Była pracoholiczką. W ramach eksperymentu zaczęła pracować 7 godzin dziennie. Efekt ją zaskoczył

Katarzyna Leszczyńska 09.11.2017
Przepracowanie nie jest korzystne dla organizmu
Fotografia: pexels.com

Zauważyła duże zmiany.

W dzisiejszych czasach ludzie często są przepracowani. W dobie korporacji często zaciera się granica wymiarów pracy, na rzecz nieustannego bycia „pod telefonem”. Ludzie wracają do domu i nadal są w pracy. Co chwilę sprawdzają maile, odbierają telefony służbowe i praktycznie są na każde zawołanie swoich przełożonych. Może ma to wpływ na ich karierę, jednak nie jest korzystne zarówno dla ich życia prywatnego, jak i przede wszystkim zdrowia.

Badania wykazują, że tzw. Milenialsi, którzy obecnie są na początkach swoich karier zawodowych, tygodniowo pracują średnio przez 45 godzin. Oznacza to, że wyłączając weekendy, spędzają w pracy aż 9 godzin dziennie. Jest to jednak średni wynik. Wielu z nich poświęca się zawodowo znacznie dłużej, a niektórzy nawet w weekendy. Często cierpi na tym ich życie prywatne, ponieważ nie potrafią zachować równowagi pomiędzy nim a tym zawodowym.

Taką samą sytuację miała Lucy Meilus. Kobieta opisała swoją historię na portalu Refinery29.com. Każdego dnia pracowała po 11 godzin. W ten czas wchodziło wykonywanie obowiązków przy biurku, sprawdzanie maili podczas lunchu, ale również pozostałe momenty dnia, gdy np. siedząc w gronie przyjaciół musiała odebrać telefon służbowy lub odpowiedzieć na wiadomość. Zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak dopiero w momencie, gdy zabrakło jej przystanków metra na skończenie wszystkich zadań.

Należy przestrzegać czasu pracy
Fotografia: pexels.com

Przestrzeganie czasu pracy ma duże korzyści dla zdrowia

Lucy postanowiła zrobić tzw. „francuski eksperyment”. Jego nazwa wzięła się od tego, że w 2000 roku we Francji wprowadzono 35-godzinny czas pracy. To znaczy, że Francuzi nie mogą pracować dłużej niż 35 godzin tygodniowo. To rozkłada się po 7 godzin na każdy dzień. Właśnie takiego czasu próbowała dotrzymać Lucy. Nie było łatwo, to był dla niej prawdziwy detoks. Musiała zostawiać telefon służbowy w pracy i powstrzymać w sobie chęć jedzenia lunchu przy biurku. Okazało się jednak, że wysiłki się opłaciły.

Okazało się, że krótsza praca wcale nie popsuła jakości wyników, które osiągała Lucy. Podświadomie pracowała szybciej, żeby wyrobić się z najważniejszymi sprawami do końca ustalonego przez siebie czasu. Resztę mniej pilnych rzeczy odkładała na następny dzień. Oderwać się od obowiązków pomagało jej spokojne oddychanie oraz skupianie się na przyjemnościach, np. prozaicznym jedzeniu steka. Okazało się, że świat się nie zawalił, a ona była szczęśliwsza i bardziej zrelaksowana.

Chodziło o ustalenie granic dla mnie – czegoś, do czego się wahałam ze strachu przed byciem odebranym jako beztroska lub bezinteresowna w pracy – napisała w artykule.

Pod koniec tygodnia eksperymentu zdała sobie sprawę, że da się zachować równowagę pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Dzięki temu poczuła się bardziej komfortowo w pracy, była mniej zestresowana, a przede wszystkim znalazła czas tylko dla siebie. Mogła bez myślenia o pracy pójść na siłownię i do kosmetyczki. I nie wpadła w kłopoty, gdy na późniejszego maila odpisała dopiero rano. Okazało się, że inni też nie chcą pracować po godzinach.

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów