Ten musical musicie zobaczyć, czyli recenzja „Next to normal”

07.04.2019
Plakat spektaklu "Next to normal"
Fotografia: Teatr Syrena

Musical kojarzy Wam się wyłącznie z lekkimi historiami okraszonymi wesołymi i rytmicznymi piosenkami, które można potem wesoło nucić pod nosem? Poznajcie zatem nowe oblicze musicalu. Obejrzyjcie „Next to normal” – musical, który łamie wszelkie tabu.

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest żyć z osobą chorą psychicznie lub cierpiąca na depresję? Myśleliście o tym, jaka jest cena normalności i ile wysiłku codziennie trzeba włożyć, by utrzymać jej pozory? O tym właśnie opowiada „Next to normal” rockowy musical w reżyserii Jacka Mikołajczyka, który w sobotę 6 kwietnia miał swoją premierę w teatrze „Syrena”.

W Stanach Zjednoczonych nagrodzono go Pulitzerem w dziedzinie dramatu oraz trzema nagrodami Tony, które można porównać do teatralnego odpowiednika Oscarów. Na Broadwayu spektakl został okrzyknięty „przełomowym dziełem we współczesnych dziejach musicalu”. Potężna dawka rocka w najlepszym wydaniu, niewyobrażalny ładunek emocjonalny i intrygujący temat sprawią, że w czasie spektaklu przeżyjecie prawdziwe katharsis.

Zwykła opowieść o zwykłej rodzinie

Goodmanowie to z pozoru normalna amerykańska rodzina – ona, on, dzieci, całkiem fajny dom i dostanie życie. Diana (Katarzyna Walczak) zajmuje się domem, Dan (Przemysław Glapiński) zarabia na utrzymanie, ich córka, Natalie (Karolina Gwóźdź), jest obiecującym muzykiem marzącym o wielkiej karierze, dostaniu się do Yale i wyrwaniu z rodzinnego miasta, a syn Gabe (w tej roli absolutnie genialny Marcin Franc), o rok starszy od swojej siostry, to przeciętny zbuntowany nastolatek, który jest oczkiem w głowie swojej matki.

Całą rodzinę Goodamanów poznajemy już w pierwszej scenie, kiedy to Diana czeka, aż jej syn wróci z nocnych wojaży, córka – zakuwa po nocach do zbliżających się wielkimi krokami egzaminów i jedynie pan domu, Dan, wydaje się spać spokojnie. Po nieprzespanej nocy przychodzi niby zwyczajny poranek. Ot, taki jak w większości domów – wszyscy szykują się do wyjścia, śpiewając radośnie o tym… skąd znaleźć siły na przetrwanie jeszcze jednego dnia, a jedyną rysą na tym idealnym obrazku jest matka, która w pewnym monecie wpada w swego rodzaju trans i zaczyna robić niewyobrażalną liczbę kanapek na podłodze… To pierwszy moment, w którym widz ma przeczucie, że z tą rodziną coś jednak jest nie tak.

W pogoni za normalnością

Wraz z rozwojem fabuły okazuje się, że pod płaszczykiem normalności kryje się rodzinna tragedia. Diana od 16 lat zmaga się z chorobą dwubiegunową, a życie jej i jej rodziny to nieustanny roller coaster podyktowany jej samopoczuciem, w którym nie brakuje okresów głębokiej depresji, jak również graniczącej z szaleństwem manii. Niezliczone wizyty u różnych psychologów i kolejne terapie farmakologiczne zdają się nie przynosić żadnych rezultatów, a okresy remisji choroby dają rodzinie płonne nadzieje na powrót do normalności.

Wreszcie Diana trafia do doktora Maddena (w tej roli znakomity Maciej Maciejewski), który proponuje terapię bez leków. W trakcie kolejnych sesji terapeutycznych na jaw wychodzi wielka tajemnica rodziny – impulsem do wyzwolenia choroby bohaterki była tragiczna śmierć jej syna, który odszedł, mając zaledwie 8 miesięcy. W głowie Diany Gabe jest jednak nadal żywy, ba, matka widzi go jako 18-letniego młodego mężczyznę, który jest jej całym światem i uosobieniem jej marzeń. Diana nigdy nie poradziła sobie z żałobą po stracie syna, a przez to nigdy też nie potrafiła pokochać swojej córki. Postęp choroby, kolejne wzloty i upadki dają się we znaki całej rodzinie i sprawiają, że z pozoru uporządkowane życie Goodmanów sypie się jak domek z kart, a walka o powrót do normalności staje się jedynym celem ich życia.

„Next to normal”, czyli sztuka o walce z chorobą i… o nas samych

„Next to normal” to musical o walce z chorobą psychiczną. Sztuka łamie wszelkie tabu, pokazując nam, jak naprawdę wygląda życie z chorobą i jakie spustoszenie czyni ona nie tylko w osobie, która na nią cierpi, lecz także wśród jej najbliższych. Zmęczony ciągłą walką mąż, który chwyta się wszelkich sposobów, by pomóc ukochanej żonie, i dorastająca córka, która ma ogromny żal do matki za to, że ta nigdy nie kochała jej tak jak swego zmarłego syna, a jednocześnie martwi się o nią i drży za każdym razem, gdy objawy choroby się nasilają – we dwoje próbują jakoś brnąć naprzód i w panice skleić ich rozpadający się świat.

Moim zdaniem jednak „Next to normal” to opowieść na wskroś współczesna i wbrew pozorom – o nas wszystkich. Sztuka porusza bowiem znacznie szerszy temat normalności i utrzymywania pozorów za wszelką cenę. Ile razy, patrząc na zdjęcia Waszych znajomych na Facebooku czy Instagramie i ich roześmiane twarze, myśleliście sobie „Rety, oni to mają życie. Są tacy szczęśliwi”. A ile razy sami po tym, jak wylaliście wiadro łez w poduszkę, wrzucaliście do social mediów zdjęcie z uśmiechem numer pięć, a na pytania znajomych „Co słychać?” odpowiadaliście: „Wspaniale, rewelacyjnie, nigdy nie było lepiej!”? Bo przecież za wszelką cenę trzeb utrzymać pozory normalności, prawda? Trzeba być zawsze uśmiechniętym, szczęśliwym, pełnym energii i optymizmu, trzeba tak przetrwać kolejny dzień. „Next to normal” skłania do refleksji na temat nie tylko chorób psychicznych, depresji (która nomen omen staje się rosnącym, ale nadal mało zrozumiałym przez społeczeństwo problemem we współczesnym świecie), lecz także, a może przede wszystkim do zadania sobie pytania, o to, czym jest szczęście, normalność i co jesteśmy w stanie zrobić, by utrzymać pozory.

Musical inny niż wszystkie

„Next to normal” to spektakl wyjątkowy nie tylko ze względu na ważny temat, który porusza, lecz także z powodu swojej wyjątkowej formy. Mimo że jest to przedstawienie musicalowe, nie znajdziecie tu wesołych, radosnych piosenek, które będziecie nucić pod nosem, wracając do domu. Oprawa muzyczna w polskiej wersji przygotowana przez zespół pod kierownictwem Tomasza Filipczaka to przede wszystkim rockowe kawałki, pełne cięższych brzmień, które doskonale komponują się z tematyką spektaklu. Niesamowite duety oraz harmonie głosowe (tu chapeau bas dla Marcina Franca za wspaniałe przygotowanie nie tylko aktorskie, lecz także wokalne i kondycyjne) sprawiają, że widz ma ciarki na ciele niemal przez cały czas.

Ogromne uznanie należy się także aktorom, zwłaszcza wcielającej się w główną bohaterkę, Katarzynie Walczak, która w perfekcyjny sposób narysowała przed widzami portret osoby chorej psychicznie z jej wszystkimi wzlotami i upadkami, jednocześnie nie przerysowując swojej postaci i unikając groteski. Mogę się jedynie domyślać, jak trudne było to zadanie i ile przygotowań wymagały wszystkie role, by przed widzem być tak wiarygodnym i autentycznym, jakby samemu doświadczyło się takiej rodzinnej tragedii.

Na wielkie brawa zasługuje również Jacek Mikołajczyk, któremu udało się przełożyć libretto i teksty piosenek Briana Yorkey w taki sposób, że ma się wrażenie, iż zostały oryginalnie napisane w języku polskim. Dość ascetyczna scenografia przygotowana przez Mariusza Napierałę oraz proste, współczesne kostiumy, o które zadbała Bożena Ślaga-Śmierzyńska, nie odwracają uwagi widza od dramatu rodzinnego, który rozgrywa się na scenie i pozwalają w pełni skupić się na przeżywanych emocjach.

Bilety na "Next to normal" możecie kupić na eBilet.

Autor: Anna Parcheta

Oceń artykuł
TEMATY:

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów