Uważaj, dokąd wybierasz się na wakacje. Te miejsca odbierają rozum!

Magdalena Barszczak 01.08.2019 AKTUALIZACJA: 01.08.2019
syndrom jerozolimski, florencki,
Fotografia: Shutterstock

Istnieją miejsca na mapie, które bardziej niż inne sprawiają, że turyści tracą zmysły.

Wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, beztroską i poznawaniem kultury miejsca, które odwiedzamy. Zdarza się jednak, że zamiast pięknych zdjęć z urlopu przywozimy chorobę psychiczną. Co ciekawe, po jakimś czasie jej objawy ustępują. Nauka zna takie przypadki, szczególnie po zwiedzaniu Jerozolimy, Florencji i Paryża.

Co takiego mają w sobie te miasta, że wywołują wśród turystów chwilową utratę zmysłów? Okazuje się, że odwiedzenie ich może doprowadzić podróżników do niezdrowej ekstazy czy przygnębienia. Z objawami manii, depresji lub chorobliwym lękiem trafiają później na kozetkę do psychiatry. O co chodzi?

Zobacz także: Syndrom sztokholmski – na czym polega?

Syndrom jerozolimski

Co roku Ziemię Świętą odwiedzają tysiące turystów. Niektórzy z nich chcą poznać korzenie swojej wiary, inni są zafascynowani miejscem, gdzie spotykają się trzy religie: chrześcijaństwo, judaizm i islam. Wszystkie te osoby mogą paść ofiarą religijnej fiksacji. No bo jak inaczej wytłumaczyć zjawisko, o którym pisze Paweł Smoleński w zbiorze reportaży "Izrael już nie frunie"?

Był wysokim, przepięknym, jasnym chłopakiem około dwudziestki. Nic wcześniej nie wskazywało, że zrobi to, co zrobił. Pewnego dnia założył białe szaty, powiesił sobie na szyi wielki krzyż i zaczął krążyć po zaułkach starej Jerozolimy. Miał poczucie, że jest Mesjaszem, pojawił się w Świętym Mieście, gdzie jest początek wszystkiego, po to, by zbawić świat. Nie był agresywny, nikomu nie zagrażał. Recytował wersety ze Świętych Ksiąg.

Mowa tu o syndromie jerozolimskim, czyli o zaburzeniu, które funkcjonuje w literaturze od lat 80. Scenariusz najczęściej jest ten sam. Wycieczkę do Jerozolimy wykupuje całkowicie zdrowy człowiek. Po dotarciu do Ziemi Świętej zaczyna się dziwnie zachowywać. Towarzyszy mu niepokój, zaczyna obsesyjnie się myć, obcina paznokcie i nieustannie się modli, utożsamiając z postaciami biblijnymi.

Pierwszy rodzimy przypadek tego typu został opisany w czasopiśmie "Psychiatria Polska". Lekarze zwrócili uwagę na pacjentkę przywiezioną do Instytutu Neurologii i Psychiatrii w Warszawie. Trafiła tam wprost z lotniska po wycieczce do Izraela i Egiptu. Mąż 62-latki postanowił skrócić ich wakacyjny pobyt ze względu na pogorszenie samopoczucia żony. U kobiety zdiagnozowano ostry epizod psychotyczny - przestała sypiać, zaczęła wszystko obsesyjnie czyścić, a nawet lizać podłogę w hotelu.

Przejawiała dziwaczne zachowania, podczas zwiedzania zaczęła rozdawać ludziom wodę, twierdząc, że zamieniła ją w wino. Nie chciała opuścić kościoła, demonstracyjnie modliła się, chciała oddzielić się od wycieczki. Deklarowała chęć wstąpienia do zakonu. Uderzała się pięściami w brzuch, twierdziła, że jest opętana.

W rodzinie pacjentki nie występowały zaburzenia psychiczne, a kobieta po około trzech tygodniach wyzdrowiała. Postanowiła unikać miejsc związanych z kultem religijnym.

Zobacz także: Jak wygląda pierwsza wizyta u psychiatry? Sprawdź, czego się spodziewać!

Syndrom florencki

Podobnych przypadków jest więcej. Kolejny dziwny syndrom podróżniczy zauważono u turystów we Florencji. Syndrom Stendhala (florencki), bo o nim tu mowa, objawia się przyspieszonym biciem serca, dezorientacją, zawrotami głowy, a nawet halucynacjami. A wszystko to na widok dzieł sztuki i architektury, z których, jak wiadomo, słynie to renesansowe włoskie miasto.

Syndrom Stendhala pochodzi od nazwiska słynnego pisarza, który po wizycie w galerii Uffizi, odwiedzeniu grobu Dantego w kościele Świętego Krzyża i obejrzeniu „Dawida" Michała Anioła doznał kołatania serca i kilka dni spędził w łóżku z gorączką. Kiedy ponownie zdecydował się wyjść na miasto, objawy się powtórzyły.

W 1979 roku włoska psychiatra Graziella Magherini spotkała się z podobnymi reakcjami u swoich pacjentów. Trzy lata później syndrom zdiagnozowano po raz pierwszy, a specjaliści twierdzą, że podobne objawy pojawiają się podczas zakupów np. w galerii handlowej w reakcji na zbyt dużo bodźców i szeroki wybór.

Syndrom paryski

Paryż - miasto zakochanych, rozsławione w wielu filmach i powieściach. Stolica sztuki z wąskimi uliczkami i zabytkowymi kamienicami. Rocznie przybywa tu ponad 30 mln turystów. Jeśli ktoś jeszcze nie odwiedził tej francuskiej metropolii, z pewnością planuje to zrobić. Wielu turystów marzy o Paryżu znanym z literatury czy wielkiego ekranu, jednak przyjeżdżając tu doznaje rozczarowania. Dlaczego tak się dzieje?

Miasto nie spełnia ich oczekiwań - jest zaśmiecone i brudne, mieszkańcy nie wyglądają jak z żurnala, paryżanie są niemili i nie chcą mówić po angielsku, a paryżanki wcale nie mają zjawiskowej urody. Przyjezdnych dopada uczucie lęku, depresja, kołatanie serca, nadmierna potliwość czy zawroty głowy. Na syndrom paryski szczególnie narażeni są japońscy turyści, dla których ambasada uruchomiła nawet specjalną infolinię, aby mogli zadzwonić w poszukiwaniu wsparcia.

Zobacz także: Typy osobowości – jakie wyróżniamy i czym się cechują?

Zobacz, w jakim kraju powinieneś mieszkać!

Młody mężczyzna patrzy na ogromne pole.
Rozwiąż quiz

W jakim państwie powinieneś mieszkać? Odpowiedź może cię zaskoczyć!

Młody mężczyzna patrzy na ogromne pole.

1. Twoim ulubionym sportem jest:

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów