Kim był Zdzisław Beksiński? Przyglądamy się jego prywatnym zapiskom

Paulina Szestowicka 01.04.2016
Zdzisław Beksiński
Fotografia: East News

„Beksiński Dzienniki - Dzień po dniu kończącego się życia” to najnowsza książka o artyście. Mamy go uważać za kontrowersyjnego i mrocznego malarza? A może za wrażliwego człowieka, szukającego w twórczości ocalenia przed śmiercią?

"Dzień po dniu kończącego się życia. Dzienniki/rozmowy" to pierwsza publikacja dzienników Beksińskiego. Wszystkich zapisków, jak utrzymuje Wiesław Banach (wieloletni przyjaciel artysty), jest około czterech tysięcy stron.

W książce znajdziemy wybór 300 stron dzienników. Pierwsze egzemplarze książki były dostępne w Muzeum Historycznym w Sanoku – rodzinnym mieście artysty. Dzienniki obejmują zapiski artysty z lat 1993-2005. "Dzień po dniu kończącego się życia" rozpoczyna się pierwszym wpisem, a kończy ostatnią notatką z dnia śmierci. 

Publikacja dzieli się na dwie części. Pierwsza z nich to wywiad z Wiesławem Banachem przeprowadzony przez Jarosława Mikołaja Skoczenia. To właśnie Banachowi malarz powierzył cały dorobek życia artystycznego i prywatnego. Zbiory po Beksińskim znajdują się obecnie w Muzeum Historycznym w Sanoku – jest to największa na świecie, licząca około 600 prac, ekspozycja prac artysty.

W zeszłym roku minęła dekada od tragicznej śmierci Zdzisława Beksińskiego. Wywiad z Wiesławem Banachem zaczyna się od przypomnienia okoliczności śmierci. Artysta zmarł w wyniku licznych ciosów zadanych nożem. Zabójcą okazał się syn człowieka, który od lat pracował dla Beksińskiego. Motywem morderstwa miała być odmowa udzielenia pożyczki. Złodziej ukradł dwa aparaty fotograficzne i płyty CD. Ich wartość nie przekraczała tysiąca złotych.

Okoliczności śmierci wydają się niejako zapowiedziane przez samego Beksińskiego. Dwukrotnie w swoich dziennikach wspomina postać premiera Piotra Jaroszewicza, który z żoną został zamordowany w swoim mieszkaniu. Beksiński już w 1994 roku notuje: "MUSIMY odżałować forsę i kupić elektroniczny wizjer (...) Jaroszewicz omylił się raz w życiu i otworzył drzwi. To może być potrzebne tylko ten jeden jedyny raz w życiu".

Beksiński często malował serie prac, na przykład postaci w pozycji siedzącej lub krzyże. Jego twórczość budziła kontrowersje. Obrazy odbierano jako manifestację okrucieństwa i agresji. Wczesne prace, szczególnie z okresu fantastycznego, bywały drastyczne i ponure. Wiesław Banach, w rozmowie ze Skoczeniem, podkreśla jednak, że Beksiński istotnie prowokował, lecz tylko w młodzieńczym okresie, w Sanoku.

Beksiński nie skończył Akademii Sztuk Pięknych, raczej zawsze marzył o tym, by zostać reżyserem i kręcić filmy. W dziennikach znajdziemy dużo informacji na temat pracy artysty, sporo materiałów i wypowiedzi przytacza w wywiadzie Wiesław Banach. W przypadku Beksińskiego można mówić o transie malowania, drobnych natręctwach i obsesjach. Gdy artysta mieszkał w Sanoku pracował bez przerwy od godziny 8 rano do 23.

W obrazach zawarł wszystkie swoje lęki, cała twórczość artystyczna okazała się ucieczką od śmierci: "...postanowiłem malować, rysować, rzeźbić, by przetrwać w swych dziełach. Malować śmierć, żeby choć na chwilę o niej zapomnieć".

Zdzisław Beksiński
Fotografia: East News
Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów