My mamy jej dość, a zachód się zachwyca. Moda postsowiecka przeżywa renesans

Redakcja 27.10.2016
Goscha Rubchinskiy
Fotografia: East News

Kto chce być modny musi schować dumę do kieszeni i wyciągnąć z szafy znienawidzone, stare dresy. Najlepiej z ortalionu. 

W świecie mody gorące są dwa rosyjsko brzmiące nazwiska i dwa uznane już przez celebrytów domy mody. Od kilku miesięcy nazwisko Goschy Rubchinskiya rozgrzewa do czerwoności, a to dlatego, że "zachód" zauważył dzikość i oryginalność stylu wschodniego.

Kraje postsowieckie owiane są teraz mitologią - ma to być miejsce, w którym ludzie mają fantazję i w modzie sprytnie wykorzystują biedę, turecką tandetę i folklor. Stylistka Vetements Lotta Volkova wrzuca na Instagram zdjęcia z życia w Rosji, oczywiście na każdym jest odpowiednio ubrana i przyjmuje lekko obciachową pozę. Pokazuje, że ma dystans do swojej tożsamości kulturowej.

Ale to już było

Modę postsowiecką docenił również coraz bardziej popularny dom mody Vetements, który w kolekcji na sezon jesień/zima 2016/2017 zaprezentował połączenie ortalionowego dresu i skórzanych kozaków, które my, Polacy, pamiętamy z ulic początku lat 90. Styl, którzy do tej pory kojarzy nam się z obciachem, jest szczytem wyrafinowania w modzie. Do lat 90. w stylu słowiańskim wróciła również Balenciaga, czyli jedna z ulubionych  marek Kim Kardashian. Tam w kolekcji na wiosnę i lato 2017 królują nieoddychające, połyskujące, drapowane materiały w kolorach, które wydawało się, że jak miały nadzieję nasze matki, na stałe odeszły do lamusa - na przykład w ametystowym. Oprócz tego oversize'owe kurtki skórzane i obszerne poduszki na ramionach.

Dobrze jest mieć bluzę zapisaną cyrylicą, ortalionową kurkę i sweter włożony w spodnie z wysokim stanem. Wszystko to, czego nienawidziliśmy w naszych strojach w dzieciństwie, w świecie high fashion jest podziwiane. Ostre rysy twarzy dobrze wyglądają z puszystą grzywką, a delikatne idealnie kontrastują z ogoloną na łyso głową. Co prawda moda na lata 90. trwa już od co najmniej pięciu lat, jednak w każdym kraju oznacza coś innego.

Dla Polaka ortalionowy dres wygrzebany z dna szafy nie jest już niczym ekscytującym, tak samo jak koszulki z logo Coca Coli. Jednak dla mieszkańców krajów zachodnich to egzotyka, nowość, która dopiero teraz tam dociera. 

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów