Czy warto zobaczyć "Bohemian Rhapsody"?

Queen na scenie
Fotografia: Materiały prasowe/Imperial CinePix

Na ten film od lat czekali fani zespołu Queen! Oto opowieść o ikonie muzyki. Przekonajcie się, jak Rami Malek poradził sobie jako Freddie Mercury. Kiedy premiera?

W historii muzyki nie było i zapewne nie będzie drugiej takiej osobowości. Freddie Mercury do dziś jest idolem wielu, choć od jego śmierci minęło już 27 lat. Film na podstawie życiorysu muzyka od lat był oczekiwany przez jego fanów. W końcu przyszedł na niego czas! "Bohemian Rhapsody" 2 listopada wejdzie do kin i zapewne podzieli wielu w opiniach na swój temat. Jedno jest pewne – jest to film, który Mercury'emu się należał, a twórcy bez wątpieniu oddali mu wielki hołd.

Bohemian Rhapsody – o czym jest?

Tytuł filmu pochodzi oczywiście z jednej z najpopularniejszych piosenek Queen, "Bohemian Rhapsody". W dużej mierze właśnie jej poświęcona jest produkcja. Przede wszystkim jednak życiu i twórczości frontmana zespołu, Freddiego Mercury'ego. Poznajemy jego historię od momentu wstąpienia do zespołu, do chwili, gdy dowiaduje się o swojej chorobie.

"Bohemian Rhapsody" rozpoczyna się i kończy legendarnym, charytatywnym koncertem grupy Queen na Live Aid. To jeden z przełomowych momentów w działalności zespołu, który był przez kilka lat zawieszony. Wówczas Freddie próbował robić karierę solową, która zakończyła się fiaskiem. Cały film natomiast jest retrospekcją opowiadającą o działalności zespołu Queen, a także wewnętrznych rozterkach wokalisty.

Zobacz także: 40 najlepszych komedii wszech czasów

"Bohemian Rhapsody" – opowieść o przemianie Mercury'ego

W filmie doskonale pokazane są wewnętrzne rozterki Freddiego. Bohater na naszych oczach się zmienia, dojrzewa i przede wszystkim poznaje samego siebie. Od młodego chłopaka, który kieruje się w życiu marzeniami, do wielkiego gwiazdora, legendy, którą bardziej niż popularność przytłacza własna osobowość. "Bohemian Rhapsody" pokazuje Mercury'ego takiego, jakim był w rzeczywistości. Wrażliwy i emocjonalny, ekstrawertyczny i jednocześnie bardzo samotny. Pełen sprzeczności.

Choć niektórzy uważają, że Rami Malek, który został zaangażowany do odegrania Mercury'ego, nieco odbiega wyglądem od oryginału, nie da się ukryć, że aktorsko dał z siebie ponad 100%. Wszedł w rolę, był Freddiem. W niektórych momentach jego gry czegoś mi jednak zabrakło. Choć na ekranie widziałam wokalistę Queen, czasami Malek pokazał nieco zbyt mało emocji, które były tak ważne dla Mercury'ego. W historii muzyki nie było bowiem innej tak emocjonalnej gwiazdy jak Freddie. To nie do końca zostało oddane w filmie.

Zobacz także: "Kevin sam w domu" i "Kevin sam w Nowym Jorku" - fenomen filmów świątecznych o Kevinie

Niemniej jednak Rami Malek sprostał zadaniu, jakie postawili mu twórcy filmu, Bryan Singer i Anthony McCarten. Podobnie było poza tym z innymi bohaterami. Tu ogromne brawa należą się twórcom, którzy wręcz idealnie dobrali aktorów i – charakteryzatorom oczywiście, którzy postarali się, żeby każdy, najmniejszy nawet detal był zachowany. Owacje na stojąco należą się aktorom. Joseph Mazzello jako John Deacon, Gwilym Lee jako Brian May, Ben Hardy jako Roger Taylo – oni dali z siebie wszystko jako muzycy Queen i przyjaciele Freddiego.

Dlaczego warto obejrzeć "Bohemian Rhapsody"?

Pierwszą rzeczą, dla której warto obejrzeć "Bohemian Rhapsody", jest oczywiście ścieżka dźwiękowa. Queen stworzył wyjątkowe utwory, które są po prostu nieśmiertelne. Przekraczali w nich granice, dzięki czemu wciąż są bardzo aktualne i słuchają ich coraz młodsze pokolenia. A sposób, w jaki tworzyli, jest dokładnie pokazany w filmie. Dzięki temu możemy też poznać poszczególne etapy w życiu Freddiego Mercury'ego, kiedy powstawały utwory. Widzimy, że jego dzieła wypływały prosto z serca. Doskonale odzwierciedlają jego życiorys. Poza tym dźwiękowo ten film to prawdziwy majstersztyk. 

Zobacz także: Największe przeboje lat 80.

Inną kwestią są zdjęcia, które również zachwycają. Każdy kadr w filmie jest przemyślany. Doskonale również wplecione zostały materiały archiwalne, które nadają klimatu produkcji. Koncert, który znajduje się na końcu filmu natomiast, jest dokładnie odzwierciedlony. Choć widzimy na ekranie aktorów, mamy wrażenie jakbyśmy oglądali materiały archiwalne z Live Aid. To robi wrażenie i pokazuje nam, że twórcy zadbali o szczegóły. Widzimy to także na początku filmu, gdy pojawia się Biba - dom mody, stworzony przez Barbarę Hulanicki - ulubiona marka Freddiego. To właśnie tam poznał swoją najlepszą przyjaciółkę, Mary, która trwała przy nim przez całe życie.

"Bohemian Rhapsody" to ukłon w stronę Freddiego

Freddie Mercury – człowiek, który stał się legendą za życia. Człowiek z grupy tych, o których powinno się pieśni śpiewać i… nagrywać jak najwięcej filmów. Niektórzy zapewne zarzucą tej produkcji niedokładne przedstawienie artysty i zespołu (tak jak z resztą ja wspomniałam o emocjach). Interesujące jest jednak to, co sam Freddie mógłby powiedzieć na temat tej produkcji. A mi się wydaje, że dotarła by ona do jego wnętrza. Ten film to doskonałe odzwierciedlenie osobowości Mercury'ego. W jednym momencie bawi, w innym wzrusza. Wzbudza nasze ogromne emocje – tak jak robił to zespół Queen i ich frontman podczas koncertów.

Oczywistym jest, że Freddie jest dla nas wyjątkowy. Jednym z przełomowych momentów, jeszcze na początku tworzenia filmu, była wypowiedź scenarzysty, Petera Morgana, który powiedział "To jest film o rodzinie". Jest o wszystkim, co dzieje się w rodzinie – dobre i złe rzeczy, odejście, szukanie niezależności, aż w końcu pielęgnowanie rodziny. Na jednym poziomie film jest właśnie o  tym, ale również o wschodzącym talencie Freddiego, jego niesamowitej żywotności i poczuciu humoru – powiedział Brian May, gitarzysta zespołu Queen, w jednym z wywiadów.

Pamiętajmy, że dokładnym odzwierciedleniem historii Queen są dokumenty. A tych od śmierci wokalisty powstało naprawdę wiele. Teraz przyszedł czas na film fabularny, który miał oddać hołd Mercury'emu. I oddaje. Zwłaszcza, że twórcy nie weszli z buciorami w jego prywatność, tylko subtelnie przedstawili jego życiorys, nie poruszając najtrudniejszej drogi, jaką przeszedł – spotkania ze śmiercią, gdy z roku na rok opadał z sił. Tego z resztą Freddie by sobie nie życzył.

Zobacz także: 11 najlepszych filmów z Johnnym Deppem w roli głównej

Jeżeli zatem spodziewacie się czegoś, co wami wstrząśnie – nie wybierajcie się do kina na "Bohemian Rhapsody". Jeżeli jednak chcecie wspomnieć Freddiego, uczcić jego pamięć, być bliżej swojego idola – koniecznie zobaczcie tę produkcję. Nie ma możliwości, żeby w fanach Queen ten film nie wywołał silnych emocji. Mimo delikatnych niedociągnięć, których możemy się w niej doszukać.

Queen na scenie
Fotografia: Materiały prasowe/Imperial CinePix
Queen w studiu nagraniowym
Fotografia: Materiały prasowe/Imperial CinePix
Queen na scenie
Fotografia: Materiały prasowe/Imperial CinePix
Zagłosuj

Czy Rami Malek pasuje do roli Freddiego?

Liczba głosów:

Bądź na bieżąco! Polub Chillizet na Facebooku

Co zrobić, żeby poprawić sobie humor w jesienny, ponury wieczór? Obejrzeć dobrą komedię!

Oceń artykuł

Komentarze

Przeczytaj więcej
Więcej newsów