Afrodyzjaki – hit czy mit? Seksuolog: one kryją w sobie trochę magii
Czym są afrodyzjaki i na czym polega ich działanie? Co najlepiej zadziała na naszą witalność i popęd seksualny? Jak nawyki żywieniowe oraz zachowania przy stole działają na naszą wyobraźnię? O tym rozmawiamy z dr. Robertem Kowalczykiem, seksuologiem klinicznym, psychoterapeutą.
Jeremi Pedowicz: Dzisiaj porozmawiamy o afrodyzjakach, ale w szerszym kontekście, czyli o tym, czy pożywienie rzeczywiście może mieć wpływ na naszą potencję, libido, nasz popęd seksualny. Ostatnio słyszałem, że żeń-szeń jest skutecznym afrodyzjakiem. Czy to hit, czy mit?
Robert Kowalczyk: To zależy. Afrodyzjaki niosą za sobą pewną obietnicę, albo że wrócą siły witalne, albo że osoba, która je przyjmie, oczaruje lub zaczaruje się. Przynajmniej taki był pierwotny, magiczny element tych afrodyzjaków. Oczywiście teraz mamy badania, które wskazują na większą, bądź mniejszą skuteczność danej substancji. Nie ma cudownego preparatu, który nagle przemieni daną osobę. Pytanie brzmi: czego od tej substancji czy produktu oczekujemy? Jeśli chcemy oczarować partnera, partnerkę, to wykwintna kolacja z dodaniem określonych elementów, przypraw może nam pomóc ten efekt osiągnąć.
Skąd w ogóle wzięły się te afrodyzjaki?
Robert Kowalczyk: Nazwy im użyczyła Afrodyta, bogini miłości. To ogólna nazwa całej grupy produktów, które kojarzyły się z seksualnością. To oczywiście mogą być substancje, które wpływają na potencję, ale i produkty, których kształt uruchamiał skojarzenia, rozbudzał zmysły, był impulsem do jakiegoś działania.
Powiedziałeś, że są różne rodzaje afrodyzjaków. Ja bym je podzielił na te, które działają na nasz układ hormonalny, i na te, które poprawiają krążenie. Te ostatnie są chyba bardziej dla panów. Czy się mylę?
Robert Kowalczyk: Masz rację. Ale musimy pamiętać, że tych substancji, które wpływają na układ krwionośny, jest bardzo wiele. Została nawet wyodrębniona dyscyplina, która się tym zajmuje – kardioseksuologia. To pokazuje, jaką potęgą jest układ krwionośny. Można powiedzieć, że seks zaczyna się w sercu. Zresztą substancja czynna, która była testowana właśnie na choroby serca, na ciśnienie płucne – chodzi o sildenafil, weszła w skład tzw. niebieskiej tabletki. Ona zresztą początkowo była uważana za lek kardiologiczny.
Układ krwionośny ma niebagatelne znaczenie w funkcjach seksualnych i kondycja tego układu przekłada się na naszą sprawność seksualną. Takim wskaźnikiem problemów krążeniowych są zaburzenia erekcji, więc dbanie o układ krwionośny, może przyczynić się do dłuższego, zdrowszego, satysfakcjonującego życia seksualnego. Tak jak wspomniałem, jest wiele substancji, które kojąco wpływają na ten układ.
W takim przypadku okazuje się, że najlepszym afrodyzjakiem może być substancja, która wpływa na nasz układ krwionośny czy hormonalny. Moglibyśmy więc zrobić badania i w przypadku niedoborów uzupełnić je odpowiednimi substancjami i to one byłyby naszym afrodyzjakiem.
Robert Kowalczyk: To prawda. Patrząc najszerzej, to dobra, zdrowa kuchnia jest tym elementem, który będzie wspierał długi i zdrowy seks. Dbanie o to, co jemy, jest też dbaniem o naszą kondycję seksualną.
A czy dieta wegańska może wpływać negatywnie na męskie libido? Ta dieta przecież zakłada wykluczenie produktów odzwierzęcych, takich jak sery, mięso, jaja, które są bogatym źródłem cynku, a ten składnik ma wpływ na naszą potencją, prawda?
Robert Kowalczyk: Cynk bierze udział w syntezie testosteronu, więc rzeczywiście wpływa na libido, zwiększa płodność. Ale składnik ten znajduje się nie tylko w produktach odzwierzęcych. Jest on również w kiełkach pszenicy, pestkach dyni, czekoladzie, czy nawet w arbuzie, więc jeśli dieta jest zrównoważona i zróżnicowana, to cynku nie powinno zabraknąć. Niewskazane są monodiety, bo one mogą przyczyniać się do niedoborów. Dlatego trzeba być bardzo uważnym i dbać o to, by dieta była zbilansowana pod kątem ważnych dla organizmu składników. Ważne też, aby co jakiś czas robić badania i sprawdzać poziom pewnych składników w organizmie, np. witamin, czy minerałów. W razie konieczności suplementować je. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby te składniki były pozyskiwane z naszego pożywienia.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz, powinniśmy jeść to, co nam smakuje. Podam przykład ostryg. One uznawane są za afrodyzjak, bo zawierają mnóstwo cynku, ale jeśli my ich nie lubimy, a zjemy, zmuszając się do tego, to osiągniemy efekt odwrotny do zamierzonego.
A co z kofeiną? Czy ona może być afrodyzjakiem?
Robert Kowalczyk: Rzeczywiście po wypiciu napoju zawierającego duże ilości kofeiny możemy poczuć pobudzenie w organizmie. Pytanie: czy to pobudzenie przełoży się na pożądanie? Tak więc podwójne espresso może być wspaniałym afrodyzjakiem, ale nie zawsze.
Inna sprawa. Jesteśmy w studiu radiowym, w tle słychać muzykę, a przecież ona również może sprzyjać amorom. Niektórzy lubią tzw. pościelówy, czyli delikatne dźwięki, inni na przykład tybetańskie misy, ale jakby się tak przyjrzeć temu bliżej, to najwięcej seksu jest w... dyskotece.
Wspomniałeś tutaj o podwójnym espresso i przyszło mi do głowy pytanie o szybkość działania afrodyzjaków. Czy jak ktoś zje pół korzenia imbiru, to za godzinę będzie gotowy do igraszek?
Robert Kowalczyk: Myślę, że w afrodyzjakach jest przede wszystkim dużo magii. My bardzo chcemy wierzyć, że to zadziała i często działa, bo to efekt placebo. Stąd przykładano tak wielkie znaczenie do przygotowywania niektórych potraw. Wierzono też, że przypięcie do sukni ślubnej panny młodej lubczyku, który też jest uważany za afrodyzjak, da jej pomyślność.
Jeszcze raz podkreślę, dobra, zbilansowana, zrównoważona dieta poprawi nasze funkcje seksualne, ale ona nie może być stosowana doraźnie. Na przykład, jeśli na co dzień jadamy golonkę, a od czasu do czasu dorzucimy liść sałaty, to raczej nie za działa. W ten sposób nie osiągniemy żadnego pożądanego efektu.
Golonka nie...
Robert Kowalczyk: Nie, nie o to chodzi (śmiech). Golonka nie jest niczym złym, jeśli ktoś ją lubi, ale trzeba ją jeść z umiarem, czyli od czasu do czasu. Nie jestem zwolennikiem diet typu: tego na pewno nie, a to na pewno tak.
To może tak to ujmę: golonka tak, ale nie przed seksem.
Robert Kowalczyk: A przynajmniej nie za dużo tej golonki (śmiech). Ale zobacz, jak ta przyjemność jedzenia jest głęboko zakorzeniona w naszej kulturze. Ile satysfakcji czerpiemy z jedzenia! Jest nawet takie powiedzenie: "Jedzenie nigdy nie zawodzi". Jaką siłę ma w sobie ten posiłek. Gdy przygotujemy komuś bliskiemu obiad, kolację, a może nawet śniadanie, i podamy w określony sposób, to myślę, że niewiele osób oprze się takiemu działaniu. Wkładamy wiele serca w przygotowanie posiłku, wiemy, co taka osoba lubi i uwzględniamy to w menu.
Bardzo ciekawy jest też motyw karmienia się nawzajem. Na niektórych niezwykle stymulująco działa dzielenie się owocem, przełamywanie go. Szampan, wino też działają na podobnych zasadach.
Jedzenie działa na różne sposoby, nie tylko na smak, ale i na dotyk, wzrok, słuch. Ono buduje atmosferę intymności. Chodzi mi o to, że możemy przyjmować substancje poprawiające witalność, takie jak cynk, selen i tym podobne, ale to działanie nie będzie miało charakteru afrodyzującego, jak zjedzenie wspólnie posiłku.
Mówiliśmy o tym, jak dieta, czy nasze zachowania przy stole, mogą wpływać na nasz popęd, to może pomówmy o tym, czego lepiej nie jeść, by tej ochoty na seks nie stracić.
Robert Kowalczyk: Unikajmy rzeczy, których nie lubimy. Chodzi mi o to, że jeżeli coś nam sprawia przyjemność, a jest to rzecz dopuszczona do spożycia, to nie musimy z tego rezygnować, ale... jedzmy to z umiarem. Tak jest na przykład ze słodyczami. Często są one pokazywane w takich kontekstach erotycznych, ale gdybyśmy jedli tylko słodycze, to w dłuższej perspektywie źle by się to dla nas skończyło pod względem zdrowotnym. Więc zachęcam do umiaru, na każdej płaszczyźnie.
Wspólnie z Michałem Toczyłowskim stworzyliśmy taką książkę "Sex&Cook. Miłość od kuchni" i tam rozłożyliśmy potrawy na taki linearny model reakcji seksualnych. A więc na pożądanie jakaś przystawka, potem jest danie główne, czyli większe pobudzenie, orgazm. A potem odprężenie, czyli deser. Zbudowanie takiej narracji ma, moim zdaniem, ogromną moc. Ale, trzymając się te metafory, to raczej byłbym skłonny iść w kierunku szwedzkiego stołu, gdzie każdy może wybrać coś dla siebie, niż stołu tradycyjnego, na którym serwowane są ciężkie, zawiesiste potrawy, bo one mogą sprawić, że będziemy ociężali. Podobnie jest z alkoholem. Jest takie powiedzenie, że "alkohol daje chęć, ale odbiera moce". Oczywiście chodzi o nadmierne spożycie alkoholu. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) mówi, że nie ma dobrej, potencjalnej zdrowej dawki alkoholu. Ja z tym absolutnie nie dyskutuję. Natomiast uważam alkohol pity sporadycznie, czyli od czasu do czasu, w małych ilościach, do kolacji, może dać wiele radości. Tak jest zresztą ze wszystkim: z cukrem, tłuszczem... Wracając do tej wspomnianej wcześniej golonki, jeśli ktoś ma na nią ochotę i daje mu ona wiele przyjemności, odprężenia, czy nawet wigoru, to od czasu do czasu może ją zjeść.
Podsumowując, czasami zwykły lizak może okazać się afrodyzjakiem, o ile zjedzenie go daje nam przyjemność... Bardzo dziękuję za tę rozmowę.
Dr Robert Kowalczyk jest seksuologiem klinicznym, psychoterapeutą, biegłym sądowym, wykładowcą na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, Uniwersytecie SWPS oraz w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego. Jest też autorem i współautorem kilkudziesięciu publikacji medycznych i psychologicznych o zasięgu krajowym i międzynarodowym.
Źródło: CHILLIZET/ podcast "Tylko dla dorosłych"