23.01.2018 23:33

Nowy film Ridleya Scotta wzbudził wiele kontrowersji. Czy warto zobaczyć "Wszystkie pieniądze świata"?

Christopher Plummer za rolę w filmie otrzymał nominację do Oscara.

Czy warto zobaczyć "Wszystkie pieniądze świata" Ridleya Scotta?

Fotografie: YouTube/Monolith Films

Ridley Scott to reżyser, który przyzwyczaił swoich fanów do naprawdę dobrego kina. To właśnie spod jego czujnego oka wyszedł legendarny już „Gladiator”. To Scott jeszcze nie tak dawno nakręcił takie głośne produkcje jak: „Marsjanin” oraz „Exodus: Bogowie i królowie”. Teraz reżyser stworzył film, o którym znów było głośno i zapewne szybko publiczność nie przestanie go komentować. O dziwo jednak nie przez poziom, jaki reprezentuje sobą produkcja, co o kontrowersje, które powstały wokół filmu.

Wszystkie pieniądze świata” to film, na który warto się wybrać. Przede wszystkim jednak dedykowany jest osobom, które uwielbiają klimatyczne kino. To film dla wszystkich tych, którzy westchną, gdy zobaczą detale z lat siedemdziesiątych, a zarazem z nostalgią spojrzą na ówczesny Rzym. Nie ma co oczekiwać rozbudowanych akcji, trzeba się jednak spodziewać dreszczyku emocji i napięcia towarzyszącego od początku do końca.

"Wszystkie pieniądze świata"

Fotografia: YouTube/Monolith Films

„Wszystkie pieniądze świata” w świetle kontrowersji

Pierwszą nieprzyjemną rzeczą, jaka przytrafiła się twórcom, było oskarżenie Kevina Spacy’ego o molestowanie. W związku z tym ekipa musiała zareagować i w mig wycięto wszystkie sceny z udziałem aktora. W kilka tygodni nakręcono je od nowa, tym razem w postać Jeana Paula Getty’ego, miliardera i dusigrosza, wcielił się Christopher Plummer. Trzeba przyznać, że niespełna dziewięćdziesięcioletni aktor o wiele bardziej pasował wizerunkowo do tej roli. Aż trudno wyobrazić sobie Spacy’ego na jego miejscu. Nie ma zatem tego złego, co by na dobre nie wyszło, choć również do Plummera można się przyczepić.

Christopher Plummer jest bardzo dobrym aktorem, o czym mogliśmy się już niejednokrotnie przekonać. Również we „Wszystkich pieniądzach świata” zagrał przyzwoicie, jednak nie wystarczająco, żeby otrzymać nominację do Oscara. Czyżby Akademia chciała wpisać się w hollywoodzką poprawność, która obecnie skupiona jest na piętnowaniu tych, którzy dopuścili się molestowania? Sądząc po roli Plummera w nowym filmie Ridleya Scotta, za którą aktor otrzymał nominację jako Najlepszy aktor drugoplanowy, może chodzić tylko o docenienie tego, że twórcy usunęli Kevina Spacy’ego z produkcji.

Zobacz także: Znamy nominacje do Oscarów 2018. Kto w tym roku powalczy o statuetkę? "Twój Vincent" będzie polskim akcentem

Christopher Plummer we "Wszystkich pieniądzach świata"

Fotografia: YouTube/Monolith Films

Dlaczego warto obejrzeć „Wszystkie pieniądze świata”?

Trzeba przyznać, że „Wszystkie pieniądze świata” to dobry film. Opowiada historię rodziny Getty’ego, czyli bogacza, dla którego zamiast rodziny liczyło się przede wszystkim nazwisko. Cała opowieść oparta jest na faktach, gdy w latach siedemdziesiątych porwany został wnuk Getty’ego, John Paul Getty III. W rolę matki chłopaka wcieliła się Michelle Williams, która w moim odczuciu dała z siebie za mało tej roli. Aktorka potrafi świetnie wejść w graną przez siebie postać, co mogliśmy zauważyć już po innych filmach z jej udziałem, np. „Manchester by the sea”. Tym razem jednak coś nie zostało dograne lub po prostu było stłamszone przez scenariusz.

Obok Williams w filmie wystąpił Mark Wahlberg. Wiele jest opinii, że aktor nie udźwignął powierzonego mu zadania. Moim zdaniem jednak wykonał je na tyle, na ile miał możliwości dane przez twórców. Od początku do końca wcielił się w postać, która być może była zbędna w filmie, jednak w związku z tym, że była – została chociaż porządnie stworzona przez Wahlberga. Tu pojawiła się kolejna kontrowersja związana z filmem. Otóż mówi się, że Wahlberg wziął o wiele większą gażę za występ w produkcji niż Michelle Williams, choć to właśnie ona miała zagrać pierwsze skrzypce.

Najważniejsze w filmie jest jednak napięcie, które towarzyszy widzom od momentu, gdy porywacze wciągają do ciężarówki Paula aż do napisów końcowych. To klimat pasujący idealnie do thrillera, stworzonego w mrocznym stylu Ridleya Scotta. Napięcie budowane było mistrzowsko dobranym dźwiękiem, doskonale dopracowanym scenariuszem, ale przede wszystkim – klimatycznymi zdjęciami.

Michelle Williams i Mark Wahlberg "Wszystkie pieniądze świata"

Fotografia: YouTube/Monolith Films

Polski akcent we „Wszystkich pieniądzach świata”

Był jeden szczegół techniczny filmu, który zachwycał od początku do końca – zdjęcia. Kadry już na samym początku fascynują, a później zaczynają budować całą historię, przenosząc widza do specyficznego klimatu. Dzięki tym zdjęciom możemy przemieszczać się wraz z bohaterami. Poczuć klimat Rzymu z lat siedemdziesiątych, dostać gęsiej skórki od mrocznego angielskiego ogrodu zalanego deszczem, poczuć gorące afrykańskie powietrze, a na koniec zagubić się w ciemnych zaułkach włoskiego miasteczka. Wszystko za sprawą Dariusza Wolskiego, który jest jednym z ulubionych współpracowników Scotta i ma polskie pochodzenie.

Podsumowując zatem, „Wszystkie pieniądze świata” warto zobaczyć. Nie można się jednak dziwić, że nie pozbierał wielu nominacji do Oscarów, oprócz tej nieco naciąganej dla Christophera Plummera. Jeżeli aktor otrzyma statuetkę, to albo za całokształt swojej działalności, albo w celu utarcia nosa Spacy’emu przez Akademię. Dość jednak o nagrodach. ”Wszystkie pieniądze świata” to film z morałem, który nauczy nas, że pieniądze jednak mogą dawać szczęście, w zależności od tego, jak nimi dysponujemy. To dobra produkcja spośród wszystkich tych, o których słuch zaginie wraz z ostatnim seansem w kinie. Polska premiera 26 stycznia.

Wybieracie się do kina na "Wszystkie pieniądze świata"?

Katarzyna Leszczyńska