Racewicz wspomina niezwykłe zdarzenie na chrzcinach syna. Odbyły się po śmierci męża. "Chłopcy wpadli na chrzciny"

Anna Respondek 02.01.2018
Joanna Racewicz
Fotografia: Instagram/joannaracewicz

Dziennikarka po śmierci męża stara się iść do przodu i ułożyć sobie życie. 

W 2010 roku w Smoleńsku doszło do katastrofy, w której zginęła polska para prezydencka Maria i Lech Kaczyńscy. Śmierć poniosło również wiele innych osobistości ze świata polityki, ale także wojska. Tego dnia zginął mąż znanej dziennikarki Joanny Racewicz, Paweł Janeczek, który był porucznikiem Biura Ochrony Rządu. 

W ostatnim wywiadzie dla "Dobrego Tygodnia" dziennikarka postanowiła opowiedzieć o swoim synu Igorze oraz o zmarłym mężu, który, jak sama przyznaje, wciąż nad nimi czuwa. Wspomniała również o niezwykłym wydarzeniu, do którego doszło podczas chrzcin syn, które odbyły się niedługo po tragicznej śmierci męża dziennikarki. Kiedy goście wchodzili do restauracji, wszystkie kieliszki na tacach kelnerów pękły w jednym momencie.

To prawda. Goście skomentowali, że: "Chłopcy wpadli na chrzciny", mając na myśli kolegów Pawła z BOR, którzy lecieli z nim tego dnia do Smoleńska. To były imieniny męża, 29 czerwca - wyznała. 

Jak przyznała Racewicz, choć cały czas tęskni za mężem, stara się iść na przód, ponieważ ma wrażenie, że "odprowadziła już Pawła" do lepszego świata. 

Minęło już prawie osiem lat, jestem dziś w innym miejscu. Mam wrażenie, że odprowadziłam już Pawła. Odszedł do lepszego świata, choć nadal jest z nami. Gdy mąż gdzieś wyjeżdżał, zawsze powtarzał: "Jestem nawet, jak mnie nie ma". To poczucie z nami zostało. Przypominam o tym synkowi. Mówię mu, że tata patrzy na niego i jest z niego bardzo dumny - powiedziała. 

W momencie śmierci Pawła Janeczka, syn pary miał zaledwie dwa lata. 

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów