Czy "Boże Ciało" ma szansę na Oscara 2020? Sprawdziliśmy! [recenzja filmu]

"Boże Ciało": Bartosz Bielenia jako Daniel podczas mszy w Kościele
Fotografia: Andrzej Wencel © Aurum Film/Kino Świat

"Boże Ciało" to polski kandydat do Oscara 2020, który od 11 października możemy oglądać na ekranach kin. Czy jest to produkcja godna tej prestiżowej statuetki?

Boże Ciało” to polski kandydat do Oscara 2020. Najnowszy film Jana Komasy został doceniony na wielu prestiżowych festiwalach filmowych. Teraz z wiwatami przyjęli go także polscy widzowie. W weekend otwarcia „Boże Ciało” obejrzało aż 165 tysięcy Polaków. Tym samym film stał się najlepiej ocenioną polską produkcją tego roku. A my sprawdziliśmy, czy wysokie oceny widzów są miarodajne i przenoszą się na jakość najnowszego filmu Jana Komasy.

Zobacz także: Oscary 2020 - poznaliśmy nominacje! "Boże Ciało" z szansą na statuetkę!

„Boże Ciało”: jak trwoga to do Boga

Wiarę najłatwiej odnaleźć w trudnych momentach życia. Gdy stoimy pod ścianą i nie wiemy, co zrobić dalej. Wtedy jest łatwiej, gdy swoje sprawy oddajemy w ręce kogoś innego, wszechmogącego. Tak też zrobił główny bohater „Bożego Ciała”.

Daniel (Bartosz Bielenia) to 20-latek, którego poznajemy w zakładzie poprawczym. Nie wiemy, co tak naprawdę wydarzyło się w jego życiu, że jego losy potoczyły się w taki sposób. Wiemy jednak, że jest dobrym człowiekiem, który najprawdopodobniej przeszedł duchową przemianę dzięki księdzu Tomaszowi (Łukasz Simlat), który jest zakładowym klechą i stał się dla niego swego rodzaju mentorem.

Odsiadka Daniela dobiegła końca. Chłopak wyszedł na wolność i musiał poradzić sobie w nowej rzeczywistości, wiedziony na pokuszenie. On jednak możliwość poprawy widział jedynie w drodze duchowej. A o taką trudno, gdy jest się po poprawczaku.

Los ostatecznie uśmiechnął się do Daniela. Chłopak wylądował w podkarpackiej wsi, której mieszkańcy są jakby ucieleśnieniem jego duszy. Okazuje się, że miejscowy proboszcz (Zdzisław Wardejn) musi wyjechać. Jego miejsce zajmuje właśnie Daniel, który skrył się za koloratką, a jego każde kłamstwo zaczęły gonić kolejne.

Zobacz także: „Boże Ciało” to polski kandydat do Oscara! O czym jest nowy film Jana Komasy?

„Boże Ciało”: Jan Komasa i jego reżyserska ewolucja

Boże Ciało” bez wątpienia jest najlepszym filmem w karierze reżyserskiej Jana Komasy. Twórca, który rozpoznawalność w Polsce zyskał produkcją „Sala samobójców”, dziś przelewa na ekran całe swoje doświadczenie. Komasa jest młodym reżyserem, jednak w jego filmach widać niezwykłą dojrzałość. Tak było z „Salą samobójców”, która poruszała niezwykle ważny temat, przyzwoicie przedstawiony na ekranie przez niespełna 30-letniego wówczas twórcę. Później Komasa ewoluował.

Reżyser w 2014 roku stworzył dwie niezwykle ważne produkcje. Jedną z nich było oczywiście „Miasto 44”, które zachwyciło nas swoją amerykańskością. Komasa stworzył film wojenny na miarę Hollywood. Ostatecznie jednak dał się ponieść fantazji. W filmie zabrakło reżyserskiej pokory, tak widocznej w „Bożym Ciele”.

Najnowszy film Jana Komasy jest doskonały od początku do końca. To produkcja wyważona. Komasa pokazał wszystko, co zamierzał, jednocześnie nie przesadzając w żadną ze stron. I to właśnie jest największą siłą „Bożego Ciała”. Reżyserowi udało się oddać w całości scenariusz stworzony przez Mateusza Pacewicza. Co ciekawe, scenarzysta filmu ma zaledwie 27 lat. Jestem jednak przekonana, że mało kto mógłby w to uwierzyć. Historia przez niego stworzona jest niezwykle dojrzała, bardzo metaforyczna, a do tego pełna pokory – jak na doświadczonego scenarzystę przystało.

To właśnie ta wyjątkowa współpraca doprowadziła do tego, że „Boże Ciało” jest tak cenionym filmem. Doskonałym aktorsko, jak również technicznie.

Zobacz także: Kim jest reżyser „Bożego Ciała”? Jan Komasa nakręcił już kilka głośnych filmów! Poznajcie jego historię

„Boże Ciało” to lustrzane odbicie polskiego społeczeństwa

„Boże Ciało” reprezentuje tak ceniony od pewnego czasu w kinie minimalizm. Dziś nie szukamy w filmach wartkiej akcji i rozbuchanych efektów specjalnych. Poszukujemy prawdy, piękna, a jednocześnie odzwierciedlenia samych siebie.

 W „Bożym Ciele” mamy do czynienia z typowym polskim społeczeństwem. Grupę ludzi z małej wioski dotknęła wielka tragedia. Każdy z bohaterów radzi sobie z nią na własny sposób. Każdy z nich stwarza pozory, zasłania się wiarą, choć wewnątrz siebie kipi z rozgoryczenia i żalu. Każdemu z nich potrzebny jest uzdrowiciel, którym paradoksalnie staje się nowy przybysz – ksiądz Daniel.

Daniel jest tym, na kogo wielu z nas czeka. Jest osobą duchowną, która oddaje się wiernym. Nie liczą się dla niego dobra materialne, ani piękna retoryka. Wychodzi do ludzi, próbuje ich zrozumieć, uleczyć ich zranione dusze. A oni, po tak długim czekaniu na kogoś, kto im pomoże, nie chcą widzieć, że przybysz jest takim samym, prostym człowiekiem w przebraniu księdza. Daniel stał się ucieleśnieniem tęsknoty Polaków za duchownymi, którzy czuli przede wszystkim misję, a nie pieniądze.  

Zobacz także: Oscary 2020 nadchodzą wielkimi krokami! Co już wiemy o uroczystości?

„Boże Ciało” – film na skalę światową

W tej produkcji przede wszystkim trzeba docenić aktorstwo. Komasa postawił na starą szkołę filmu i skupia się przede wszystkim na bohaterach. Najważniejszym z nich jest oczywiście Daniel. Bartosz Bielenia, choć debiut filmowy ma już dawno za sobą, teraz dopiero stanie się rozpoznawalny. I mamy nadzieję, że jego potencjał zostanie wykorzystany. Bowiem Bielenia w tym filmie jest doskonały. Młody aktor zagrał niezwykle trudną postać, skomplikowaną psychicznie, ale wyczuł ją, dzięki czemu mu uwierzyliśmy. Słowa to jedno, Bielenia grał mimiką, a nawet oczami. To wyłącznie dzięki niemu odczuwaliśmy z ekranu emocje, począwszy od ekscytacji, skończywszy na paraliżującym strachu.

Moją wielką uwagę przykuła również Aleksandra Konieczna, która zagrała rolę Kościelnej. W tej bohaterce kłębiło się tyle emocji, że aż trudno było poradzić sobie jako widz z ich udźwignięciem. Po pierwsze, była twardo stąpającą po ziemi gospodynią domową, która łączyła prowadzenie plebanii z własnym domem. Obserwatorką, która doskonale zna każdą tajemnicę tej małej społeczności, jednak jest jej niezmiernie oddana. Z drugiej strony to kobieta, która musiała przeżyć własne dziecko. Straciła syna, pochowała go i mimo upływu czasu wciąż tkwiły w niej negatywne emocje – chęć zemsty na tym, który odebrał jej najbliższą osobę. Dla niej, jak i dla pozostałych członków tej niewielkiej społeczności, Bóg stawał tylko po jednej stronie. Oczywiście sprawiedliwej. Sprawiedliwość jednak miała być po ich stronie.

Zobacz także: Legendarne filmy oscarowe. TOP 18

Nie sposób nie wspomnieć także o młodych aktorach. Tomasz Ziętek jako „Pinczer” pojawiał się na ekranie sporadycznie, jednak te momenty wystarczyły mu, żeby ukazać cały swój talent. Podobnie było z Elizą Rycembel, która zagrała prostą dziewczynę z bardzo skomplikowanym wnętrzem. Z zewnątrz wyglądała jak skała, w każdym jej słowie dało się jednak wyczuć, że jest bardzo rozchwiana emocjonalnie. To też wielka zasługa twórców, którzy postawili na prostotę tych postaci. Nie było w nich nic, co odwracałoby naszą uwagę od ich niezwykle naturalnych twarzy i prostego wnętrza.

Naturalizm to z resztą drugie imię „Bożego Ciała”. Choć w tym filmie nie ma nic obrzydliwego, dostajemy wizerunek zapyziałej, ciemnej wsi pośrodku bieszczadzkiego lasu. Poszarzałe twarze mieszkańców również sprawiły, że skupialiśmy się przede wszystkim na uczuciach bohaterów. Podobny cel miały zdjęcia – niezwykłe, długie kadry, dzięki którym mogliśmy się zatrzymać, skupić na tym, co najważniejsze w pokazanych scenach, na przekazie. A naprawdę było się na czym skupiać. Do tego kontrast, nie tyle barw, co słów i poszczególnych elementów obrazu. W tym filmie warto skupić uwagę na detalach, które po prostu wbijały widza w fotel.

Ten film to zbiór metafor. Metafor, których jednak Hollywood nie zrozumie. Zdecydowanie „Boże Ciało” jest produkcją bardzo polską. Myślę, że Polacy, zwłaszcza ci, którzy wychowywali się w małych miejscowościach, bez problemu zrozumieją tę produkcję, a być może nawet odnajdą w niej cząstkę swojej historii. Dla Amerykańskiej Akademii Filmowej ten film może okazać się zbyt egzotyczny. Wierzę jednak całym sercem, że docenią tę produkcję, chociaż pod względem technicznym. „Boże Ciało” zdecydowanie zasłużyło bowiem na to, żeby podbić serca widzów na całym świecie.

Zobacz także: Obejrzeliśmy nowe „BH90210”! Czy takiego powrotu się spodziewaliśmy? [recenzja odcinka]

„Boże Ciało” to tegoroczny polski kandydat do Oscara. Oto wszystkie polskie akcenty w historii nagród Akademii!

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej

Więcej newsów