04.05.2017 13:17

"Cushioning" to nowy trend w randkowaniu. "Robiłam to dla poczucia, że jestem obiektem zainteresowania"

Zapomnijmy o "ghostingu" i "breadcrumbingu". Na randkujących w sieci czyha teraz nowe niebezpieczne zjawisko.  

"Cushioning" to nowy trend randkowania

Fotografia: Pixabay

Media społecznościowe i aplikacje typu Tinder stwarzają wiele możliwości dla poszukujących miłości, ale wcale nie czynią tego procesu łatwiejszym. Problem pojawia się, gdy nasze intencje i oczekiwania niekoniecznie pokrywają się z tymi, jakie ma druga strona.

Kiedy, na przykład, wydaje nam się, że rozmowa z nieznajomym idzie świetnie, mamy wiele wspólnych pasji, nasz obiekt zainteresowania otwarcie z nami flirtuje, ale robi się podejrzanie milczący, gdy proponujemy spotkanie - padliśmy ofiarą "breadcrumbingu". W skrócie - miłośnicy tej metody lubią sobie z kimś poromansować online, ale od początku nie mają najmniejszego zamiaru przenieść znajomości do "realu".

Brzmi okrutnie? Nie mniej niż "ghosting", który karierę w mediach robił dużo wcześniej. W tym przypadku do spotkania już dochodzi, odbyć się ich mogło nawet kilkanaście, tak że ofiara nabiera nawet przekonana, że jest w związku. I wtedy nagle druga połówka zamienia się w ducha, znika bez słowa i nie odpowiada na żadną formę kontaktu.  

Ghosting

Ghosting

"Cushioning" - co to jest?

Okazuje się, że nieszczerym wobec osoby, z którą aktualnie się randkuje, można być na jeszcze jeden sposób. "Cushioning" to nowa strategia, która ma nam zapewnić "poduszkę bezpieczeństwa" w razie niepowodzenia w obecnym związku.

Jej zwolennicy wychodzą z założenia, że nawet będąc w szczęśliwej i poważnej relacji, warto mieć 2-3 osoby, z którymi utrzymuje się sporadyczny kontakt, flirtuje w sieci i podtrzymuje zainteresowanie swoją osobą na wypadek, gdyby coś poszło nie tak w obecnej relacji. Zjawisku przyjrzał się brytyjski serwis TheTub, który spytał amatorki "cushioningu", jak motywują swoje postępowanie. 

"

Spotykałam się z kimś przez kilka miesięcy, wszystko szło dobrze, ale miałam już wrażenie, że w naszą relacje wkrada się rutyna. Nadal go lubiłam, ale nie byłam pewna, czy chcę, żeby był moim chłopakiem, byliśmy trochę w limbo. Zamiast rozmowy z nim, bardziej rozsądne wydało mi się wrócić na Tindera i znaleźć kilku chłopaków, z którymi mogłabym poflirtować, w razie, gdyby obecna relacja skończyła się niepowodzeniem - wyznała jedna z "poduszkujących". "

"

Robiłam to trochę dla uwagi i poczucia, że jestem obiektem zainteresowania innych. To nigdy nie było nic poważnego, z żadnym z tym chłopaków się nie spotkałam, ale chciałam mieć dodatkowe opcje, poduszki bezpieczeństwa, gdyby ten związek się rozpadł. Tak się zresztą stało - zwierzyła się inna. "

Opisujący zjawisko zwracają uwagę na to, że osoby. które stosują "cashioning" mogą w ten sposób radzić sobie z brakiem pewności siebie i strachem przed tym, że zrobią coś nie tak i związek rozpadnie się z ich winy. Taktyka ma też uchronić ich przed cierpieniem, z którym wiążę się porzucenie.