„W góry zawsze było mi najbliżej”. Rozmowa z Katarzyną Ciejką o polskich górach

8 min. czytania
Aktualizacja 26.08.2024
26.08.2024 16:00
Zareaguj Reakcja
---- ----

Nie tylko wiosna i lato, ale także jesień to dobry czas na wyprawy w polskie góry. Warto to zrobić z wyjątkowym przewodnikiem pod redakcją Katarzyny Ciejki, twórczyni bloga Travelicious, która była gościnią Hanny Rydlewskiej w audycji „Edycja limitowana”. To przewodnik nie tylko po górach, ale również m.in. po smakach i kulturze polskich gór.

Ścieżka w Bieszczadach
fot. Shutterstock
--1-- ----

W podróż w polskie góry porywa czytelników czwarta już edycja „Vogue Polska Travel”. W poprzednich latach przewodnik skupiał się na mniej odkrytych regionach Polski, na atrakcjach, które czekają na nas w polskich miastach, wreszcie nad urokiem Bałtyku, nadmorskich kurortów i dzikich plaż. Teraz przyszedł czas na góralszczyznę. Gościnią „Edycji limitowanej” była redaktorka prowadząca Vogue Travel Katarzyna Ciejka, twórczyni bloga Travelicious, autorka książek, e-booków i podcastów, która opowiedziała o smakach, rzemiośle kulturze i wspaniałej przyrodzie od Bieszczad po Tatry.

Hanna Rydlewska: „Zawsze było mi najbliżej w góry, dlatego dla mnie to wydanie jest szczególne” – tak napisałaś we wstępniaku. Dlaczego w góry jest tobie tak blisko?

Katarzyna Ciejka: Bo ja jestem z południa, więc to oznaczało, że każda wycieczka szkolna, każda zielona szkoła, każda pierwsza wyprawa to były góry. I rzeczywiście, mój pierwszy wyjazd szkolny to była właśnie Krynica Górska. Jak pierwsze randki, to Zakopane. Z Krakowa, gdzie studiowałam, też zawsze było blisko do Zakopanego. W góry było mi bardzo po drodze. One są totalnie wyjątkowe.

I są bardzo zróżnicowane. Często, gdy słyszymy „polskie góry”, to myślimy automatycznie Podhale, Zakopane, ale mamy mnóstwo innych wspaniałych zakątków, które są warte odkrycia, chociażby Sudety czy Bieszczady. W jaki sposób przygotowujesz się do takiej wyprawy?

Katarzyna Ciejka: Bardzo fajnie, że podkreśliłaś to, że udało się złapać tę różnorodność poszczególnych regionów, bo naprawdę Bieszczady różnią się bardzo od Sudetów. Nie da się tego pomylić. Więc jak się dobrze zgłębi te przewodnik, to się już nie pomyli miejscowości w Sudetach i miejscowości w Beskidach. Mam przynajmniej taką nadzieję. A jak się przygotowuję? Raczej to jest plan. Zaczynamy przygotowania co roku już w styczniu, więc mamy wszystko zaplanowane, ale ja pozostawiam sobie dużo miejsca na spontaniczność, ponieważ większość najfajniejszych miejsc, które opisujemy, to są miejsca, które odkrywamy na żywo. Czyli jesteśmy tam, pytamy, dopytujemy, poznajemy ludzi, prosimy o rekomendacje i jedziemy w te inne miejsca, nawet jeżeli po prostu jesteśmy bardzo zmęczone i w ten sposób zawsze odkrywamy największe smaczki.

Używasz liczby mnogiej, warto powiedzieć, że w podróży towarzyszy ci dziennikarka kulinarna Małgosia Minta.

Katarzyna Ciejka: Tak, to ważne, bo bez niej to nie byłoby to samo. Ja nie mam aż takiego podejścia i tej wielkiej miłości do smaków jak Małgosia. Ona jest nieocenioną partnerką w tej podróży.

Sudety. Międzygórze opisujesz jako najpiękniejsze górskie miasteczko. Co przesądza o jego urodzie?

Katarzyna Ciejka: Zdecydowanie przemyślana architektura. Jak tam się jest, to jest wrażenie bycia nie w Polsce. Polska jest, oczywiście, niesamowicie piękna, ale spójność architektoniczna Międzygórza jest zachwycająca. Historia Międzygórza zachwyca, ponieważ to są czasy, kiedy turystyka w Polsce rodziła się wraz z turystyką szwajcarską i to też po części widać. Mariana Orańska zakupiła wieś Międzygórze wraz z masywem Śnieżnika i właśnie na tamtych ziemiach rodziło się narciarstwo, które wtedy jeszcze totalnie nie było dyscypliną uprawianą powszechnie więc to jest bardzo ciekawe. Przepiękna jest ta miejscowość: drewniane zdobione domki, niesamowicie piękne, wspaniale zachowane, wplecione w masywy górskie, do tego strumyki i wodospad.

Ale Sudety to także liczne pałace i zamki. To jest region, który ma taki arystokratyczny sznyt. Część z tych zamków została odrestaurowana albo jest sukcesywnie odnawiana i została zamieniona przez właścicieli w bardzo ciekawe hotele, pensjonaty. Pałac Staniszów chociażby.

Katarzyna Ciejka: Pałac Staniszów to miejsce, które właściciel odkrył podczas wycieczki rowerowej, zakochał się w nim i postanowił je kupić. Rzeczywiście renowacja tam zachodzi sala po sali, niesamowity jest apartament prezydencki, pokój, gdzie sufit malowany jest wieloma pastelowymi kolorami. Widać to na zdjęciach, które opublikowaliśmy. Jest również przepiękna restauracja z salą, w której była wcześniej kaplica, więc na ścianach wciąż są freski. Niesamowite są te miejsca… Bo to nie jest TOP 3 miejsc, które odwiedza się na Dolnym Śląsku. Słyszałyśmy wspaniałe rzeczy o tamtejszej kuchni i rzeczywiście są tam przepyszne naleśniki z truskawkami, ale okazało się, że to jest również wyjątkowe miejsce, jeżeli chodzi o architekturę, dizajn i dbałość o detale. Więc to są ogromne zachwyty, kiedy podróżuje się po Polsce, bo nie spodziewasz się tego, co może na ciebie czekać.

Zachwyca też Huta Szkła Julia. Można się udać na wycieczkę po hucie i zobaczyć, jak powstają kultowe już dzisiaj wzory. Ale można też iść do przyfabrycznego sklepu i… wydać majątek.

Katarzyna Ciejka: O tak, to jest w ogóle wspaniałe, bo mamy tam dwa sklepy: sklep biały i sklep kolorowy. W jednym jest białe, w drugim kolorowe. Wyroby z Huty Szkła Julia są rzeczywiście bardzo ponadczasowe i niezwykle piękne. Nas zachwyciła też galeria szkła w Karpaczu, którą odkryłyśmy i którą też opisujemy. Prowadzi ją pani, która jest miłośniczką szkła i zbiera wszelkie jego rodzaje. Trzeba spełniać specjalne kryteria, aby móc kupić tam cokolwiek, bo właścicielka musi zaakceptować tę osobę i mieć pewność, że będzie w odpowiedni sposób opiekowała się kupionym szkłem, doceni je. Uważam, że jeżeli chodzi o szklane wyroby, to rzeczywiście Dolny Śląsk to absolutny top. No i oczywiście Bolesławiec.

Redakcja poleca

Beskid Śląski i Żywiecki – tam teraz się przenosimy. Miłość do koronki zaprowadziła ciebie i Małgosię Mintę najpierw do Koniakowa, a potem do Żywca. Tam poznałyście tradycję Asysty Żywieckiej. Co to jest?

Katarzyna Ciejka: Vogue Travel nie powstaje w próżni, więc staramy się inspirować tym, co nas otacza, m.in. z trendów w modzie. Nie ukrywam, że wielką inspiracją dla tegorocznej edycji były sesje Zofii Chylak, która od 2023 czerpie z polskich tradycji, bo była i sesja z flisakami, i sesja na Podhalu, i w tym roku sesja z Asystą Żywiecką. Gdy ją zobaczyliśmy, to nasze serca zabiły mocniej. Chcieliśmy i u nas pokazać tradycyjne stroje. Asysta Żywiecka to przykład polskiego stroju mieszczańskiego. To organizacja, która skupia kobiety i mężczyzn, którzy do dzisiaj noszą tradycyjne stroje mieszczańskie i one są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Niektóre stroje mają nawet po 300 lat.

A są to stroje bardzo misternie zdobione, wielowarstwowe i potrafią ważyć kilkanaście kilogramów.

Katarzyna Ciejka: Dwanaście kilogramów nawet! One są w odpowiedni sposób noszone, w odpowiedni sposób się o nie dba, w odpowiedni sposób się wiąże chusty, kryzy, warstwy. Jest w nich dużo koronki, są bardzo kolorowe i nie może być żadnych odstępstw od zasad. Kobiety nie mogą w tych strojach za dużo chodzić, żeby stroje się nie zapociły, nie zniszczyły. Panie, z którymi robiłyśmy sesję, były niesamowite. Asysta Żywiecka to również taniec. To jest tradycja, która wciąż jest żywa, członkowie Asysty Żywieckiej cały czas na ważne wydarzenia w Żywcu zakładają te stroje.

Ale Beskid to także piramidy w polskich górach. Brzmi dosyć abstrakcyjnie, ale w Ustroniu Zawodziu można takie piramidy znaleźć.

Katarzyna Ciejka: Wspaniała historia! I właśnie jedna z tych pod tytułem mamy plan, ale jak coś nam się spodoba, to zgłębiamy. Jechałyśmy do Ustronia. Beskid Żywiecki ma to do siebie, że architektonicznie nie powala, ponieważ powstał w PRL-u i panuje tam, delikatnie mówiąc, nieład. Więc kiedy na wzgórzu, które mijałyśmy, zobaczyłyśmy piramidy, to postanowiłyśmy tam podjechać i wszystko sprawdzić. Okazało się, że jest to projekt śląskich architektów Henryka Buszko, Aleksandra Franty i Tadeusza Szywczyka, który powstał w latach 60. To był projekt, który miał pomieścić 7 tysięcy kuracjuszy, a jednocześnie wpisywać się w krajobraz górski. Powstało 17 budynków. Nie każdemu ten projekt się podoba, bo on jest bardzo charakterystyczny.

Bardzo progresywny i jednak ingerujący w krajobraz.

Katarzyna Ciejka: Ale dla mnie totalnie zachwycający, bo jest to coś innego i bardzo dobrze wygląda, jak się na to patrzy. Projekt został doceniony przez autorów albumu „20th Century World Architecture” wydanym przez wydawnictwo Fajdon. Może w Polsce i w Beskidzie Żywieckim piramidy nie znajdują swoich amatorów, natomiast specjaliści zachwycili się tymi budynkami.

Pora na Podhale. To region, o którym dużo już napisano. Ty też odnosisz się do międzywojennej przeszłości, do okresu, kiedy Zakopane było mekką artystycznej bohemy. Ale piszesz o tym, co warto odwiedzić dziś i o tym, gdzie można najmocniej doświadczyć zakopiańskiego stylu w architekturze.

Katarzyna Ciejka: Witkacy napisał w „Echu Tatrzańskim”, że Zakopane uzależnia jak narkotyk, no i mnie chyba też. Ja kocham Zakopane i wiem, że Zakopane to również kicz.

Bo to są też Krupówki, na które wcale czytelników nie wysyłasz.

Katarzyna Ciejka: Nie wysyłam. Bo uważam, że wcale nie trzeba tam być. Tak jak nie trzeba iść na Nowy Świat, żeby doświadczyć Warszawy. Uważam, że jest to wielki mit i jest we mnie duża niezgoda co do tego. Bo Zakopane to również EN Hotel, który jest perełką, to wspaniałe trasy górskie, to przede wszystkim rodziny, które tworzą to miejsce, niezwykle pyszna kuchnia, willa Okrza z rewelacyjnymi zbiorami spuścizny kultury zakopiańskiej, niezwykle piękna Willa Koliba, Jaszczurówka. Tych perełek mnóstwo. Architektonicznie zachwycające są te budynki. Uwielbiam ten styl, on powoduje u mnie takie ciepło… On miał być tym polskim stylem, zamysł był fajny, bo on jest spójny i wspaniale się wpisuje w przyrodę zakopiańską.

Redakcja poleca

Pieniny opisujesz jako przyrodniczy raj, a kluczowa chyba dla tego regionu jest kultura flisaków.

Katarzyna Ciejka: Tak. Dla mnie Pieniny były najbardziej zachwycającym regionem. Pieniny do mojego góralskiego serca się po prostu dobijają. Tam jest taka tradycja, piękno, góry są odurzające. I nie ma przy tym przytłoczenia turystyką, więc tam jest czyste piękno.

Bardzo mnie zaciekawił rys historyczny związany ze spływami Dunajcem. Bo wiemy jak one wyglądają dziś, ale nie miałam zielonego pojęcia, że w przeszłości spływy Dunajcem właściwie przypominały imprezy.

Katarzyna Ciejka: Tak, ich historia jest ciekawa. Najpierw spływało tylko drewno, później zaczęli spływać również flisacy i wtedy to już były małe imprezy, gdzie grała muzyka, organizowało się spotkania okolicznych mieszkańców, a z czasem ewoluowało to do tego, co mamy dzisiaj. W pewnym stopniu również ze względu na przyrodę i spokój zwierząt. Pieniny i Dunajec są granicą między Polską i Słowacją: z jednej strony mamy Słowację, z drugiej Polskę. Niezwykłe jest spływanie tą rzeką w otoczeniu skał, ptaków i tej pięknej przyrody. Co ciekawe, wcale niełatwo jest zostać flisakiem. Trzeba spełniać wiele warunków: mieć odpowiedni wiek, odpowiednie pochodzenie, być mieszkańcem lokalnej wsi.

I też chyba kolejne etapy wtajemniczenia, co mnie uspokaja, że flisacy wiedzą, co robią, mając w rękach ludzkie życie, za które są za nie odpowiedzialni.

Katarzyna Ciejka: Szkolenie opiera się nie tylko na szkoleniu przewozowym, to nie tylko „egzamin na taksówkę”, czyli nie skupiamy się tylko na tym, żeby flisacy byli operatorami łodzi, ale też tam jest znajomość historii, znajomość regionu, znajomość przyrody. Jeżeli trafimy na flisaka, który ma talent do opowiadania, to opowieści są wspaniałe!

Całej audycji, której gościnią była Katarzyna Ciejka, wraz z opowieścią o Bieszczadach można wysłuchać w podcaście „Podróż po polskich górach z Katarzyną Ciejką (Travelicious)”.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET / audycja „Edycja limitowana” / spisała i zredagowała: Aleksandra Sobieraj