“Nie ma czegoś takiego jak tylko książka”. To najpiękniejsza powieść, jaka mi się przytrafiła
Dla Jakuba Jarno, autora książki “Światłoczułość”, słowa mają niezwykłą, czarodziejską moc. To, co z nich układa, zostaje w pamięci na długo i porusza każdą strunę. Na książkę trafiłam przypadkowo, a gdy ją przeczytałam, poczułam straszną pustkę. To perełka.
Gdy myślę o “Światłoczułości”, od razu zaczyna boleć mnie serce. Chociaż od przeczytania książki minęły już dwa tygodnie, ciężko sięgnąć mi po cokolwiek innego. Nie chcę zaczynać nowej historii, bo cały myślę o Żerce i Witku. To dwoje ludzi, których rozdzieliła wojna, a przypadkowe spotkanie wpływa na ich całe życie. I nie jest to historia typowo miłosna, chodzi raczej o dziecięcą wrażliwość i więź, którą ciężko ubrać w słowa, a autorowi się to udaje. W tle mamy wojnę: brutalną, uwalniającą w ludziach to, co najgorsze.
“Czas. To był zły czas. Niektórzy tylko taki dostali. W takim żyli i w takim przestali. Być. Żyć. Śnić. Gnić”.
To smutny świat, w którym z dnia na dzień trzeba opuścić dom, ukochane miejsce. To świat, w którym “Polski nie będzie” i nikomu nie można zaufać, bo to może słono kosztować. W takich okolicznościach spotyka się dwoje młodych ludzi, którzy zawsze będą dla siebie ważni, choć spędzą całe życie osobno. Postaci są doskonale zarysowane i ciężko się z nimi rozstać. Czekamy na kolejny rozdział z niecierpliwością, chociaż ja sama przedłużałam czytanie. To książka, którą można przeczytać i w dwa wieczory, ale chciałam, żeby towarzyszyła mi jak najdłużej.
Przypadkowe spotkanie jest opisane już na pierwszych stronach, tak jakby właśnie od tego zaczynało się życie głównego bohatera. Wszystko trwa bardzo krótko. I to chyba jedna z najpiękniejszych historii o uczuciu, jakie znam. To opis tęsknoty, z którą trzeba nauczyć się żyć.
“Są bowiem takie losy, które raz splecione, na zawsze pozostają nierozłączne”.
Ale nie tylko o tym opowiada książka. Możemy tu jak w soczewce obserwować, co wojna robi z ludźmi. A może tacy właśnie jesteśmy z natury? Przez wojenną zawieruchę nie da się przejść obojętnie. Choć to “tylko” słowa, tak wyglądała rzeczywistość poprzednich pokoleń. I nie tylko, bo obecne konflikty zbrojne toczą się przecież tak blisko nas. Sytuacje opisane w książce mają miejsce też dziś. Jakub Jarno porusza również inne delikatne kwestie, m.in. antysemityzmu i pomocy, jakiej Polacy udzielali Żydom.
Kim jest Jakub Jarno? “Nic tak nie uczy nas drugiego człowieka jak książki właśnie”
O tym, że ujawnianie się pisarza nie zawsze służy samej idei pisania, wspominał m.in. Wit Szostak w powieści “Poniewczasie”.
“Pisarz nie ma swojego miejsca. A nawet jeśli takowe ma, to jest w nim niespotykany, Bo to miejsce samotne, gdzie nie może nikogo zaprosić. Pojawienie się drugiej osoby niszczy to miejsce i sprawia, że pisarz znika. Zostaje człowiek, który może się uśmiechać i pokazać książkę, nad którą pisarz właśnie pracowa. Ten człowiek uprzejmie czeka, aż gość odejdzie, by w to miejsce mógł powrócić pisarz”.
O Jakubie Jarno nie wiemy nic. Można wyczytać, że mieszka z rodziną na wsi i jeszcze przed debiutem obiecał sobie, że nie udzieli żadnego wywiadu. Uważa, że to książki będą przemawiać za niego. Jak podkreśla, jedynie kryjąc się w słowach, można sprawić, by te ożyły w umysłach innych. I że nic tak nie uczy drugiego człowieka jak książki.
"Czy autobiograficzna, pytasz? A która powieść taka nie jest? Jak fikcji szukasz, czytasz literaturę faktu. Jak prawdy, sięgasz po powieść" – czytamy.
Jakub Jarno pisze, że są książki, które czytamy i te, które wspominamy. “Światłoczułość” należy do tych ostatnich.
Źródło: CHILLIZET/Jakub Jarno, “Światłoczułość”, Wydawnictwo Literackie