To francuski sposób na szczęście? Słynne hasło, które mówi wszystko i nic
Chętnie szukamy gotowych filozofii na dobre życie, choć rzeczywistość bywa nieco bardziej skomplikowana. Sprawdzamy, co naprawdę kryje się za słynną francuską „radością życia”.
- Co oznacza termin „joie de vivre”.
- Na czym może polegać.
- Dlaczego przyswajane pojęcia z różnych kultur warto traktować jak ciekawostki, a nie gotowe recepty.
Czy istnieje sposób na szczęście? O tej frazie mówi się jak o recepcie od Francuzów
Każdy chciałby znaleźć uniwersalny przepis na szczęśliwe i pozbawienie zmartwień życie. Nasza codzienność wiąże się z całym spektrum emocji – zarówno wspaniałymi i wywołującymi uśmiech na twarzy chwilami, jak i trudnymi momentami. Wiele europejskich krajów rozmiłowało się w czytaniu o tzw. „wieloletnich sposobach na szczęście”, często błędnie interpretując pojęcia odległych kultur lub interpretując je na zachodnią modłę – stało się tak np. z japońskim ikigai. Nie ominęło to również pojęć pochodzących z państw w podobnym obrębie kulturowym: zdarza się, że włoskie powiedzenie „dolce far niente”, oznaczające „słodkie nicnierobienie” dość brutalnie zderza się z trudami natury ekonomicznej na południu kraju. Warto zatem traktować takie zamysły jako ciekawostki, a niekoniecznie gotowe recepty i zamysły uogólnione dla całego konkretnego obszaru.
Quiz: Słynne techniki manipulatorów. Rozpoznaj 11 szkodliwych zachowań w związku
Wśród popularnych powiedzonek często interpretowanych jako swoiste, małe filozofie szczęśliwego życia można wskazać również sformułowanie wywodzące się z języka francuskiego. „Joie de vivre” to dosłownie radość życia. W jaki sposób to interpretować?
„Joie de vivre”. Co oznacza? Jak może się przejawiać?
„Joie de vivre” ma nawoływać do wyrażania ogólnego uniesienia i zadowolenia z różnych rzeczy. W codzienności może przyjmować formę ogólnego poczucia szczęścia, motywującego nas do działania i sprawiającego, że czujemy się dobrze. Wpływają na to rozmaite rzeczy, np. pyszny posiłek, czas z najbliższymi czy słońce, które wychodzi zza chmury, gdy jesteśmy na spacerze.
W głębszym ujęciu „joie de vivre” to sztuka postrzegania samego istnienia jako witalnej siły. Argumentów można szukać w różnych koncepcjach filozoficznych. Szczególnie pasującą teorią wydaje się być w tym przypadku założenie Henriego Bergsona, który wprowadził do obiegu termin „élan vital”, czyli „pęd życiowy”. Pęd ma grać główną rolę w procesie życiowym – świat podlega bowiem ciągłemu rozwojowi i przemianom, a egzystencja jest strumieniem rozmaitych przeżyć i czynów, przy czym wolność pozostaje najwyższą wartością. Jeśli połączymy to ze „joie de vivre”, powstanie założenie, że zmienność życia i niekończące się doświadczenia o różnym charakterze powinny przynosić nam radość. Nie możemy zatrzymać pędu ani czynników zewnętrznych, ale bez wątpienia warto opanować umiejętność doceniania wielu chwil – nawet jeśli prostemu, francuskiemu powiedzonku nadano nadmiernie dużą wagę.
Źródło: CHILLIZET/britannica.com/philomag.com