Stanisław Bareja i Kazimierz Kutz zerwali przyjaźń. Poróżniło ich jedno słowo

4 min. czytania
Aktualizacja 03.01.2025
03.01.2025 10:11
Zareaguj Reakcja
---- ----

Niewiele osób wie, że Stanisława Bareja oraz Kazimierz Kutz przez wiele lat byli przyjaciółmi, przez okres studiów praktycznie byli nierozłącznymi. Niestety poróżniło ich jedno słowo, za którym ukryła się zawiść i uprzedzenia. Jakie to było słowo?

Mural Józef Balcerek Witold Pyrkosz
fot. Adam Burakowski/REPORTER
--1-- ----
  • Kazimierz Kutz stworzył określenie "bareizm" i użył go jako określenie kiczu i tandety. Obecnie to określenie nie ma tak negatywnego znaczenia. Określa wysokiej klasy komedię z bardzo dobrymi gagami
  • Stanisław Bareja nie potrafił wybaczyć przyjacielowi tego afrontu, zwłaszcza że słowa krytyki Kazimierz Kutz wypowiedział za jego plecami, nie dając Barei szans na polemikę
  • Wielu aktorów bało się grać u Barei, by nie stracić szansy na rolę u Zannusiego, czy Kutza

Stanisław Bareja oraz Kazimierz Kutz razem studiowali w łódzkiej szkole filmowej i wraz z Januszem Morgensternem, Januszem Weychertem, Janem Łomnickim oraz Lechem Lorentowiczem stanowili zgraną grupę przyjaciół. Nazywano ich "Wielką Szóstką" i w powszechnej opinii byli oni najzdolniejszymi studentami na roku. Cała szóstka wspierała się przez cały okres studiów, a także po ich zakończeniu. Niestety jedna z relacji została przerwana – chodzi o Kazimierza Kutza oraz Stanisława Bareję. Przyczyną zerwania przyjaźni było jedno słowo: "bareizm". Opisał to w książce "Stanisław Bareja alternatywnie" Maciej Replewicz.

Kazimierz Kutz stworzył określenie "bareizm" i nadał mu pejoratywne znaczenie

W 1979 r. Stanisław Bareja udzielił wywiadu w czasopiśmie "itd", powiedział z nim: "(...) Mniej więcej 25 lat temu była sobie w łódzkiej szkole filmowej grupka przyjaciół, nazywała się według ówczesnej mody "Kolektyw". Sześć osób w sumie (...) Wszyscy jej członkowie pracują dziś w filmie fabularnym. Jedni lubią się bardziej, inni mniej... Jeden z nich próbując mi dopiec, użył terminu 'bareizm' ma określenie czegoś, co jest w złym stylu. Bardzo mnie to zabolało. Bo jak atakuje mnie nieznajomy, nie jest to czymś strasznym, ale kiedy robi to przyjaciel..."

Kazimierz Kutz miał ogromny talent i ambicje, lubił na siebie zwracać uwagę, ale dość długo poszukiwał swojego miejsca w filmie. Jego pierwsze produkcje spotykały się z krytyką, co bardzo boleśnie go dotykało. Postanowił więc sprawdzić swoich sił w komedii, podobnie jak Stanisław Bareja. Jednak panowie mieli zupełnie inne wizje kina, filmów komediowych. Mniej więcej w tym samym czasie obaj nakręcili filmy: Kazimierz Kutz "Upał", natomiast Stanisław Bareja "Żonę dla Australijczyka". Sądząc po wynikach oglądalności za rok 1964, film Kutza przyjęto gorzej od filmu Barei.

Redakcja poleca

Maciej Replewicz w książce "Stanisław Bareja alternatywnie" opisał tę sytuację tak: "Po raz pierwszy Kazimierz Kutz wypowiedział słowo 'bareizm' na zebraniu Stowarzyszenia Filmowców Polskich, w obecności przedstawiciela Naczelnego Zarządu Kinematografii. Wydarzyło się to na przełomie lat 60. i 70. Termin miał być użyty w negatywnym kontekście jako synonim filmu realizowanego dla mało wybrednej widowni, lecz odnoszącego sukces komercyjny. Kazimierz Kutz miał prawo wyrazić swoją opinię, zrobił to jednak publicznie, w obecności przedstawiciela władz i w sytuacji, gdy Bareja nie miał szans na obronę. Był to de facto publiczny donos.

Boleśnie dotknięty postawą krytyki wobec "Nikt nie woła", czy "Upału", Kutz utrudnił życie swojemu przyjacielowi z roku, przyczyniając się do czarnej legendy Barei – 'reżysera tandetnych komedyjek'. Świadkiem tego wydarzenia był Jan Łomnicki, który wkrótce po incydencie opowiedział o tym Barei".

Jak twierdzą świadkowie, Stanisława Bareję bardzo dotknęły te słowa. Podobno był bardzo przygnębiony. Termin "bareizm" stał się wtedy plamą nie do wybawienia. Stał się synonimem kiczu w polskim kinie, przez lata funkcjonował w języku filmowców. Podkreślmy, że było to bardzo krzywdzące. Obecnie termin "bareizm" oznacza "absurdalną wypowiedź, zdarzenie lub sytuację ze sfery publicznej podobne do surrealistycznego gagu z komedii filmowych Stanisława Barei" i ma bardzo pozytywne zabarwienie, ale wtedy kojarzyło się tandetą.

Przez "bareizm" wielu aktorów nie chciało grać u Barei

Wielu wtedy uwierzyło w tę krzywdzącą ocenę. Nawet aktorzy. Przyznał się do tego Daniel Olbrychski. Maciej Replewicz przytoczył jego słowa, które napisał w książce "Anioły wokół mojej głowy": "Dziś biję się w piersi, bo i ja nierzadko włączałem się do chóru głosów, które uważały Staszka za reżysera drugorzędnego. To była straszna krzywda. Za życia nie zdążyłem mu powiedzieć, jak bardzo cenię i kocham jego wszystkie filmy. Dziś już nie muszę tego mówić, bo po odejściu Barei nagle wszyscy zdali sobie sprawę, jak bardzo nam brakuje jego samego i jego filmów. Film Staszka Barei odniósł niesłychany sukces, choć nie cieszył się uznaniem krytyki. Podobnie, jak cała jego twórczość. To jeden z najmniej docenianych reżyserów polskich. Zupełnie niesłusznie. Jego filmy, zwłaszcza te późniejsze, robione we współpracy z Jackiem Fedorowiczem i Stasiem Tymem, miały wymiar literacki i polityczny. To było coś nieznanego w naszej szerokości geograficznej – robić dobre komedie. Któż to robił lepiej od Barei? No, może w pewnym okresie Czesi".

To nie jedyna przykrość, jaka spotykała Stanisława Bareję. Okazało się również, że angażowani przez niego do filmu aktorzy mieli później problem z graniem u reżyserów tzw. wysokiego kina. Wspominała o tym Stanisława Celińska. Przyznała w jednym z wywiadów, że pod presją środowiska odmówiła roli żony docenta Rochowicza w filmie "Poszukiwany, poszukiwana", bo bała się, że "nigdy nie otrzyma roli u Zannusiego, czy Kutza". Maciej Replewicz napisał, że jedynym reżyserem pozbawionym uprzedzeń był Andrzej Wajda, który angażował aktorów grających u Barei. Wspomniana Stanisława Celińska zagrała u niego w filmie "Panny z Wilka", mimo że wcześniej grała w filmie "Nie ma róży bez ognia".

Maciej Replewicz uważa, że przez nierozważne i wypowiedziane pod wpływem emocji słowa Kazimierza Kutza stały się orężem w atakach na Stanisława Bareję. A on sam stał się "chłopcem do bicia". Od tego czasu obaj panowie unikali siebie.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ "Stanisław Bareja alternatywnie", Maciej Replewicz, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2019