"Chichot mew to nieodłączny element tego miasta". Stambuł oczami Agnieszki Maury

8 min. czytania
Aktualizacja 22.08.2024
22.08.2024 07:00
Zareaguj Reakcja
---- ----

"Stambuł. Miasto, w którym budzi muezzin, kołysze Bosfor i uwodzi nostalgia" to moja opowieść o miejscach, o ludziach, o zwierzętach, mieszkających nad Bosforem i będących integralnym elementem tego miasta – tak o swojej książce opowiada Agnieszka Maury, autorka bloga stykkultur.pl. 

Stambuł
fot. Shutterstock
--1-- ----

Katarzyna Kozak: Dzisiaj moim gościem jest Agnieszka Maury, autorka bloga "Styk kultur", a także książek "Turcja. W mojej krainie minaretów, aromatycznej herbaty i mruczących kotów" oraz – najnowszej – "Stambuł. Miasto, w którym budzi muezzin, kołysze Bosfor i uwodzi nostalgia". Czy pamiętasz swój pierwszy pobyt w Stambule? Czym Cię zachwycił, że wracałaś tam wielokrotnie przez kolejnych kilkanaście lat.

Agnieszka Maury: Mój pierwszy pobyt w Stambule miał miejsce w 2007 roku. Miałam wtedy 17 lat. To był element takiej młodzieżowej wycieczki po Turcji, na którą wysłali mnie rodzice. To było moje pierwsze zderzenie z Orientem, a także z tą niesamowitością i wielkością Stambułu. Pamiętam moment, kiedy poszliśmy z przewodnikiem na plac Sultan Ahmed (takie centralne miejsce na Półwyspie Historycznym w Stambule) i mieliśmy okazję wysłuchać ezanu, czyli wezwania muezzina do modlitwy, płynącego z Błękitnego Meczetu. Było to naprawdę niezwykłe przeżycie, coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam i czego z niczym nie byłam w stanie porównać. Wróciłam absolutnie zachwycona Turcją.

Kilka lat później, tuż po studiach, trochę przez przypadek, trafiłam do takiego malutkiego miasta Çanakkale, które nazywane jest "małym Stambułem", bo również leży nad naturalną cieśniną w Turcji. Spędziłam tam rok. Bardzo mi się tam podobało. Zaczęłam też regularnie jeżdzić do Stambułu. On po prostu podbił moje serce i jest moim ulubionym miejscem w Turcji. Wracam tam, kiedy tylko mogę, i wciąż odkrywam to miejsce na nowo.

Napisałaś dwie książki, jedną o Turcji, a drugą w całości poświęciłaś Stambułowi. Obie zostały wydane przez Wydawnictwo Pascal. Czy Stambuł jest tak wyjątkowy, że zasłużył na osobną książkę, czy po prostu zabrakło dla niego miejsca w tej pierwszej?

Agnieszka Maury: Trochę tak, bo po wydaniu tej pierwszej książki "Turcja. W mojej krainie minaretów, aromatycznej herbaty i mruczących kotów", czułam pewien niedosyt dotyczący Stambułu. Wiedziałam, że jest tak wiele miejsc i opowieści, których nie byłam w stanie zmieścić w tej piewszej książce o Turcji. Chciałam napisać osobną książkę o Stambule. Dostawałam też od czytelników informacje, że rozdział poświęcony Stambułowi jakoś tak najbardziej w nich rezonował, najbardziej chwycił ich za serca. Wtedy pomyślałam, że ten Stambuł rzeczywiście zasługuje na większą uwagę i warto mu poświęcić całą książkę. Co ciekawe, ja nadal po jej napisaniu niedosyt i myślę, że spokojnie mogłaby powstać jeszcze druga, a może nawet trzecia część.

Trzeba podkreślić, że te książki to nie są takie klasyczne przewodniki...

Agnieszka Maury: Tak, to jest właściwie moja subiektywna opowieść. Przede wszystkim podkreśliłabym słowo "opowieść", bo masz rację, to nie jest klasyczny przewodnik, w którym wymienione są miejsca warte zobaczenia, ale raczej opowieść o tych miejscach, o ludziach, o zwierzętach, mieszkających nad Bosforem i będących integralnym elementem tego miasta.

Zwłaszcza mewy...

Agnieszka Maury: Mewy i koty. Opisuję nie tylko klasykę, typu Hagia Sofia, Błękitny Meczet, ale też miejsca bardzo nieoczywiste, do których przeciętny turysta nie zagląda, a które na pewno warto odkryć, żeby poczuć nostalgię, duszę tego miasta. Niewidoczną, gdy próbuje się tylko przemknąć przez te chaotyczne bazary i gdy próbuje się tylko "zaliczyć" te kluczowe atrakcje.

Redakcja poleca

Jaki jest ten Twój Stambuł, ten nieoczywisty.

Agnieszka Maury: Mój Stambuł nieustannie wymyka się definicji i nawet ja, znając go już tyle lat, cały czas łapię się na tym, że na większość pytań dotyczących tego miasta zaczynałabym odpowiedź: "to zależy". Stambuł jest tak różnorodny, jego mieszkańcy również, że bardzo trudno sprowadzić tutaj cokolwiek do jakiejś wspólnej definicji. To miasto rezonuje z odbiorcą. Jeśli ktoś szuka tej religijnej, osmańsko-islamskiej uduchowionej wersji Stambułu, to ją tam z łatwością znajdzie. Jeżeli ktoś ma ochotę na imprezę, czy na odnalezienie takiego już typowo hipsterskiego klimatu rodem z europejskich stolic, to też to tam znajdzie. Mój Stambuł jest przede wszystkim bardzo różnorodny, zróżnicowany, ale też nostalgiczny w tej definicji nostalgii opisywanej przez Orhana Pamuka.

Bazar w Stambule
Fot.

Stambuł jest przedzielony na pół przez cieśninę Bosfor. Ponad 60 proc. miasta leży po europejskiej stronie, a niecałe 40 proc. po stronie azjatyckiej. Przyznam, że nigdy tam nie byłam, więc pierwsze pytanie, które mi się nasuwa, to, czy ta europejska strona bardzo różni się od tej, która jest po azjatyckiej?

Agnieszka Maury: Często pojawiają się takie skojarzenia, że ta strona azjatycka jest bardziej konserwatywna, bardziej religijna, a ta część europejska jest bardziej nowoczesna. W praktyce tak to nie wygląda. Ta azjatycka część wybrzeża na początku była właściwie taką sypialnią Stambułu, czyli mieściły się tam głównie osiedla mieszkalne i nie było tam zbyt wielu atrakcji, takich jak w tej części europejskiej, która jest bardziej historyczna, zabytkowa.

Obecnie ta azjatycka część niesamowicie się rozwija. Powstaje tam wiele modnych dzielnic, gdzie młodzież spotyka się w kawiarniach, gdzie gromadzą się zamożniejsi mieszkańcy, nabywający drogie apartamenty z widokiem na morze. Trudno więc tak naprawdę wskazać, która z tych stron jest "jakaś", ponieważ każda z nich ma swój unikalny klimat i w każdej z nich można znaleźć konserwatywne, czy laickie obszary. Więc, aby dobrze poznać Stambuł, to warto odkryć i tę azjatycką, i tę europejską część. Ale jeśli stawiamy pierwsze kroki w tym mieście, to warto zacząć od europejskiego wybrzeża, gdzie mieszczą się kluczowe zabytki.

Czy możesz wybrać jakiś fragment swojej książki, który zacytujemy czytelnikowi?

Agnieszka Maury: Pewnie. "Charakterystyczny chichot mew stanowi nieodłączny element stambulskiej codzienności. Nie ma drugiego takiego miasta na świecie, które byłoby tak silnie związane z tymi ptakami. Nie wątpię, że to właśnie one każdego dnia cieszą się najpiękniejszymi widokami metropolii. W 2023 roku turyści z całego świata w trakcie karmienia mew zaczęli przyjmować specjalną pozę, która szturmem podbiła media społecznościowe. Cała sztuka polega na uchwyceniu siebie oraz ptaka na tarasie pewnej popularnej restauracji usytuowanej na Półwyspie Historycznym, skąd świetnie widać zarówno Błękitny Meczet, jak i Ayasofyę (Hagia Sofia – dopisek redakcji), dwie kultowe atrakcje miasta. Lokalne media bardzo szybko podchwyciły ten pomysł i zaczęły zachwalać mewią turystykę w tureckiej metropolii".

Ten fragment tak pięknie mówi o mewach, ale nie sposób pominąć innych zwierząt również mocno związanych ze Stambułem. Chodzi o koty. Tak pięknie napisałaś "o kocich łapkach, które odcisnęły się w betonie przy porcie".

Agnieszka Maury: Rzeczywiście Stambuł słynie z ogromnej ilości kotów, które można spotkać wszędzie, nie tylko na ulicach, ale i we wnętrzach sklepów, w aptekach, a nawet na komisariatach policji. W Stambule właściwie nie ma takich miejsc, do których koty miałyby zakaz wstępu. Turcy żywią szczególne uczucia do tych zwierząt. Niektórzy ludzie nawiązują tutaj do hadisów i opowieści z życia proroka Mahometa, który miał swoją kotkę i ponoć darzył ją ogromnym szacunkiem. Turcy rzeczywiście ukochali te zwierzęta, a one też są bardzo przyjaźnie nastawione do ludzi. Są też przepiękne. Warto wspomnieć, skąd się one tutaj wzięły. Przez wieki koty przypływały nad Bosfor na pokładach statków, stąd też duże zróżnicowanie w ich wyglądzie. Niektóre z nich wyglądają na rasowe, ale tak naprawdę są to po prostu klasyczne, uliczne kociaki, które przemierzają wzdłuż i wszerz miasto. Turcy też stale dotarczają im karmę. Niektóre firmy wystawiają miseczki dla kotów ze swoim logotypem, szczycąc się tym, że wspierają dobrobyt kotów nad Bosforem.

Koty są oczywiście bardzo pomocne, chociażby w tępieniu myszy, więc ta przyjaźń daje też obopólne korzyści. Turyści też poświęcają kotom mnóstwo czasu, dokarmiają je, głaszczą, robią sobie z nimi zdjęcia.

Kot w Stambule, w Turcji
Fot.

Ty też masz kota, ale on chyba nie podróżował z Tobą do Turcji, prawda?

Agnieszka Maury: Niestety i na szczęście, ponieważ mój kot o imieniu Pamuk (po turecku znaczy "bawełna", ale jest to też nazwisko tureckiego pisarza Orhana Pamuka) nie lubi podróży, nawet tych samochodowych. Myślę, że to Turcy nauczyli mnie tej miłości do kotów i to właśnie dzięki nim pewnego dnia zapragnęłam z kotem zamieszkać.

Redakcja poleca

Wynika z tego, że koty w Stambule nie są bezpańskie, one należą do całego miasta...

Agnieszka Maury: Tak jest. To one wybierają sobie właściciela, a właściwie przyjaciela.

Ale zauważenie takiego czworonoga pod swoimi stopami chyba wymaga uważności i wydaje mi się, że twoja książka jest takim zaproszeniem do uważności, a przynajmniej ja ją tak odczytuję. Zachęcasz do tego, aby poczuć otaczające nas zapachy, dostrzec nierzucające się w oczy szczegóły... Skoro ty po tylu latach nadal dostrzegasz nowe rzeczy w Stambule, to twoja uważność musi być na bardzo wysokim poziomie. Czy to coś naturalnego dla Ciebie, czy przyjęłaś ten sposób patrzenia na potrzeby tej książki?

Agnieszka Maury: Jestem podróżniczją-szczególarą. Uwielbiam szukać rzeczy nieoczywistych, odkrywać kolejne, nowe miejsca, a w przypadku Stambułu jest to szczególnie fascynujące. Sama ze sobą zakładam się, czy jestem w stanie się jeszcze czymś zaskoczyć, czy jestem w stanie wrócić tam po raz kolejny i zwiedzać to miasto w taki sposób, jakbym go wcześniej nie widziała. Najfajniejsze jest to, że cały czas to się udaje. Myślę, że ta uważność jest moją naturalną cechą w podejściu do podróży, ale oczywiście pisząc tę książkę zwracałam na to szczególną uwagę. Myślałam o moich czytelnikach – niektórzy z nich też bardzo dobrze znają i Stambuł, i Turcję. Zależało mi na tym, aby ich zaskoczyć i aby każdy z nich mógł znaleźć coś dla siebie.

Z drugiej strony myślę sobie (i mam taką nadzieję), że jest to też książka dla tych, którzy marzą o Stambule, ale z różnych powodów nie mogą sobie pozwolić na podróż do tego miasta. Chciałabym, aby dzięki niej poczuli atmosferę tego miasta, z całym jego kolorytem. Stambuł nie jest idealny, są tam rzeczy mniej widowiskowe, mniej spektakularne. O nich też w tej książce wspominam. Staram się pokazać taki całościowy obraz.

Rzeczywiście tak jest, bo czytając Twoją książkę, czuję te zapachy, smaki, widzę w wyobraźni opisywane przez ciebie miejsca. Ta książka jest bardzo obrazowo napisana. Powiedz jeszcze, z jakimi zapachami Tobie kojarzy się Stambuł?

Agnieszka Maury: Z zapachem morza, zapachem spalin statków, promów, którego tam nie da się uniknąć i który wydaje się nieciekawym zapachem, ale w tamtym kontekście jest uroczy i wpływa na ten element nostalgii stambulskiej. Na pewno też to miasto kojarzy mi się z przyprawami, które warto odkryć na bazarach. Wbrew pozorom nie są one tylko atrakcją dla turystów, ale też miejscem uczęszczanym przez samych mieszkańców Stambułu, którzy mogą tam nabyć lokalne produkty. Stambuł kojarzy mi się też ze smażonym mięsem, za którym osobiście, jako wegetarianka, nie przepadam, ale jest on integralnym elementem tego miasta. Dodam jeszcze jesienne zapachy, na przykład zapach pieczonych kasztanów jesienią i zimą, które są bardzo popularną przekąską tutejszych mieszkańców. Myślę, że to są najbardziej popularne zapachy.

Chciałam też porozmawiać o twoim blogu stykkultur.pl. Jest tam wiele ciekawostek, nie tylko o Turcji, ale i innych miejscach. Wydaje mi się, że podróżujący Polacy mają taką wspólną cechę, że wybierają sobie jeden kraj i lubią do niego wracać, ty się wyrwałaś z tego schematu.

Agnieszka Maury: Tak, wyrwałam się, ale śmiejemy się z moim narzeczonym – Marcinem Bąkiewiczem, z którym podróżuję i który jest też autorem zdjęć publikowanych, zarówno na blogu, jak i w książkach, że upodobaliśmy sobie kraje na literę T. Drugim kierunkiem, który naprawdę uwielbiamy, jest Tajlandia. Chcielibyśmy bardziej odkryć Azję Południowo-Wschodnią, opisałam też sporo krajów w Europie. Myślę, że fajnie jest się otworzyć i nie zamykać w tej miłości do jednego miejsca, tylko stale szukać nowych, ciekawych miejsc.

Bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk