Nie ma rąk, a jest najlepszym rysownikiem świata. Niepełnosprawny Polak udowadnia, że ograniczenia nie istnieją

Magdalena Barszczak 08.03.2019
Mariusz Kędzierski
Fotografia: Archiwum prywatne Mariusza Kędzierskiego

Rysowanie to sens jego życia. To także terapia. Niepełnosprawny Dolnoślązak Mariusz Kędzierski opowiedział Chillizet.pl o swojej pasji.

Rysuje, odkąd skończył trzy lata. 26-letni Mariusz Kędzierski urodził się z wadą genetyczną. Ma zdeformowane ręce, a mimo to tworzy zapierające dech w piersiach portrety. Skomplikowane grafiki, wyglądem przypominające zdjęcia, są cenione i kupowane na całym świecie, a Dolnoślązak zgarnia za nie międzynarodowe nagrody.

W 2015 roku Polak zainicjował projekt motywacyjny "Mariusz Rysuje". Przez 12 dni podróżował i rysował na ulicach największych europejskich metropolii. Chciał pokazać ludziom, że warto spełniać marzenia. Za tę wyprawę został uhonorowany Nagrodą Publiczności w konkursie Człowiek Bez Barier 2015.

Rysowanie to niejedyne zajęcie Mariusza. Od kilku lat bierze udział w spotkaniach motywacyjnych na całym świecie, inspirując innych do zmiany i przekonując, że największe bariery, to te w naszych głowach. Bo skoro jemu się udało, innym też się powiedzie! W rozmowie z Chillizet.pl artysta opowiedział o tym, dokąd doprowadziły go talent i ciężka praca.

Jak się zaczęła twoja przygoda z rysowaniem?

Mariusz Kędzierski: Na dobre zaczęła się po jednej z moich operacji, właściwie tej ostatniej. Byłem wtedy nastolatkiem i nie przypuszczałbym wówczas, że stanie się to moim sposobem na życie.

Jak koledzy reagowali na to, że się od nich różnisz?

Kiedy byłem dzieckiem, przez moją inność zdarzało się, że rówieśnicy nie chcieli przyjmować mnie do swoich grup. Na pewno dosyć częste odrzucenie społeczne do przyjemnych doświadczeń nie należy. 
 
Czy kartka i ołówek były dla ciebie terapią?

Były i są. To jest pewne. Tak samo jak spotkania z ludźmi, czy moje wykłady motywacyjne. Gdziekolwiek jestem, zarówno podczas wykładów w Polsce, jak i za granicą, staram się wspierać ludzi, którzy przychodzą mnie posłuchać i na podstawie mojej historii, mówiąc kolokwialnie, dodać im sił w walce o ich marzenia. Ale to nie działa w jedną stronę, bo rozmowy z tymi ludźmi działają też dobrze na mnie. Wiem dzięki temu, że to, co robię, jest dobre i potrzebne.

Pokonałeś tysiące kilometrów, żeby rysować na ulicy. Odwiedziłeś największe miasta Europy. Co znaczył dla ciebie projekt "Mariusz Rysuje"? Obawiałeś się czegoś, inicjując tę trasę?

Tak, ten projekt mojej podróży odbył się już trochę temu, ale nadal odbija się w mediach głośnym echem. Nie obawiałem się niczego, chciałem odbyć przygodę życia, zrobić coś, czego wcześniej nikt nie zrobił, czyli połączyć sztukę z motywacją i podróżą. Udało mi się to, jestem bardzo wdzięczny, ponieważ ta akcja przyniosła wiele dobrego, nie tylko w moim życiu.

Mariusz Kędzierski
Fotografia: Archiwum prywatne Mariusza Kędzierskiego

Jak reagowali na ciebie ludzie? Czy jakaś historia zapadła ci w pamięć szczególnie?

Zawsze były to pozytywne reakcje. Ludzie, którzy mnie spotkali, często się otwierali. Spotkałem dziewczynę, imigrantkę z Afryki. Mówiła, że bardzo się bała codzienności, że czuła się słabo i beznadziejnie, ale spotykając mnie, chce przynajmniej spróbować powalczyć o normalne życie, bo patrząc na mnie, wie, że to jest możliwe.

Czy złapałeś podróżniczego bakcyla? Często podróżujesz?

Podróżuję bardzo często, co najmniej kilka razy w roku jestem gdzieś poza Polską i od czasu mojej wyprawy po Europie odwiedziłem już ponad 30 krajów na 4 kontynentach. Teraz to podróżowanie wiąże się z moją pracą, coraz częściej wystawiam się w różnych miejscach na świecie i coraz częściej jestem zapraszany na różnego rodzaju konferencje i wystąpienia, żeby zainspirować ludzi do działania. To jest piękne, bo kiedyś nie marzyłem nawet o tym, że będę w miejscach, które widziałem wyłącznie w telewizji.

Twoje prace były prezentowane za granicą. Powiesz coś więcej na temat nagród, jakie zdobyłeś?

Tak, byłem członkiem wystaw zbiorowych i indywidualnych w Polsce, Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Turcji czy Stanach Zjednoczonych. Aktualnie trwają przygotowania do wrześniowej wystawy w Tajpej. I moja działalność artystyczna to pasmo sporych sukcesów, jak choćby ten ostatni z listopada, kiedy zdobyłem w Dubaju dwie nagrody - The Global Art Award 2018 w kategorii "Realizm" oraz Grand Prix, czyli główną nagrodę, dla artysty roku na świecie.

Rozpocząłeś karierę w branży coachingowej. Skąd taki pomysł? Czy to znaczy, że rysowanie zeszło teraz na drugi plan?

To, czym się zajmuję, nie jest coachingiem. Wielu ludzi wrzuca wszystkich, którzy stoją na scenie do jednego worka, a to jest błędem. 8 lat temu zacząłem występować, na początku po to, żeby ćwiczyć pewność siebie i przy okazji komuś pomóc. I otrzymuję od tamtego czasu mnóstwo zaproszeń, bo okazało się to potrzebne. Cały czas jeżdżę na spotkania z ludźmi, robię wykłady motywacyjne w firmach, jeżdżę na spotkania z dziećmi i młodzieżą do szkół, szpitali. Wszędzie tam, gdzie potrzebna jest nadzieja tym, którzy jej z jakichś powodów nie mają. I absolutnie nie sprawia to, że rysowanie zeszło na dalszy plan. Są to dwa zajęcia, a które wkładam całe swoje zaangażowanie.

Mariusz Kędzierski
Fotografia: Archiwum prywatne Mariusza Kędzierskiego

Nie lubisz określenia mówca motywacyjny. Dlaczego?

Nie lubię, ponieważ mówców jest wielu, za takich się uważają, choć swoje mądrości wyczytali w książkach. Nie chodzi mi o to, że należy swoją pozycję budować tylko na złych doświadczeniach, bo ich najlepiej, żeby było jak najmniej. Chodzi o to, że jestem jednym z tych, którzy chcą pomóc zmienić życie innych w oparciu o swoje doświadczenia i sukcesy. Te pojawiają się w moim życiu cały czas, dlatego jestem autentyczny i to pokazuje innym, że to nie tylko puste słowa, a słowa mające odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jestem bardzo aktywny, wiele w życiu mnie spotkało sytuacji i dzięki temu praktycznie wiem, jak sobie z nimi poradzić. Właśnie dlatego też nie lubię tego określenia, ponieważ ja inspiruję bardziej, zachęcam do zmiany, spełnienia marzeń, niekoniecznie motywuję.

Mówisz, że jesteś introwertykiem. Czy to ci przeszkadza na co dzień, czy może pomaga w pracy?

Raczej nim byłem, bo otwartości też można się nauczyć. Bycie introwertykiem było skutkiem braku pewności siebie wynikającego z mojej niepełnosprawności. Jednak nadal ta cecha gdzieś we mnie siedzi i pozwala mi się regenerować. Po wystąpieniach i wyjazdach, gdzie spotykam tłumy, dobrze jest wrócić do domu i kilka dni pobyć z samym sobą.

Twoja historia to dowód na to, że chcieć to móc. Czy jest coś, co chciałbyś przekazać młodym ludziom, którzy w siebie nie wierzą?

Niekoniecznie chcieć, to móc. Bardziej działać, to móc. Od samego myślenia o czymś nic się nie stanie. Trzeba dać sobie szansę, a można to zrobić tylko poprzez działanie. Nie zawsze się udaje, ale warto próbować i podnosić sobie poprzeczkę, być dla siebie wymagającym. Taka postawa niezwykle dużo daje, dużo uczy, a jeśli ktoś umie wyciągać wnioski i dołoży do tego zaangażowanie, to osiągnięcie sukcesu jest naprawdę możliwe.

Jakie masz plany na najbliższe lata?

Nie mam większych planów. Mam na myśli to, że nie mam w kalendarzu wpisanych konkretnych wydarzeń w danych dniach. Czasami to życie za mnie planuje i to jest dobre, bo nigdy nie wiem, jakie niespodzianki na mnie czekają.

Dziękuję za rozmowę. 

Poczynania Mariusza Kędzierskiego można śledzić na jego stronie mariuszkedzierski.net.

Mariusz Kędzierski
Fotografia: Archiwum prywatne Mariusza Kędzierskiego

Zobacz także: Wielki sukces Polki. Stworzyła grę, która już stała się hitem na miarę światową

Niezwykły projekt Polaka. Zrobił telefonem zdjęcie i zachwycił Apple!

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów