"Nie ma nic piękniejszego niż zapach ciasta drożdżowego". Marzena Szkodzińska o swojej książce

8 min. czytania
Aktualizacja 29.11.2024
29.11.2024 10:30
Obserwuj nas w Google
---- ----

Ciasto drożdżowe daje nieograniczone możliwości. Można je przygotować i na słodko, i na słono, i wytrawnie... Na śniadanie, obiad, kolację – uważa Marzena Szkodzińska, autorka książki "Drożdżowe love" i zdradza, co zrobić, by to ciasto za każdym razem ono wyrosło. 

Marzena Szkodzińska, czyli Kulinarna Maniusia
fot. Chillizet
--1-- ----

Monika Karbarczyk: Dla rodziny i przyjaciół Maniusia. Dla wielbicieli gotowania i zdrowej kuchni "Kulinarna Maniusia", czyli Marzena Szkodzińska, autorka bloga kulinarnego, a także niedawno wydanej książki "Drożdżowe Love" (Purple Book). Przyznam, że ten tytuł wygląda trochę jak wyznanie miłości. Obie pamiętamy czasy, gdy na ławce pisało się, na przykład "Janek Basia Love", tylko, że tu napisane jest "Marzena Drożdżowe Love".

Marzena Szkodzińska: Tak, dokładnie taki był pomysł na ten tytuł (śmiech).

Skąd więc wzięła się ta wielka miłość do ciasta drożdżowego? Dlaczego poświęciłaś mu całą książkę, czy zachwycił cię smak tego ciasta, a może jego plastyczność i to że można z niego zrobić prawie wszystko?

Marzena Szkodzińska: Ciasto drożdżowe jest obecne w moim życiu od samego początku. Wypiekali je moim dziadkowie, moi rodzice. Robili z niego ciasta, chałki. Mój dziadek robił z ciasta drożdżowego pyszne pączki. A ja, jako małe dziecko, kręciłam się w kuchni pomiędzy nimi i chłonęłam tę atmosferę, ten zapach ciasta... Ciasto drożdżowe to jedno z moich wczesnych wspomnień z dzieciństwa. To w pewnym sensie tradycja rodzinna (śmiech). Ale pytałaś za co kocham to ciasto... Przede wszystkim za jego smak i zapach. Uważam, że nie ma nic piękniejszego niż zapach pieczonego w piekarniku chleba, który unosi się po całym mieszkaniu.

Przyznam, że do tej pory ciasto drożdżowe kojarzyło mi się tylko ze słodkimi wypiekami, z ciastem, które moja babcia robiła na niedzielę. Tymczasem w swojej książce udowadniasz, że można je robić nie tylko na słodko, słono, ale też wytrawnie. Właściwie ograniczać nas może tylko własna wyobraźnia.

Marzena Szkodzińska: To prawda, ciasto drożdżowe daje nieograniczone możliwości i można je wykorzystywać na wiele sposobów. Można z niego przygotować dania na cały dzień: na śniadanie, na obiad, na kolację, na deser. Można z niego upiec pieczywo, np. chleb, bułeczki, a nawet obwarzanki, precle, czy rogale. Na śniadanie można zrobić drożdżowe gofry, racuchy, naleśniki drożdżowe. Na obiad pierogi drożdżowe, czy podkłady do pizzy. A gdy przyjdą goście pyszny chlebek ziołowy, który będzie doskonałym dodatkiem do różnych przekąsek. Tych możliwości jest o wiele, wiele więcej...

A w jakiej odsłonie ciasto drożdżowe tobie najlepiej smakuje?

Marzena Szkodzińska: To bardzo trudne pytanie (śmiech). To chyba zależy od nastroju. Czasem wolę zjeść coś na słodko, na przykład jakąś pyszną drożdżówkę z twarogiem i dużą ilością kruszonki, czy sezonowymi owocami. Czasem mam ochotę na coś wytrawnego, na przykład pierożek drożdżowy, pizzę, albo jakąś bułkę z wytrawnymi dodatkami.

Oczywiście sama wszystko przygotowujesz, raczej nie kupujesz w sklepie?

Marzena Szkodzińska: Oczywiście, że sama piekę. W sklepach kupuję tylko produkty potrzebne do stworzenia tych dań (śmiech).

Napisałaś we wstępie do książki, że jej wydanie sobie zwizualizowałaś. Czy opowiesz nam tę historię?

Marzena Szkodzińska: Rzeczywiście wiąże się z nią nietypowa historia. Pomysł książki zaczął we mnie kiełkować jakiś czas temu. Chciałam stworzyć książkę kulinarną, której tematem przewodnim byłoby właśnie ciasto drożdżowe. Nie miałam wydawcy, ale zaczęłam zbierać potrzebne przepisy, zdjęcia. Trwało to dwa lata. Przez ten czas próbowałam, eksperymentowałam, tworzyłam nowe przepisy. Gdy udało mi się zebrać wszystko i zaczęłam to fizycznie opisywać, to nagle, dosłownie w ciągu tygodnia, odezwało się do mnie trzech wydawców z konkretnymi ofertami. Przyznam, że byłam zszokowana, zwłaszcza, że sama wcześniej o to nie zabiegałam. Ja ich po prostu myślami przyciągnęłam. Bardzo chciałam wydać tę książkę, to było moje marzenie, które udało się zrealizować. Oczywiście w wyborze wydawnictwa kierowałam się intuicją i nie żałuję swojej decyzji. Jestem wdzięczna Purple Book za możliwość współpracy.

Redakcja poleca

Skoro spełniło się jedno z Twoich marzeń, to jakie jest następne?

Marzena Szkodzińska: Marzę, aby ciasto drożdżowe królowało w każdym domu (śmiech).

Prowadzisz też blog kulinarny o nazwie "Kulinarna Maniusia". Przyznam, że to, co mi się najbardziej podoba w blogu i w książce, to prostota przepisów. Wszystko jasno tłumaczysz, a proponowane przez Ciebie potrawy nie wydają się już tak trudne, jak wcześniej. Każdy, nawet leniwe panie, czy leniwi panowie domu, znajdą coś dla siebie.

Marzena Szkodzińska: Każdy przepis opublikowany na stronie, czy w książce, osobiście przetestowałam, sprawdziłam, więc wiem, jakie pytania mogą się pojawić i w jakiej kolejności należy te dania przygotowywać. Zdjęcia tych potraw też są moje, czasem niedoskonałe, ale nie wszystkie potrawy wyglądają idealnie.

Za każdą wspaniale gotującą osobą zwykle stoją inne osoby. W Twoim przypadku byli to dziadkowie i rodzice, od których przejęłaś pasję gotowania. Ale kto namówił Cię do stworzenia blogu kulinarnego?

Marzena Szkodzińska: Mąż (śmiech). Gdy zobaczył, co wyrabiam w kuchni, ile tworzę nowych rzeczy, jak one rozchodzą się wśród naszych znajomych, jakie zbierają dobre opinie, to stworzył mi bloga, a potem posadził przed komputerem i powiedział: to jest twoja strona, pisz, dziel się tymi przepisami ze światem (śmiech).

Prawdziwy tyran! (śmiech)

Marzena Szkodzińska: Tak, tak (śmiech). To było 10 lat temu. Tych przepisów powstało mnóstwo, ale ja wciąż mam nowe pomysły. One chyba nigdy się nie kończą. Prawda jest taka, że gdyby nie mój mąż, to pewnie sama nigdy bym się na taki krok nie odważyła. A gdyby nie blog, to nie powstałyby konta w mediach społecznościowych, książka... To mój mąż przyczynił się do tego wszystkiego.

Rzeczywiście jego zasługa jest duża, ale nie umniejszaj swojej. To jest 10 lat Twojej pracy, docenianej nie tylko przez czytelników, ale również branżę. O ile dobrze pamiętam otrzymałaś kilka lat temu tytuł: Blogera kulinarnego roku, prawda?

Marzena Szkodzińska: Tak, rzeczywiście. To było dla mnie zaskakujące, bo to była nagroda od czytelników. Oni na mnie głosowali. Wtedy poczułam, że moja praca ma ogromny sens, że to nie jest takie pisanie do szuflady, tylko że ludzie naprawdę ze mną gotują, dziękuję mi za to, cieszą się z tego, że mogą korzystać z tych przepisów. To dodało mi pewności, pomyślałam, że będę iść dalej, nie zatrzymam się, że to jest coś, co chce robić dalej.

Czyli jest wokół Ciebie skupiona jakaś społeczność, ludzie, którzy lubią się z Tobą dzielić swoimi porażkami, sukcesami kulinarnymi?

Marzena Szkodzińska: Tak, jest ich mnóstwo. Stworzyliśmy taką jedną wielką kulinarną rodzinę. Cały czas dochodzą nowe osoby. Zdarza się – i to wcale nie tak rzadko – że podrzucają mi różne pomysły na dania lub proszą mnie o wypróbowanie jakiegoś przepisu, ewentualnie o udoskonalenie go (śmiech). Staram się też wsłuchiwać w prośby moich czytelników. Czasem ktoś prosi o zmodyfikowanie przepisu, aby był bez jajek, albo mleka, bo na przykład ktoś nie może jeść nabiału. Tak, więc cały czas jestem w kontakcie ze swoimi czytelnikami.

Redakcja poleca

A jakim rodzajem kucharza jesteś na co dzień? Czy lubisz eksperymentować w kuchni, czy działasz raczej według sprawdzonych receptur od dziadka, mamy, babci?

Marzena Szkodzińska: Uwielbiam eksperymentować. Czasem wchodzę do kuchni, przeglądam szafki, lodówkę i tworzę posiłek z tego, co mam pod ręką. Oczywiście czasami sięgam po sprawdzone receptury, bo lubię takie stare przepisy pochodzące od babci, dziadka. To są prawdziwe perełki, które naprawdę warto odtwarzać, ale w większości przypadków raczej eksperymentuję.

Zgadzam się, że receptury od naszych babć to prawdziwe perełki. Do tej pory zapach zupy pomidorowej kojarzy mi się ze szczęśliwym dzieciństwem. Ale... mam przepis od babci, robię tę zupę dokładnie tak jak ona, ale mimo to smakuje ona inaczej. Mój mąż się śmieje, że brakuje jednego składniki "babcinej miłości". A może chodzi o sposób przygotowywania? Moja babcia gotowała na kuchni kaflowej i te potrawy miały inny smak.

Marzena Szkodzińska: Tak, to prawda. Sposób gotowania może robić różnicę. Pamiętam drożdżówkę mojego dziadka, który piekł ją w prodiżu. Była ona z rodzynkami i miała taką chrupiącą, przyrumienioną skórkę. Nigdy nie udało mi się uzyskać takiego efektu w piekarniku.

Muszę przyznać, że mam wielki problem z ciastem drożdżowym. Nie potrafię go wyrobić i wiem, że wiele osób też ma z tym problem. W czym tkwi tajemnica ciasta drożdżowego?

Marzena Szkodzińska: Ciasto drożdżowe jest bardzo prostym ciastem tylko trzeba trzymać się pewnego schematu. Jest kilka punktów, które trzeba przejść krok po kroku Po pierwsze, należy zwrócić uwagę na drożdże. One muszą być świeże. Sprawdźmy datę przydatności, czy nie ma jakiegoś nalotu pleśni, bo to może popsuć nam całe ciasto. Pod drugie, musimy zwrócić uwagę na odpowiednią temperaturę płynu, czyli mleka lub wody – nie mogą być one ani za ciepłe, ani za zimne. Powinno to być maksymalnie 37 st. C. Dzięki temu te drożdże będą nam ładnie rosły. Po trzecie, musimy pamiętać, że ciasto drożyoudżowe potrzebuje cierpliwości, troszeczkę miłości i cukru. Musimy mu dać czas, aby wyrosło. Po czwarte, musimy je dobrze wyrobić, co najmniej 5 minut. Możemy to robić ręcznie lub za pomocą robota z hakiem, ale nie krócej niż 5 minut. Potem ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce. Ciasto drożdżowe nie lubi przeciągów. W cieple rośnie sobie ono przez godzinę lub nawet półtorej godziny. Musi podwoić, a nawet potroić swoją objętość. Postępując tak, możemy mieć pewność, że ciasto nam wyjdzie.

A gdzie znaleźć takie ciepłe miejsce w mieszkaniu? Kiedyś były piece kaflowe, ale w blokach ich nie ma...

Marzena Szkodzińska: W zimie stawiam ciasto przy kaloryferze, na podłodze. Tam zawsze jest ciepło. Można też rozgrzać piekarnik do 50 st. C i schować tam ciasto do wyrośnięcia.
Podstawa ciasta jest zawsze taka sama. Różnica tkwi w dodatkach. Drożdżowe na słodko świetnie komponuje się z owocami, twarogiem, makiem, czekoladą, konfiturami. Drożdżowe wytrwane lubi mięsa, warzywa... Możliwości jest naprawdę wiele.

Redakcja poleca

Gdy o tym mówisz, to rzeczywiście wydaje się to bardzo proste... A co najbardziej lubisz gotować? Co jest Twoim popisowym daniem?

Marzena Szkodzińska: Sałatka ziemniaczana, to jest moje popisowe danie. Robię ją w ilościach hurtowych, aby wszyscy się najedli i jeszcze dostali ją na wynos (śmiech). A drugim takim daniem jest karkówka w marynacie z ketchupu oraz majonezu. To ulubione danie mojego taty, zawsze kiedy przyjeżdża prosi, abym ją dla niego przygotowała. Jest pyszna, rozpływa się w ustach.

A co dodajesz do sałatki ziemniaczanej, oprócz ziemniaków, oczywiście...

Marzena Szkodzińska: Ogórki kiszone, gotowaną marchewkę, jajka na twardo, zielony groszek konserwowy, pora. Natomiast sos robię z majonezu, musztardy, soli i pieprzu. Nie dodaję natomiast jabłka, pietruszki, czy cebuli.

Muszę Cię zapytać o jeszcze jedną rzecz. Polacy wyrzucają do kosza mnóstwo jedzenia. Jaki jest twój sposób na niemarnowanie żywności?

Marzena Szkodzińska: Zabrzmi to banalnie, ale zawsze robię zakupy z listą. Piszę, co jest mi potrzebne do przygotowania konkretnych dań na dwa dni. Poza tym zawsze mam w kuchni produkty, z których mogę coś na szybko stworzyć.

A jakie to produkty?

Marzena Szkodzińska: Zawsze mam ciasto francuskie, makaron, ryż, ziemniaki, jajka, masło, drożdże, mąkę, a także jakieś warzywa. Jak się ma taką bazę plus jakieś resztki warzyw, to zawsze można stworzyć jakieś danie, na przykład zapiekankę, zupę-krem, grzanki i chipsy z boczku. U mnie naprawdę nic się nie marnuje.

A czy masz jakieś danie, które jest takim kulinarnym Everestem? Coś co chciałabyś zrobić, ale jest to na razie dla Ciebie zbyt trudne?

Marzena Szkodzińska: Makaroniki. Uwielbiam je, chciałabym je zrobić, ale na razie mi to nie wychodzi. One są takie pulchne, ładne, mokre, a moje zawsze są takie sklapciałe (śmiech). Ale kiedyś mi się to uda!

To piękne przesłanie dla naszych czytelników: nigdy się nie poddawajcie, nawet jeśli wam coś nie wychodzi. Ćwiczenie czyni mistrza. Marzeno, bardzo Ci dziękuję za to spotkanie i za książkę "Drożdżowe love". Przed świętami na pewno się przyda.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET