Tinder równa się kłopotom z prawem. Dziewczyna nie zrozumiała żartu i zadzwoniła na policję

Redakcja 08.03.2017
Para ze smartfonami
Fotografia: East News

Amant z serwisu randkowego przez kilka godzin nie mógł zrozumieć, że ma poważne kłopoty.

Randka z osobą poznaną na Tinderze może skończyć się tragicznie. Przekonał się o tym użytkownik Reddita o pseudonimie Immortalsnail. Zażartował w pozornie niewinny sposób, jednak okazało się, że jego towarzyszka wzięła to na śmiertelnie poważnie. 

Immortalsnail umówił się na spotkanie przez Tindera po raz pierwszy w życiu. Na początku był z siebie zadowolony. Dziewczyna doceniała jego osobowość i wydawało się, że znaleźli wspólny język. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.

Cieszyłem się, że myśli, że jestem bardziej zabawny na żywo niż na czacie (jak do tego doszło?!). Nawet zaproponowała mi, żebym po kolacji poszedł z nią na spotkanie z jej przyjaciółmi – wspominał Immortalsnail na Reddicie. 

Giphy
Fotografia: Giphy.com

Szczerość popłaca

Kiedy dziewczyna stwierdziła, że cieszy się, że trafiła na normalnego chłopaka, który nie jest seryjnym mordercą, Immoertalsnail popełnił błąd, z którego z wszyscy użytkownicy powinni wyciągnąć nauczkę. Okazuje się, że główną zasadą Tindera jest: na pierwszej randce nie żartuj z zabijania ludzi. 

Dzięki, że myślisz, że jestem normalny. Ale w rzeczywistości jestem seryjnym mordercą, ciała moich ofiar od wielu dni leżą zakopane na wsi – zażartował mężczyzna, po czym oboje się roześmiali. Jednak w rzeczywistości nie było jej do śmiechu. 

Dziewczyna wyszła do łazienki i długo nie wracała. Wtedy użytkownik Reddita zaczął się stresować, że wystawiła go do wiatru. Szybko przestał, bo w restauracji zjawiła się policja. Funkcjonariusze zakłuli go w kajdanki i wyprowadzili z lokalu, potem zebrali zeznanie od przerażonej dziewczyny, z którą umówił się na randkę. A przecież dogadywali się tak dobrze.

Okazało się, że dziewczyna uwierzyła w żart nowo poznanego chłopaka. Immortalsnail nie od razu wyjaśnił funkcjonariuszom, że zaszła pomyłka. Kiedy na komisariacie pytali go o zakopane na wsi ciała, dalej grał w swoją grę, jakby nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji. Dopiero podczas przesłuchań wyjaśnił sytuację. Na szczęście po kilku godzinach policjanci mu uwierzyli i wypuścili do domu, choć nie obyło się bez pomocy prawnika. Tę przygodę lepiej zapamiętać. Z niektórymi nie ma żartów.

Giphy
Fotografia: Giphy
Zagłosuj

Korzystasz z Tindera?

Liczba głosów:

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów