19.03.2018 13:24

Lizz Wright – początki wielkiej kariery

Olśniewająca i przy tym absolutnie skromna, odnosząca sukcesy i jednocześnie pełna pokory – tak piękne sprzeczności budują wokalistkę Lizz Wright. Jak zaczynała? Jaka była jej droga? Co takiego wydarzyło się, że świat usłyszał o utalentowanej artystce z Hahiry w stanie Georgia?

Lizz Wright

Kontrakt z Verve Records

Verve Records to jedna z najważniejszych wytwórni płytowych wydająca muzykę improwizowaną. W 1956 roku założył ją Norman Granz z myślą o produkowaniu nowych nagrań wokalistki, której wówczas był managerem - Elli Fitzgerald. Od tamtego czasu przez Verve przewinęło się grono najważniejszych twórców jazzu, m.in.: Bill Evans, Charlie Parker, Billie Holliday, Stan Getz, Lester Young, Ben Webster, Harbie Hancock, Wayne Shorter, Abbey Lincoln. I można by jeszcze długo wymieniać. Zadziwiającym jest jednak fakt, że dotychczas nikomu nieznana Wright w 2002 roku podpisała umowę z tak renomowaną wytwórnią.

„Więc kiedy życie przynosi szansę (…)”

W 2003 roku światło dzienne ujrzał debiutancki album Lizz Wright „Salt”. Wówczas 23-letnia wokalistka wywołała spore zamieszanie. Środowiska jazzowe nie mogły wyjść z podziwu dla poziomu artystycznego wydawnictwa, pięknych kompozycji i emocjonalnej dojrzałości. Podkreślano, że jeszcze do niedawna młodziutka Lizz występowała w klubach Atlanty, później w Los Angeles i Chicago wykonując utwory Billie Holiday, a tu nagle „Salt” – debiut doskonały!

Płyta zajęła drugie miejsce na liście Billboard Top Contemporary Jazz. Wielu zaczęło porównywać Lizz do Norah Jones, jednak panie prezentowały nieco odmienne podejście do muzyki. Owszem - obu nie można odmówić wrażliwości, ale „Salt” nieco bardziej uciekało w ramiona improwizacji niż albumy Nowojorczanki.

Dwudziestu jeden muzyków i 50 minut muzycznej uczty

Tak, w nagraniu „Salt” udział wzięło dwudziestu jeden muzyków, i to nie byle jakich. Byli nimi między innymi Chris Potter, Brian Blade, Danilo Perez, Sam Yahel, Myron Walden czy Derrick i Vincent Gardnerowie. Czy zatem mogło obyć się bez sukcesu? „Salt” obdarowało stęsknionych za nowymi głosami miłośników jazzu kompozycjami Wright, ale też Briana Blade’a, Chicka Corea’i, Chrisa Pottera, a nawet… Rachmaninowa.

To były początki drogi pełnej niezwykłych zakrętów, przemyślanych i pięknych poszukiwań, wkładania w muzykę szczerych i nie zawsze prostych emocji. Wright zaskakiwała i zaskakuje, nie pozwala zamknąć się w szufladzie z określonym gatunkiem. O tym wszystkim niebawem będą mieć szansę przekonać się miłośnicy jej muzyki w Polsce, bowiem Lizz zagra u nas dwa koncerty, których z pewnością nie można przegapić: 3 kwietnia we Wrocławiu w Narodowym Forum Muzyku oraz 4 kwietnia w Centrum Kongresowym ICE Kraków.