Na PRL była zbyt oryginalna. Jej płytę wydano 40 lat po zakończeniu kariery
Renata Lewandowska zachwycała swoim talentem. Tego niestety nie doceniła epoka, w której przyszło jej tworzyć. Lewandowska była artystką oryginalną i umykającą się schematom. Od zapomnienia uratowano ją 40 lat po zakończeniu kariery.
- Jak Renata Lewandowska zdobyła popularność w PRL-u.
- Dlaczego kariera Renaty Lewandowskiej nie rozwinęła się w Polsce.
- Które osoby miały wpływ na odkrycie i promocję talentu Lewandowskiej.
- Co spowodowało wznowienie zainteresowania twórczością Lewandowskiej.
Renata Lewandowska była jedną z najoryginalniejszych, a zarazem najbardziej niedocenionych artystek PRL-u. Głosem zachwycała publiczność na festiwalach i przeglądach piosenki. Aktywnie działała również w ruchach studenckich. Jej kariera nie miała jednak szans na rozwój w Polsce. Przez brak śmiałości do poszerzania perspektyw straciliśmy jedną z potencjalnie najlepszych gwiazd soulu w Polsce.
Lewandowska już w latach siedemdziesiątych wyprzedzała trendy. Jej głos wyróżniał się na tle ogółu. Wykonywała ciekawe tekstowo utwory, w towarzystwie znakomitych muzyków. Jako pierwszy talent artystki dostrzegł Juliusz Loranc, który zaprosił ją do zespołu Quorum. Z grupą tą wystąpiła podczas VIII Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1970 roku, a wykonana przez nią piosenka „Ach co to był za ślub” zdobyła nagrodę Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji.
PRL nie docenił talentu Renaty Lewandowskiej
Po rozpadzie Quorum Lewandowska postawiła na karierę solową. W 1972 roku wystąpiła na festiwalu w Opolu, gdzie wyróżniono ją nagrodą specjalną Przewodniczącego WRN. Później próbowała swoich sił w piosenkach autorstwa Jonasza Kofty, współpracowała z kompozytorem Waldemarem Parzyńskim, a w planach miała wydanie własnej płyty.
Współpraca z wytwórnią nie doszła jednak do skutku. Planowany longplay nigdy nie został wydany, choć single nagrano, a Lewandowska na dobre wycofała się z przemysłu muzycznego. W latach osiemdziesiątych wyemigrowała do USA, gdzie do dziś spełnia się jako artystka plastyczka. Od zapomnienia uratowało ją dopiero młode i zupełnie niewspółczesne jest pokolenie.
W 2015 roku kilkunastoletni wówczas Krystian Zieliński usłyszał i zobaczył Renatę Lewandowską w telewizyjnych nagraniach z opolskiego festiwalu w roku 1977. Przez kilkanaście miesięcy poszukiwał kontaktu do artystki, którą odnalazł dopiero dwa lata później, po drugiej stronie oceanu. Starania Zielińskiego zainspirowały Polskie Radio do przeszukań archiwum i podjęcia działań w kierunku ich wydania. Tak, za pełną zgodą artystki, powstała płyta „Dotyk”.
Źródło: CHILLIZET