Koncert Dawida Podsiadło to artystyczne wydarzenie. "Mijają lata, a ja wciąż śpiewam, fajnie jest"

4 min. czytania
Aktualizacja 03.06.2024
02.06.2024 16:43
Obserwuj nas w Google
---- ----

Koncert Dawida Podsiadło to wielkie muzyczno-wizualne przedstawienie, które zachwyca pod każdym względem. Dawid udowadnia, że polski artysta może zapełniać stadiony i robić koncerty na światowym poziomie. A jeszcze kilka lat temu niewiele osób w to wierzyło. Naprawdę warto w tym uczestniczyć, choć raz w życiu. 

Koncert Dawida Podsiadło Polsat  Plus Arena w Gdański
fot. Sebastian Karbarczyk/ Koncert Dawida Podsiadło Polsat Plus Arena w Gdański
--1-- ----

Ponoć Dawid Podsiadło na zapełnione stadiony nie zasługuje – tak przynajmniej uważa pewien znany artysta. Każdy ma prawo do swojej opinii. Ciekawa jednak jestem, czy podtrzymałby ją, gdyby był na sobotnim koncercie Dawida Podsiadło w Polsat Plus Arena w Gdańsku. Show, które miałam okazję zobaczyć, udowadnia, że Dawid Podsiadło jest artystą totalnym i że doskonale potrafi sobie dobrać współpracowników. Było świetnie zarówno pod względem muzycznym, jak i wizualnym. Moim zdaniem potwierdzi to około 60 tys. osób, które oklaskiwało wczoraj artystę i występujących z nim muzyków.

Jeszcze kilka lat temu nikt, by nie uwierzył, że ten skromny, ale niezwykle utalentowany muzyk mógłby wypełnić stadion. Tymczasem on przyciąga tłumy, które zapełniają nie jeden, a kilka stadionów. W ciągu najbliższego miesiąca artysta zagra w sumie w Polsce siedem koncertów stadionowych: dwa w Gdańsku, jeden we Wrocławiu, dwa w Poznaniu i dwa w Chorzowie.

"Ja wciąż śpiewam, fajnie jest" 

"Lata mijają, ja wciąż śpiewam, fajnie jest" – mogliśmy usłyszeć podczas koncertu, w krótkich wspomnieniach wyświetlanych na telebimie. Artysta opowiadał o swojej drodze, napotkanych ludziach, wydarzeniach, które sprawiły, że znalazł się w tym miejscu, w którym jest dzisiaj. Rozwinął się artystycznie, ale nie zgubił po drodze własnego "ja". Te krótkie wspomnieniowe filmy, z różnych tras koncertowych, były zrobione ze smakiem i z poczuciem humoru, tak charakterystycznym dla tego artysty. Gdyby poprosić go opinie na temat wczorajszego wydarzenia zapewne powiedziałby coś w stylu: "Fajnie było, przyszło trochę ludzi, zaśpiewałem kilka piosenek. Tych takich popularniejszych. Fajny ten koncert był, z tych takich fajniejszych".

Przyznaję, że koncert był fajny... "z tych fajniejszych". Można powiedzieć, że oprawą i muzyczną, i wizualną nie ustępował koncertom organizowanym przez światowej sławy muzyków. Dawid po raz kolejny udowadnia, że to możliwe również w Polsce. Na płycie stadionu ustawiono gigantyczną scenę z czterema ramionami oraz obrotowym środkiem. Dzięki temu muzyków widać było z każdej strony. Nad sceną zawieszona była ogromna instalacja z telebimami, na których oprócz niezwykle efektownych wizualizacji doskonale powiązanych z muzycznym tłem, widać było też artystów oraz samego Dawida, gdy na przykład znajdował się na przeciwległym ramieniu sceny. Dzięki temu widzowie mogli widzieć wszystko, co się dzieje na platformie. Jeśli ktoś był na koncercie Dawida na Stadionie Narodowym w Warszawie, to wie, o jaką konstrukcję chodzi.

Warto zostać do samego końca, na bis

Koncert trwał ponad 2,5 godziny i od razu dodam, że warto zostać do samego końca, bo niespodzianki przygotowane "na bis" warte są nawet powrotu do domu na piechotę, gdy ostatni autobus, czy pociąg odjedzie. Dawid jest kondycyjnie świetnie przygotowany. Praktycznie cały czas w ruchu, tanecznym krokiem pokonywał dystans, którego nie powstydziłby się żaden biegacz. Poprowadzenie takiego koncertu jest niezwykle trudne (trzeba najpierw rozgrzać publiczność, która czeka na to wydarzenie od wielu godzin, a potem utrzymywać ten poziom przez cały czas), ale Dawid poradził sobie z tym świetnie. Nawiązywał fenomenalny kontakt z publicznością w tak charakterystycznym dla siebie stylu. Odniósł się też do wspomnianej na początku wypowiedzi znanego muzyka. Chodziło o Maćka Maleńczuka, który programie "Mellina" powiedział, że Dawidowi te wypełnione stadiony się nie należą, choć – co podkreślił – jest utalentowany muzycznie. Dawid skorzystał z okazji, by odnieść się żartobliwie do tej kwestii. Podczas koncertu powiedział: "Bardzo się boję, że będziecie mieli o mnie takie zdanie, jak pan Maciej Maleńczuk. Chodzę po domu struty, myślę o tym, płaczę. Pan Maciek mówi, że ja nie zasługuję na to wszystko", i dodał: "Jasne, nikt nie zasługuje, ale i tak mnie to jara". Swoją wypowiedź zakończył: "Wysyłam całą miłość, jaką posiadam dla pana Maćka". Cały Dawid, zamiast wymiany złośliwości, uśmiech i miłość. Trudno go za to nie szanować i lubić. Po raz kolejny pokazuje, że jest naprawdę fajnym człowiekiem. Może właśnie dlatego bez problemu zapełnia stadiony?!

Fenomenalna oprawa wizualna

Koncert Dawida Podsiadło Polsat  Plus Arena w Gdański
Fot.

Chciałabym napisać, co można zobaczyć i czego można posłuchać na koncercie, ale nie chcę spoilerować. Może umówmy się, że ci, którzy chcą mieć niespodziankę, w tym momencie przestaną czytać. A działo się wiele. Zacznijmy od muzycznej strony. Było kilka utworów w nowych koncertowych aranżacjach, było wiele przebojów, które publiczność razem z Dawidem śpiewała, było też kilka niespodzianek.

Fenomenalna był oprawa wizualna (ukłony dla jej twórców), ale oprócz niej było też trochę ognia, wspaniała gra świateł. Publiczność szalała, gdy po usłyszeniu pierwszych dźwięków utworu "Nie ma fal" nad płytą zaczęła fruwać wielka orka oraz delfiny. Wrażenie zrobił też utwór "Mori", który wraz z Dawidem i jego zespołem zagrała strażacka orkiestra dęta. Strażacy, w galowych mundurach, grając, maszerowali wokół sceny, by w końcu pod nią zniknąć. Miało to wymiar symboliczny. Zresztą nie był to jedyny numer, który wspólnie zagrali. Pojawili się także przy utworze "Szarość i róż", ale o tym więcej nie napiszę. Musicie to po prostu sami zobaczyć.

Oczywiście nie zabrakło najpopularniejszych utworów Dawida, niektóre w nowej aranżacji. Był "Nieznajomy", "Małomiasteczkowy", "TAZOSy", "Post", "Diabeł" (te dwa numery były z genialnym pokazem ognia), "Trójkąty i kwadraty", "W dobrą stronę", "Nie kłam mi", "No" i wiele innych. Chciałabym napisać więcej, ale nie mogę być tak okrutna i pozbawić Was tego dreszczyku emocji, który i mi towarzyszył, gdy słyszałam pierwsze nuty swoich ulubionych kawałków.

Na koncertach Dawida nie mogło oczywiście zabraknąć gości. O strażackiej orkiestrze dętej napisałam, ale muszę wspomnieć o jeszcze jednej osobie: Vito Bambino. Obaj panowie przepięknie zaśpiewali dwa utwory, z czego jeden – "I Ciebie też" – w formie fortepianowej ballady na dwa głosy.

Jeśli zastanawialiście się, czy warto wziąć udział w koncercie Dawida Podsiadło, to mam nadzieję, że te wątpliwości zostały rozwiane. Jestem przekonana, że to show, ten wielki spektakl muzyczno-wizualny warto obejrzeć, bez względu na to, czy się docenia talent muzyczny Dawida Podsiadło, czy nie. Na takim koncercie po prostu warto być (chociaż raz w życiu).

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET