Siostra Anny Przybylskiej opowiedziała o ostatnich chwilach życia aktorki. "Przełykałam łzy, gdy mi to powiedziała"

Anna Respondek 12.09.2017
Agnieszka Kuber/Anna Przybylska
Fotografia: Facebook/agnieszka.kuber.127/EAST NEWS

To strata, która nadal boli wielu ludzi. 

Anna Przybylska miała wszystko, była piękna i młoda. Mogła pochwalić się wspaniałą rodziną, cudownymi dziećmi i kochającym partnerem, z którym stworzyła wyjątkowy związek. Los jednak bywa przewrotny. Okazało się bowiem, że aktorka zachorowała na raka trzustki, który doprowadził do jej śmierci. Trzecia rocznica przypadnie na 5. października. 

Najbliższa rodzina Przybylskiej przez długi czas milczała i nie wypowiadała się na temat choroby i jej przebiegu. Pierwszy złamał się wieloletni partner aktorki, Jarosław Bieniuk, który we wzruszającym wywiadzie opowiedział o ich miłości.

Zbliżająca się rocznica śmierci nakłoniła do wyznań również siostrę artystki, Agnieszkę Kuberę, która pracuje w szpitalu towarzyszyła jej na każdym etapie choroby i starała się podtrzymywać ją na duchu. O tej tragicznej historii opowiedziała dziennikarce Annie Maruszeczko.

Zadzwoniła do mnie i mówi: "Słuchaj, coś mnie pobolewa. Zrobiłam gastroskopię, ale tam nic nie było. Zrobiłam USG, i jest coś do przeleczenia. Taki stan zapalny, ma zniknąć po dwóch tygodniach". Ale to nie zniknęło. To był piątek, godzina 12. "W poniedziałek przyjdziesz do mnie na tomografię", uspokajałam. Ona była niecierpliwa, zadzwoniła jeszcze raz: "A jak ja bym rezonans zrobiła?". "Gdzie ja ci przed weekendem rezonans załatwię?". "Zapłacę. Zadzwoń do koleżanek, niech mnie jutro przyjmą". Zadzwoniłam i niby w żartach mówię do znajomej doktor: "Ale jakby coś było, to mi powiedz". "Przestań, gdzie, u młodej dziewczyny?!" - wspomina Agnieszka Kubera

W dalszej części wywiadu dla "Urody Życia" siostra Przybylskiej wspomina, że przez długi czas rodzina wierzyła, że będzie to łagodna zmiana, z którą szybko sobie poradzą. Lekarka, która zrobiła aktorce rezonans najpierw zadzwoniła do Kubery i powiedziała jej, że znalazła coś małego. 

Zanim wróciła, lekarka zdążyła do mnie zadzwonić: "Tu coś jest - mówi - ale na razie się nie martw, bo jeśli nawet, to pewnie zmiana łagodna". Na to wchodzi Ania: "Wiesz co, doktor powiedziała, że tam nic nie ma". Potem wróciłam do rozmowy z lekarzem: "Przecież nie powiem dziewczynie, która wsiada do auta, że ja już coś widzę". Wieczorem zadzwoniła, że musimy Ance załatwić wizytę u chirurga. Zrobili jej kolejne USG, ale cały czas obowiązywała wersja o zmianie łagodnej. Dopiero na stole operacyjnym okazało się co innego - powiedziała.

Po operacji, która miała uratować życie Anny Przybylskiej, okazało się, że zmiana niestety nie jest łagodna i pomimo tego, że została usunięta w całości, rokowania nie były najlepsze.  

Przez jakiś czas jest stabilnie, a potem wszystko się na człowieka sypie. Kiedyś Anka powiedziała, a jeszcze nie była tak strasznie wymęczona chorobą: "Przychodzi taki moment, kiedy pacjent chce umrzeć, a i rodzina chce, żeby odszedł". Pamiętam to jak dziś. Siedziała w kuchni przy stole i piła herbatę ze swoją agentką Gosią. Jarek karmił Jasia, a ja, połykając łzy, nakładałam coś na talerz - wspomina siostra aktorki. 

Anna Przybylska zmarła 18 miesięcy po postawieniu diagnozy. 

Anna Przybylska
Fotografia: EAST NEWS
Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów