próbował nowych rzeczy. No właśnie, ale są też badania, które wskazuję, że ludziom, którzy zaczynają inaczej jeść w życiu dorosłym, zmienia się życie w wielu aspektach życia, m.in. w pracy, w rodzinie. Tak więc, gdy dołożycie do swojego steka sałatę, to może się okazać, że znajdziecie męża. To oczywiście uproszczenie (śmiech). Chciałabym jednak zapytać, jaka jest rola i pamięć zmysłów w jedzeniu? Bo ja, gdy czuję ciasto cynamonowe, to powracam pamięcią do sielskiej niedzieli, gdy moja babcia podczas drzemki, głaskała mnie po głowie. Nie ma szans, abym w tym momencie nie poczuła szczęścia.

Maja Dudkowska: Mam to samo. Zgadnij, co mi się przypomina, gdy czuję green curry? Przypominają mi się popołudnia w Twoim domu. Już mówię, dlaczego to tak działa. Okazuje się, że smak, węch, a także pamięć są bardzo blisko siebie w naszym układzie nerwowym. Naukowcy mówią, że między ośrodkiem, który odpowiada za magazynowanie naszych wspomnień, a ośrodkiem przetwarzającym węch biegnie prosta autostrada i te informacje mogą się stale wymieniać. Tak to działa: zapisujemy wspomnienia zapachem.

Daria Ładocha: Czy to specjalnie zostało tak zaprogramowane?

Maja Dudkowska: Tak, dlatego wokół jedzenia trzeba tworzyć atmosferę bliskości, neutralności, aby to nie była sytuacja kojarząca się z napięciem, bo nasz mózg tak to zapamięta.

Daria Ładocha: Dlaczego wspólne posiłki są tak ważne?

Maja Dudkowska: System rodzinny działa jak różnego rodzaju instytucje. Trzeba najpierw coś zainwestować, żeby czerpać korzyści. Jeśli chodzi o wspólne posiłki, to trzeba zainwestować czas. Zmiana nawyków trwa. Dlaczego jest to istotne? Bo kiedy jemy przed ekranem, czy sami, jemy więcej. To jest więc skorelowane z otyłością wśród dzieci. Ważne jest również, aby posiłki były niespieszną czynnością. Niestety, my wszyscy się ciągle spieszymy. Naprawdę warto wygospodarować jakieś 30-40 minut, zaplanować to sobie w kalendarzu. Wystarczy nawet jeden wspólny posiłek dziennie. Jeden czas, gdy jesteśmy wspólnie przy stole. Uważni na siebie, czyli słuchamy się, na co ktoś ma w danej chwili ochotę, a na co nie. To wpisuje się w tę dowolność, o której rozmawiałyśmy.

Spożywanie posiłków to nie tylko zaspokajanie potrzeb fizjologicznych, ale również okazja do treningu umiejętności społecznych.  - Maja Dudkowska

Daria Ładocha: Obiecałaś na koniec naszej rozmowy przepis.

Maja Dudkowska: Przepis na grę, która łączy w sobie emocje i jedzenie. Polega ona na tym, że każdy określa, z czym na przykład kojarzy mu się radość.

Daria Ładocha: Radość? Truskawki.

Maja Dudkowska: A złość?

Daria Ładocha: Wątróbka.

Maja Dudkowska: Smutek?

Daria Ładocha: Cykoria.

Maja Dudkowska: Polecam tę grę. Mogą w nią grać wszyscy członkowie rodziny. Dzięki temu możemy poznać nasze preferencje żywieniowe i wspólnie miło spędzić czas.

Daria Ładocha: Dziękuję Ci za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ Podcast "Daria nóż i już"