Zmuszanie ludzi do pracy rano jest dyskryminacją. Przesada? Nie, ponieważ jest w tym dużo racji

Redakcja 16.11.2016
Człowiek w pracy
Fotografia: Pixabay

Niejedna osoba chociaż raz w życiu pomyślała, że przychodzenie do biura na wczesną godzinę jest barbarzyństwem. Naukowcy myślą dokładnie tak samo.

O tym, z czym związany jest jet lag, wiedzą niemal wszyscy. To zespół nagłej zmiany strefy czasowej, czyli objawy, jakie towarzyszą osobom przekraczającym strefy czasowe np. podróżując samolotem. A społeczny jet lag? O tym pojęciu nie wszyscy słyszeli, choć na pewno się z nim spotkali. 

Zjawisko społecznego jet lag opisali badacze z Uniwersytetu w Monachium, a za jego twórcę uważa się Tilla Roenneberga. To termin określający powszechne we współczesnych społeczeństwach prowadzenie trybu życia niezgodnego z wewnętrznym rytmem biologicznym wymuszane przez obowiązki związane np. z pracą. A przecież wszyscy wiedzą, że w otaczającym nas świecie bardziej opłaca się być rannym ptaszkiem niż nocnym markiem. 

Na społeczny jet lag najczęściej cierpią ci drudzy, a więc osoby, które prowadzą nocny tryb życia. Ich dzień nie zaczyna się skoro świt, bo i wieczorem się nie kończy. Najbardziej aktywni są popołudniami, wieczorami i właśnie w nocy. I, zdaniem Judith Ovens z Uniwersytetu Harvarda, są przez to dyskryminowani, a zwłaszcza ci, którzy pracują w godzinach od 9:00 do 17:00. Obowiązki służbowe wymagają od nich, aby już od rana byli pełni energii i gotowi do pracy. Przez to, że preferują nocny tryb życia, mogą odczuwać przykre konsekwencje. Dużo trudniej jest im się skupić, a i w pracy mogą osiągać gorsze wyniki od kolegów, którzy z porannym wstawaniem nie mają większych problemów. 

Ważne jest nie tylko ile godzin śpimy, ale również kiedy śpimy - twierdzi Judith Ovens w rozmowie z Sbs.com.au. 

Neurolog swoje spostrzeżenia opublikowała w magazynie medycznym "Pediatrics". Jak przekonuje, każda osoba ma indywidualny rytm dobowy. Co oznacza, że gdy jedna osoba jest senna i w związku z tym kładzie się spać np. o godzinie 22:00, druga w tym czasie jest aktywna i chętna do pracy. Nie można tego traktować w kategorii nawyku, który łatwo zmienić. 

Judith Ovens przebadała tysiące uczniów, którzy pierwsze zajęcia zaczynali o godzinie 7:20 rano i odkryła, że w najgorszym stanie psychicznym i najgorzej "nastrojeni" byli ci, którzy deklarują, że chodzą późno spać. To oni mieli największe problemy z nauką i koncentracją. Podobnie jest z dorosłymi, którzy równo o godzinie 9:00 muszą stawić się w miejscu pracy. To oni są najbardziej poszkodowani, bo ich rytm dobowy jest inny niż większości społeczeństwa. 

Zdaniem badaczki rozwiązaniem jest zmiana obecnego porządku, a więc zmiana godzin pracy. Czy jednak zaczynanie pracy o godzinie 10:00 sprawdzi się we współczesnym świecie? Biorąc pod uwagę, że większości osób istniejący porządek odpowiada, pomysł wydaje się nietrafiony. 

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów