"Na początku szok, a potem dzieje się coś pięknego". Jak żyje się Polakom w Hiszpanii?
Hiszpania, położona w Europie Zachodniej, cieszy się ogromną popularnością wśród Polaków. Nie tylko chętnie odwiedzamy ten kraj, ale również się tam przeprowadzamy. O tym, jak wygląda życie w Hiszpanii, opowiedzieli polscy mieszkańcy Andaluzji.
- Hiszpania oferuje życie w rytmie slow z popołudniową sjestą i fiestą
- Coraz więcej mieszkańców naszego kraju przeprowadza się do Hiszpanii. Obecnie to drugi najpopularniejszy kierunek przeprowadzek z Polski
- Jak żyje się Polakom w Hiszpanii? Sprawdź
Sklepy zamknięte w środku dnia. Kolacja o godzinie 22. Dzieci bawiące się na placach i hałasujące w restauracjach długo po zmroku. Dla Polaków przeprowadzających się do Hiszpanii pierwsze miesiące to często kulturowy szok. – Denerwowałam się, gdy hydraulik spóźniał się godzinę, nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że nic nie działa podczas sjesty, musiałam zrozumieć, że fiesta to nie tylko cykliczne świętowanie – przyznaje Joanna Ossowska-Rodziewicz, która przeprowadziła się z rodziną do Andaluzji kilka lat temu. Hiszpanie od wieków kultywują filozofię życia opartą na równowadze i celebrowaniu codzienności. Szczególnie na południu, w Andaluzji i na Costa del Sol życie płynie wolniej, co różni się od polskiego, zabieganego rytmu dnia.
Filozofia slow life po hiszpańsku, czyli czym są sjesty?
Na Costa del Sol sklepy spożywcze otwierają się dopiero o godzinie 9.00, bary śniadaniowe około godziny 9:30 lub 10.00, szkoły również rozpoczynają naukę później niż w Polsce. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów hiszpańskiego stylu życia jest sjesta - przerwa przypadająca zwykle między godziną 14.00 a 17.00. W tym czasie wiele sklepów, restauracji i punktów usługowych jest zamkniętych.
– Na początku bardzo mnie to irytowało. Dziś to moja ulubiona część dnia - moment na zatrzymanie się. Sjesta to nie tylko drzemka, jak często myślimy. To przede wszystkim pauza na życie. Czas, by odebrać dzieci ze szkoły, zjeść wspólnie obiad, po prostu być z bliskimi – mówi Joanna Ossowska-Rodziewicz, współwłaścicielka agencji nieruchomości By-Bright. Sjesta (z hiszp. siesta) narodziła się jako odpowiedź na upały panujące w najgorętszej części dnia, ale przetrwała do dziś jako ważny element kultury. Pomimo klimatyzowanych sklepów czy restauracji, w mniejszych miejscowościach nadal lokale zamykają się, a ludzie odpoczywają.
Fiesty - celebracja życia i wspólnoty
Wieczorem, gdy upał ustępuje, hiszpańskie miasta i miasteczka ożywają na nowo. – Wieczorami promenady i plaże zamieniają się w miejsca świętowania. Wspólne posiłki, śpiewy, tańce. To jest fiesta rozumiana nie tylko jako wydarzenie, ale codzienny rytuał – mówi Robert Reiski, współwłaściciel agencji nieruchomości By-Bright, który z żoną i dziećmi mieszka w okolicach Marbelli. Andaluzja słynie z tradycyjnych fiest, czyli barwnych i tętniących energią uroczystości, takich jak San Juan, Feria de Abril w Sewilli czy La Feria w Maladze. Każda z nich to nie tylko pokaz tradycji i folkloru, ale przede wszystkim okazja do umacniania więzi społecznych.
Okazją do fiesty są również spotkania w mniejszym lub większym gronie. – Na Costa del Sol ludzie nie zamykają się w domach. Tu się żyje razem. Hiszpanie celebrują wspólne posiłki, rozmowy i spotkania. Praktykują sobremesa, czyli czas spędzany przy stole już po zakończeniu posiłku, wypełniony pogawędkami, cieszeniem się kawą czy kieliszkiem wina – podkreśla Joanna Ossowska-Rodziewicz. Gdy tylko robi się ciepło, życie w Hiszpanii toczy się głównie na zewnątrz - na placach, promenadach, w parkach i… na tarasach. – Na Costa del Sol tarasy w apartamentach i willach często mają powierzchnię równą albo nawet większą niż wnętrza mieszkalne. To nie dodatki – to centrum życia. Śniadanie z widokiem, kawa w cieniu, wieczór z przyjaciółmi pod rozgwieżdżonym niebem – dodaje Robert Reiski.
Work-life balance po andaluzyjsku
Polacy, którzy przeprowadzi się na Costa del Sol podkreślają, że praca nie rządzi życiem. – Hiszpanie, równie poważnie jak pracę traktują ruch, odpoczynek, relacje. Po odwiezieniu dzieci na autobus do szkoły idę pobiegać albo hikuję w górach. Innego startu dnia już sobie nie wyobrażam – mówi Joanna Ossowska-Rodziewicz. Golf, surfing, pływanie, rower, joga to nie dodatki, a część życia. Polacy w Hiszpanii odkrywają też padel – sport rakietowy, który zawładnął tym krajem. Grają wszyscy: dzieci, rodziny, pary, grupy przyjaciół. To zabawa, sport i integracja w jednym. - Polacy, którzy tu mieszkają, żyją zdrowiej, czują się lepiej, mają więcej energii. I często właśnie tutaj rodzą się nowe pomysły i biznesy – mówi Robert Reiski.
Dieta śródziemnomorska to podstawa hiszpańskiej kuchni
Istotnym elementem hiszpańskiego stylu życia jest dieta śródziemnomorska, uznawana za jedną z najzdrowszych na świecie. Świeże ryby, oliwa z oliwek, warzywa, zioła, owoce morza, lokalne sery i owoce cytrusowe - to podstawa codziennego menu. To dlatego tutaj żyje się najdłużej w Europie. Potwierdzają to statystyki. – Na początku jest szok kulturowy. Bo hydraulik się spóźnia - miał przyjechać o godzinie 17.00, a pojawia się o 17.59, bo nadal jest przecież w ramach godziny siedemnastej. Bo sklepy nie działają po 14.00. Bo nikt się nie spieszy. Ale potem dzieje się coś pięknego. Zaczynamy jeść wolniej. Oddychać głębiej. Uśmiechać się częściej – mówi Joanna Ossowska-Rodziewicz, która, jak przyznaje, nie wyobraża już sobie powrotu do polskiego trybu życia.
– Odkąd się tutaj przeprowadziliśmy, mam taką refleksję, że może właśnie to jest prawdziwy luksus - żyć wolniej, ale pełniej. Z uważnością, w relacjach z innymi, w harmonii. Może właśnie Costa del Sol ma coś, czego my, zabiegani Polacy, coraz bardziej potrzebujemy – dodaje Robert Reiski.
Źródło: CHILLIZET