Festiwa(love) szaleństwo

Marta Wilczkowska 02.05.2018
Dagmara Kowalska i Marcin Wojciechowski
Fotografia: Chillizet

Festiwale muzyczne na fali wznoszącej. To zjawisko kulturowe się nie nudzi. To takie muzyczne wakacje od szarej rzeczywistości: integrują i relaksują. O fenomenie muzycznych spotkań nazywanych festiwalami rozmawia dwoje dziennikarzy związanych z Chillizet Dagmara Kowalska i Marcin Wojciechowski.

Kochamy festiwale: od Jarocina po Opener’a. Jest tylko jeden warunek: na scenie muszą się pojawić gwiazdy światowego formatu, wówczas bilety sprzedają się jak ciepłe bułki. Gorzej jest z mniejszymi inicjatywami mówi Marcin Wojciechowski dziennikarz Radia Zet i prowadzący program Strona B w Chillizet.

- Żałuję, że małe festiwale znikają. One pojawiają się na dwa, góra trzy sezony i jeśli nie przyjedzie człowiek z walizką pieniędzy, które pomogą w rozwoju festiwalu, umiera on śmiercią naturalną. Te prawdziwe, cudowne, lokalne, alternatywne festiwale zrzeszające prawdziwych entuzjastów muzyki- szkoda, że przepadają – opowiada Marcin Wojciechowski. - Ciekawe czy słuchacze Chillizet pamiętają Festiwal muzyki celtyckiej w Raczkach, na Suwalszczyźnie. Bywałem tam, przejeżdżali na niego artyści z Irlandii, był riverdance i mimo, że muzyka nie jest do końca moja, to świetnie się tam bawiłem- zdradza Marcin.

Festiwale i te małe i większe są świętem muzyki, wspierajmy je, by mogły nam dawać to, co w muzyce ważne, czyli żywy kontakt z artystami.

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej
Więcej newsów