"Nocne marki"- Aktivist wybiera najlepszych

"Nocne marki"- Aktivist wybiera najlepszych

Już w grudniu Aktivist po raz siódmy wybierze najlepszych w 10 kategoriach, w tym Artysta Roku 2011, Impreza Roku 2011 i Klub Roku 2011.

Jak co roku redakcja miesięcznika bacznie przyglądała się postaciom i instytucjom, które trzęsą polską sceną rozrywkową i kulturalną. Już wkrótce dowiecie się, kto w tym roku będzie mistrzem.

Zwycięzców w 10 kategoriach poznacie 9 grudnia 2011.

W siedmiu kategoriach decyzję podjęła redakcja Aktivista, w trzech pozostałych decyzję oddajemy Wam!

Nominowani:

ARTYSTA

The Black Tapes

Za to, że dzięki nim polski punk to nie tylko juwenaliowe pogo zakrapiane tanim winem albo kiepskie klony Sida Viciusa okupujące ławeczki. Za to, że już od kilku lat konsekwentnie dewastują nagłośnienie krajowych klubów i największych scen festiwalowych. Za skuteczne psucie młodzieży i za wyciągnięcie krajowego punku z przaśnego skansenu, w jakim tkwił od zbyt dawna. W końcu – za świetny ubiegłoroczny album „Shipwreck”, który niezbicie powyższego dowodzi.

Julia Marcell

Za to, że jeszcze niedawno zaczynała karierę jako plumkająca na pianinie dziewczynka, która była swoistym ewenementem (jej debiutancką płytę sfinansowali internauci zrzeszeni w społecznościowej wytwórni Sellaband.com), a tej jesieni powróciła jako pewna siebie, kobieca i – nie bójmy się tego słowa – drapieżna artystka, która proponuje rozbudowane brzmienia wykorzystujące szerokie instrumentarium, eksperymentujące z taneczną, ale nie oczywistą elektroniką. Za „June” – zestaw dynamicznych, intrygujących utworów, które kazały nam przetrzeć oczy ze zdumienia i jeszcze raz spojrzeć na okładkę płyty, czy to aby na pewno Julia Marcell!

Łona & Webber

Za spostrzegawczość, pomysłowość i językowe wyczucie. Za producencki kunszt, muzyczną otwartość i ciągłe wymykanie się ze sztywnych ram gatunku. Za bodajże najlepszy album w karierze, a także jego – nie mniej kreatywną – zapowiedź i oprawę graficzną. Za to, że w dobie największego natężenia krajoznawczych dyskusji to na ich płycie można było znaleźć jedyny głos rozsądku.

Projekt Warszawiak

Za to, że niemal rok temu oglądając ich własnymi siłami zrealizowany teledysk, płakaliśmy ze śmiechu – i robimy to nadal. Za to, że nie pozwolili, aby na ich pomysłach i pracy przejechali się inni. Za to, że każda kolejna kopia ich pomysłu udowadniała tylko, jak dobry jest oryginał. Za to, że pokazują, jak trudno jest kochać Warszawę, ale też że nie można jej nie kochać.

KLUB

Fabrika w Poznaniu

Za świetny start i oby równie intensywny ciąg dalszy. Za nawiązanie nazwą i wystrojem do pięknych manchesterskich tradycji. Za to, że choć Fabrika jest miejscem nowym, to pachnie nie farbą, a muzyczną świeżością, a jej program pęka w szwach od ambitnych, ciekawych artystów. Za – i na – dobry początek.

Kamieniołomy w Warszawie

Za to, że mimo długiej listy skarg i zażaleń, mimo modnych i wygodnych narzekań, że w Kamieniołomach nie jest „jak kiedyś”, to dzięki nim warszawski clubbing nie stoi w miejscu. Za to, że właśnie w Kamieniach, gromadzących najbardziej wzięte kolektywy i najciekawszych światowych magików konsolet, w ciągu ostatnich dwóch lat skupił się imprezowy potencjał stolicy. Kto nie przeżył tu co najmniej jednego z najgrubszych melanży w swoim życiu, ręka w górę. Jakoś nie widzimy!

Puzzle we Wrocławiu

Za codzienne goszczenie bywalców festiwali i rozlubowanych w undergroundzie wrocławian. Za wieczory spędzone przy basowych setach, awangardowych koncertach i niszowych filmach. Za zrealizowany dla 20 osób występ MRC Riddims i za leżący pośród poplamionych kawą gazet „The Wire”.

Sfinks700 w Sopocie

Za to, że powstał z popiołów, by znów rozkręcać najgrubsze imprezy na Pomorzu. Za niesamowitą, lekko industrialną przestrzeń, dzikie tłumy na każdej imprezie, soundsystem, który pieści ucho i rewelacyjne położenie, który sprzyja afterom na plaży. Tak trzymać!

IMPREZA

Cykl Warsaw Loves Noize

Za to, że choć ten cykl przed chwilką skończył rok (a jego organizatorzy są niemal równie młodzi) zdążył już zrobić w stolicy imprezy z takimi bookingami jak Drums of Death, Fukkk Offf, Chewy Chocolate Cookies, Zombie Kids, The Toxic Avenger, czy Drop The Lime. I za to, że (sądząc po ich planach na najbliższą przyszłość) nie zamierzają spuszczać z tonu.

Cykl Indie Vintage Party

Za to, że skutecznie podtrzymują pamięć o największej klubowej rewolucji ostatnich dziesięciu lat, kiedy z młodzieńczym rozmachem na parkiety wdarły się gitary i przewietrzyły zatęchły house'owy zaduch. Rewolucja, jak każda, musiała się kiedyś skończyć i historia zatoczyła koło, ale po tamtych czasach została góra świetnych nagrań, o których wciąż przypominają comiesięczne edycje VIP. Jeśli do tego dorzucimy działalność edukacyjno-promocyjną (to tutaj można zobaczyć najciekawsze młode kapele niezależne) i ogólnopolski rozmach, Indie Vintage Party staje się jedną z najsolidniejszych imprezowych marek ostatniego roku.

Cykl Music of the Future

Za wprowadzenie Warszawy na basową mapę Polski. Za comiesięczne spotkania, na których niskie częstotliwości nie wydobywają się z wiertarek, a z progresywnie myślących głów młodych producentów. Za każdą godzinę spędzoną przy setach L-visa 1990, Bok Boka czy George'a Fitzgeralda.

Cykl Sopot Melody Day

Za to, że zmęczony nadmorską nudą trójmiejski kolektyw Sopot Melody Day stwierdził, iż jedyną rzeczą lepszą od jeżdżenia na koncerty jest ich organizowanie. Za to, że nie zabrakło im energii i wytrwałości, aby kilka występów zaprzyjaźnionych zespołów przekształcić w trwający od ponad roku cykliczny festiwal przedstawicieli krajowego niezalu. I trochę też za przepięknie wykonane customowe plakaty i vlepki.

 

Nowy komentarz

 
eZ Publish™ copyright © 1999-2012 eZ Systems AS