Właściciel restauracji w Sopocie pozwał swojego klienta. Powód? Jedno słowo w recenzji lokalu na Facebooku

Redakcja 24.07.2017
Restauracja White Marlin
Fotografia: www.instagram.com/white_marlin/?hl=pl

O tym, kto w tym sporze ma rację, zdecyduje sąd. 

Choć pobyt na plaży, zwłaszcza w wakacje, większości kojarzy się z relaksem i dobrymi wspomnieniami, nie wszyscy mają to szczęście. Dla jednego z klientów sopockiej restauracji, urlop skończy się w sądzie. 

Jak podaje portal Trójmiasto.wyborcza.pl, Piotr Surmacki z rodziną i znajomymi wybrali się do lokalu White Marlin w Sopocie, znajdującego się tuż przy plaży. Wcześniej telefonicznie próbowali zrobić rezerwację, ale ponieważ nie było to możliwe, o wolny stolik zapytali, gdy znaleźli się w lokalu. Obsługa poprosiła, aby zajęli jeden z wolnych stolików na plaży, wybrali więc ten, gdzie nie było informacji o rezerwacji. 

Usiedliśmy, rozpakowaliśmy torby, dzieci rozbiegły się po plaży. Niedługo potem podszedł do nas brodaty mężczyzna i zapytał, jakim prawem zajęliśmy miejsce. Wytłumaczyłem, że obsługa nas wpuściła. Mężczyzna oznajmił, że jest właścicielem i że mamy opuścić lokal. Sytuacja była absurdalna, więc oznajmiłem mu, że nagram, w jaki sposób traktuje swoich klientów - powiedział Piotr Surmacki w rozmowie z Trójmiasto.wyborcza.pl. 

Po chwili, jak relacjonuje mężczyzna, właściciel White Marlin zaczął straszyć go konsekwencjami prawnymi. "Pogratulowałem panu podejścia do biznesu i razem ze znajomymi opuściliśmy to miejsce" - dodał Surmacki. 

Jak to zawsze w przypadku sporu bywa, przeciwna strona twierdzi coś zgoła innego. Zdaniem właściciela lokalu, Andrzeja Nizio, goście nie zostali wyrzuceni z restauracji, a jedynie poproszeni, aby zajęli inny stolik, ponieważ ten był zarezerwowany. 

Obsługa nie dała sobie rady z tą grupą. Byłem akurat na miejscu, więc poszedłem zapytać moich pracowników, co się stało. Pan Piotr nie został wyrzucony, lecz poproszony o zwolnienie stolika zarezerwowanego dla innych gości. Poinformowałem go, że może poczekać na inne, wolne miejsce. Ruch w sezonie jest duży, ale nie jesteśmy restauracją, z której wyrzuca się gości - powiedział Andrzej Nizio w rozmowie z Trójmiasto.wyborcza.pl. 

Być może sprawa rozeszłaby się "po kościach", gdyby nie fakt, że Piotr Surmacki o sprawie poinformował na swoim Facebooku. 

1
Fotografia: www.facebook.com/surmacki.1977

Kto wielkim wygranym? 

Jak podaje Trójmiasto.wyborcza.pl, miesiąc później klient restuaracji otrzymał pozew sądowy, w którym właściciel restauracji oskarża go o "znieważenie za pomocą środków masowego komunikowania". Konkretnie, chodzi o komentarze, które Surmacki umieścił pod postem na Facebooku. O Andrzeju Nizio miał napisać: "dokładnie ten krasnal" i "raczej idiota niestety"

Jak przyznał właściciel restauracji w rozmowie z Wyborczą.pl, w ten sposób chce walczyć z hejtem w internecie. Z kolei Surmacki uważa, że "to sytuacja abstrakcyjna". Kto w tym sporze ma rację, rozstrzygnie sąd. Pewne jest, że prawnik gościa restauracji w przesłanym sądowi piśmie zwraca uwagę na fakt, że słowa "krasnal" nie należy uznawać za zniewagę. A wręcz przeciwnie - jest ono "nacechowany pozytywnie".

Zagłosuj

Kto ma rację?

Liczba głosów:

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów