Mężczyźni uratowali przymarzniętego do asfaltu lisa. "A mówią, że BMW to tylko buraki jeżdżą"

Redakcja 11.01.2017
Lis
Fotografia: www.facebook.com/Spotted-Łódź-113468732167748/?fref=ts

Wybawcy lisa szybko zostali okrzyknięci bohaterami. I nikogo nie powinno to dziwić. 

Polska ma nowych bohaterów. Nie byle jakich bohaterów, ale wyjątkowych. Takich, którym los zwierząt nie jest obojętny. I nie, wcale nie chodzi o uratowanie psa czy kota. Tym razem głównym bohaterem jest... lis. Na Facebooku "Spotted: Łódź" pojawiło się zdjęcie, na którym możemy zobaczyć przymarzniętego do jezdni lisa. Do fotografii dołączony został komentarz. 

Chciałbym pozdrowić 3 gości z czarnego BMW, którzy około północy z niedzieli na poniedziałek zabrali do weterynarza z ulicy Szczecińskiej na granicy Łodzi i Zgierza zamarzającego lisa okrywając go własną kurtką. Panowie, przywracacie wiarę w ludzi - czytamy na Facebooku "Spotted: Łódź". 

Post szybko zaczął żyć swoim życiem, a o bohaterskim czynie mężczyzn napisały największe portale informacyjne. I nie można się dziwić - ten gest zachwycił tysiące internautów, którzy nie szczędzili bohaterom pochwał: "A mówią, że BMW to tylko buraki jeżdżą. Brawo panowie za postawę" - napisał jeden z nich. Inny dodał: "To jest historia warta udostępniania! Co też zaraz uczynię. A Wy jesteście wielcy!!!". Jeszcze inny napisał: „Brawa za piękną postawę! Mało kto umie się tak zachować!”

"Musieliśmy mu pomóc"

Szybko wyszło na jaw, że jednym z mężczyzn, który uratował lisa jest Michał Mazur. Jak podaje Tvn24.pl, zarówno on, jak i jego towarzysze, gdy tylko zobaczyli zwierzę, ruszyli w jego stronę, aby mu pomóc. Założyli rękawice, położyli na nim koc, a po chwili lis ogrzał się na tyle, że jego łapki można było odkleić od asfaltu. 

Siedział na drodze, łapki miał przymarznięte do asfaltu. Musieliśmy mu pomóc. Nie jestem idiotą, wiem, że dzikie zwierzę może być niebezpieczne i może zarazić wścieklizną. Ale po prostu nie mogliśmy z kolegami go tak zostawić - powiedział Michał Mazur w rozmowie z Tvn24.pl. 

Zwierzę zostało przewiezione do całodobowej kliniki weterynaryjnej w Konstantynowie Łódzkim, a gdy było już w nieco lepszym stanie, przetransportowano je do powiatowego inspektoratu weterynarii w Pabianicach. Teraz zwierzę otrzyma fachową pomoc, a lekarze upewnią się, czy zwierzę nie choruje na wściekliznę. 

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów