Opuszczona stolica na końcu świata. Turyści omijają miasto-widmo
Naypyidaw spokojnie można nazwać najmniej znaną stolicą świata. To miasto, którego budowa kosztowała setki milionów dolarów, a prowadzi do niego 22-pasmowa autostrada. Brakuje tu tylko mieszkańców.
- Naypyidaw to stolica Mjanmy. Jedno z najbardziej zagadkowych miejsc na świecie jest omijane przez podróżników, a jedynymi mieszkańcami są pracownicy tutejszych ministerstw czy atrakcji turystycznych.
- W mieście o powierzchni 6-krotnie większej niż Nowy Jork żyje niewiele ponad 1 mln osób. Większość została tu przesiedlona przymusowo.
- Jak wygląda Naypyidaw? Miasto stworzono z rozmachem.
Choć za najbardziej tajemniczą stolicę świata uznaje się północnokoreański Pjongjang, pod tym względem miejsca ustępuje mu Naypyidaw, stolica Mjanmy, czyli dawnej Birmy. Miasto położone jest nad Zatoką Bengalską i Morzem Andamańskim. Piękne krajobrazy otaczające metropolię nie przyciągają tu jednak podróżników.
Turyści raczej omijają to miejsce, choć kraj graniczy z tłumnie odwiedzaną Tajlandią. Wielu ludzi nie wie, jakie miasto jest stolicą Mjanmy i nic dziwnego: zdarza się, że nawet pytani o to mieszkańcy wymieniają pięciomilionowe Rangun, czyli dawną stolicę. Tymczasem w listopadzie 2005 roku dyktatura wojskowa, w reakcji na liczne protesty, po prostu przeniosła stolicę, a właściwie zbudowała ją pośrodku niczego. Stało się tak dokładnie 6 listopada 2006 r. o godz. 6:37, zgodnie z astrologią. Przygotowania zaczęły się znacznie wcześniej, bo miasto wznoszono w tajemnicy o 2002 roku, na terenie 6 razy większym od Nowego Jorku. Zakładano, że nowe miasto przyciągnie miliony mieszkańców, którzy mieliby tu żyć w komfortowych warunkach, bez ścisku charakterystycznego dla azjatyckich miasteczek. Z planów niewiele wyszło.
W kraju, w którym nie ma dróg, do Naypyidaw prowadzi 22-pasmowa autostrada. Przygotowana na korki, świeci pustkami. W internecie znajdziemy mnóstwo zdjęć z pustej, olbrzymiej drogi, która wygląda jak pas startowy. Autostrada ciągnie się od Rangunu aż do Naypyidaw. Mamy tu też największe w całej Azji Południowo-Wschodniej ZOO, do którego poza pracownikami nikt nie przychodzi. W mieście znajduje się gigantyczny park fontann, gdzie możemy obejrzeć niezwykłe widowisko i posłuchać romantycznej birmańskiej muzyki. Nikt tu nie spaceruje.
– W hotelu, w którym spaliśmy, w Naypyidaw nie było nikogo oprócz nas. Warto tu jednak przyjechać, bo miasto wygląda trochę jak opuszczone przez ludzi po kataklizmie. W kraju, w którym nie ma dobrych dróg, tu mamy autostrady po 10 pasów w jedną stronę bez pasa zieleni, co daje 20 pasów betonu, na których wcale nie ma samochodów. Można wyjść na środek i zrobić sobie pamiątkową fotkę z policjantem. Takiego przeżycia nie można sobie odmówić – pisze dziennikarz Norbert Cała w “iMagazine”.
I dodaje, że ogromne miasto zamieszkują głównie osoby pracujące w ministerstwach. Urzędnicy zostali tu przesiedleni na siłę, byli zmuszeni zostawić swoje domy z dnia na dzień.
Jak wygląda Naypyidaw? Królewska stolica świeci pustkami
Naypyidaw oznacza królewską stolicę, siedzibę królów. Nie ma tu jednak ani króla, ani mieszkańców. Zbudowana od podstaw stolica, która miała być wizytówką, odstrasza. Stolica podzielona jest na różne strefy, w tym mieszkalną, hotelową czy urzędową. W Naypyidaw panuje wojskowy porządek: lokatorów przydzielono do konkretnych dzielnic, zgodnie z wykonywanym zawodem i pochodzeniem. Kobiety niezamężne mieszkają z dala od innych.
Urzędników ministerstwa zdrowia ulokowano w domach z zielonymi dachami, a rolnictwa z niebieskimi. Miasto kontrastuje z resztą kraju: w większości regionów nie ma elektryczności czy bieżącej wody. Mieszkańcy cały czas żyją w bambusowych chatach, zupełnie jak ich przodkowie 100 lat temu. W Naypyidaw zbudowano natomiast nowoczesne przystanki autobusowe, na których nikt nie czeka. Dlaczego Naypyidaw to miasto widmo?
W Naypyidaw wszystko zostało stworzone po to, by umocnić władzę generała Than Shwe, dyktatora oskarżanego o totalitarne rządy, który rządził Birma żelazną ręką od 1992 do 2011 roku. Zbudowane w konspiracji miasto wywołało bunt społeczeństwa, zwłaszcza po przymusowych przesiedleniach urzędników. Tych, którzy chcieliby zamieszkać w nowoczesnym mieście, odstraszają zawrotne ceny. Sama inwestycja sprawiła, że od lat w Mjanmie podwyższane są ceny paliwa, żywności. Stolica Mjanmy stała się więc jedynie mało znaną atrakcją turystyczną i smutną ciekawostką. Chociaż miasto zostało stworzone również z myślą o turystach, ich obecność wywołuje raczej konsternację mieszkańców.
Źródło: CHILLIZET/iMagazine/beforewegetold.pl