Szukając miłości, trafiają w sidła narcyzów. Wszystko przez ten syndrom
Dorosłe dziewczynki z zapałkami to kobiety, które w chwilowym uczuciu ciepła i bliskości szukają ukojenia krzywd, jakich doświadczyły np. w dzieciństwie. Wiecznie spragnione wielkiej miłości, łatwo kończą w trudnych, toksycznych związkach i są wykorzystywane. Jak rozpoznać, że problem nas dotyczy?
- Dorosłe dziewczynki z zapałkami poszukują idealnej, wyśnionej miłości, która pomoże im odzyskać poczucie własnej wartości i rozwiąże problemy.
- Podobnie jak dziewczynka z zapałkami, pragną chwilowego ciepła i poczucia bezpieczeństwa. Kończy się na rozczarowaniu, które za każdym razem boli bardziej.
- Skąd się bierze syndrom dziewczynki z zapałkami?
Żeby zrozumieć, na czym polega syndrom dziewczynki z zapałkami, trzeba przypomnieć sobie baśń Andersena. Opowiada ona o małej dziewczynce, która w mroźny, zimowy dzień, próbuje sprzedać zapałki na ulicy. Bardzo trudno zarobić jej na chleb: przechodnie mijają ją bez zainteresowania. Gdy robi się coraz chłodniej, dziewczyna zaczyna rozpalać kolejne zapałki. Przynoszą one ukojenie tylko na krótką chwilę. Mała dziewczynka marzy o cieple, jedzeniu i obecności bliskich: to wszystko pojawia się w jej wizjach. Każda zapałka przynosi chwilowe, ale złudne wytchnienie i spokój. Motyw dziewczynki z zapałkami wykorzystała pisarka i psychoanalityczka Clarissa Pinkola Estés w swojej książce „Biegnąca z wilkami”. Jak wyjaśnia, dorosła dziewczynka z zapałkami poszukuje chwilowego poczucia bezpieczeństwa, mimo że ostatecznie ma to zgubne skutki.
"To nie jest opowieść o podłych facetach"
Syndrom dziewczynki z zapałkami nie jest oficjalnym terminem psychologicznym, jednak pomaga opisać osoby, które na tyle rozpaczliwie pragną miłości i bliskości, że przywiązują się do każdego, kto okaże im odrobinę serdeczności. Jak wygląda to w praktyce? Dorosła kobieta, która w przeszłości została zraniona, cały czas marzy o wielkiej miłości i prawdziwym związku, jednak za szybko nawiązuje kolejne relacje, dając drugiej stronie praktycznie wszystko, co ma. Bardzo się angażuje, licząc na to, że nowa relacja rozwiąże wszystkie problemy. Zdarza się, że kobieta dopiero poznała potencjalnego partnera, a już snuje poważne plany na przyszłość (i robi to za każdym razem). Takie relacje niestety nie trwają zwykle zbyt długo.
Osoby z tym syndromem nie szukają realnych rozwiązań, tylko kolejnych “zapałek”. Te przynoszą światło na krótką chwilę i znikają, zostawiając pustkę i rozczarowanie. Zwykle żadna z relacji nie jest w stanie spełnić oczekiwań dorosłej dziewczynki z zapałkami: to dlatego, że partner jest zwykle wyidealizowany. Gdy okazuje się, że rzeczywistość ma niewiele wspólnego z wizjami, same rezygnują i zaczynają poszukiwania od nowa. Bywa też tak, że to partner rezygnuje, wystraszony uległością i poświęceniem kobiety, która histerycznie boi się rozstania.
– To nie jest opowieść o podłych facetach, przed którymi ostrzegały nas mamy, i niewinnych kobietach, ich ofiarach. To historia tańca, który każda z nas może zacząć, bo w naszej psychice jest kawałek, który chce go tańczyć. Kiedy go tańczymy, wydaje się obezwładniać nas jak fala tsunami, ale tak naprawdę ma strukturę i powtarzające się sekwencje. Ich obserwacja może pomóc wyjść z tej historii w jednym kawałku, a nawet przekształcić ją w ważne i potrzebne doświadczenie – opisuje w artykule "Dorosłe dziewczynki z zapałkami" psycholożka, Natalia de Barbaro.
Dorosłe dziewczynki z zapałkami całe swoje szczęście uzależniają od innych
Syndrom dziewczynki z zapałkami to przede wszystkim problem dotyczący uzależniania swojego samopoczucia od innych. Przyczyn może być wiele, choć zwykle jest to efekt zaniedbań emocjonalnych w dzieciństwie.
Silne pragnienie doświadczenia wielkiej, romantycznej miłości, sprawia, że kobieta może szybko się sparzyć. Jej zaangażowanie i oddanie może zostać wykorzystane przez toksycznego mężczyznę, dla którego taka ofiara będzie idealna. Co może pomóc, gdy widzimy u siebie objawy syndromu dziewczynki z zapałkami? Pamiętajmy, że nie możemy osiągnąć wszystkiego, czego pragniemy. Jeśli rzucamy się z jednej relacji w drugą, bez poświęcenia czasu na zastanowienie się, dlaczego tak jest, to ważny sygnał alarmowy. Obserwujmy swoje zachowania i schemat, w którym funkcjonujemy.
– To, czego pragniemy, nie jest tożsame z tym, co nam służy. Można w obronie siebie zdecydować się na oddalenie. Żeby się oddalić, potrzebny jest dystans, nauka samoobserwacji. Kiedy obserwujemy obsesyjne fantazje, zamiast dać się przez nie porwać, sprawiamy, że ich moc słabnie, a razem z nimi słabnie pożądanie – podkreśla Natalia de Barbaro.
Źródło: CHILLIZET/charaktery.eu/zwierciadlo.pl